Gdzie na Podlasiu i Polesiu są granice między gwarami białoruskimi, ukraińskimi i polskimi? Gdzie przebiegają te rzekome linie oddzielające jedne „języki” od drugich?
Właśnie w tym rzecz, że takich granic – rozumianych jako wyraźne, ostre podziały – po prostu nie ma.
Przynajmniej nie da się ich uczciwie narysować na mapie tak, by odpowiadały rzeczywistości językowej mieszkańców. Zamiast linii istnieje rozległy obszar przejściowy, pogranicze w pełnym tego słowa znaczeniu – żywe, zmienne i niejednoznaczne…
Na tym obszarze funkcjonuje to, co bywa nazywane mikrojęzykiem tutejszym: podlaskim, podlasko-poleskim, chachłackim, „swoim”, „prostym”. Nazwy są różne, bo i tożsamości są złożone. W praktyce oznacza to mozaikę gwar, które potrafią się wyraźnie różnić nie tylko między regionami, ale nieraz nawet między sąsiednimi wsiami.
Mówienie tutaj nie poddaje się prostym klasyfikacjom – jedne cechy zbliżają daną gwarę do białoruskiego, inne do ukraińskiego, jeszcze inne do polskiego, a wszystko to splata się w lokalne, unikatowe systemy.
Trzeba też pamiętać o rzeczy fundamentalnej: gwary istniały wcześniej niż języki standardowe. To nie ludzie „zepsuli” czyste języki narodowe, lecz odwrotnie – to późniejsze procesy kodyfikacji i standaryzacji próbowały uporządkować wcześniejszą, naturalną różnorodność.
Dzisiejsze granice językowe są więc w dużej mierze konstruktem polityczno-kulturowym, nałożonym na znacznie starszą i bardziej płynną rzeczywistość mowy codziennej.
Dlatego Podlasie i Polesie nie są miejscem, gdzie kończy się jeden język, a zaczyna drugi. To przestrzeń przenikania, gdzie zamiast granic mamy kontinuum – a zamiast czystych kategorii, żywą mowę ludzi, która nie potrzebuje ostrych definicji, by istnieć i funkcjonować.
(by kLaudi @ AI)
Zostaw komentarz