Moi Drodzy, jak już tak bardzo się cieszycie się że zadłużono Wasze dzieci i wnuki w tym der SAFE na dwa i pół pokolenia to przynajmniej poznajcie prawdę lub zobaczcie w jakim zakresie Was oszukiwano.
Kłamstwo pierwsze: Europa zrzuca się na kredyt dla Polski.
To oczywista nieprawda. Unia Europejska nie zobowiązuje się do przekazania nam jakichkolwiek pieniędzy. Zaciąga kredyt, który my będziemy musieli spłacić. Prowizje od obsługi operacji pobiorą banki z Niemiec i Francji.
Dodatkowo co pół roku będziemy musieli składać sprawozdania z wykorzystywania środków, a UE niemal w każdym momencie będzie mogła zatrzymać wypłatę pieniędzy. Podstawą do tego może być niespełnienie kamieni milowych, które również zostały zaszyte w projekt.
Kłamstwo drugie: Będziemy mogli skorzystać z dziesięcioletnich wakacji kredytowych.
To także wprowadzanie obywateli w błąd. W rzeczywistości przez dziesięć lat nie będziemy płacić jedynie kapitału, co w rzeczywistości znacznie podnosi koszty tego kredytu. W efekcie po czterdziestu latach będziemy mieli do spłaty w sumie około trzystu sześćdziesięciu miliardów złotych, a więc dwukrotność kredytu. Bez uwzględnienia różnic kursowych.
Kłamstwo trzecie: Uruchomienie programu SAFE spowoduje, że polska armia otrzyma najnowszy sprzęt.
To czysta manipulacja, gdyż pieniądze z unijnej pożyczki zgodnie z założeniami będziemy musieli wydać do 2030 roku. Oznacza to, że możemy kupować i zamawiać tylko sprzęt, który obecnie jest w produkcji. Nie ma mowy o najnowocześniejszych systemach, które są fazie testów lub projektów, a to one będą miały największe znaczenie podczas przyszłych konfliktów. Jak szybko zmienia się pole walki widzimy przecież na przykładzie wojny na Ukrainie. Dziś wygląda ona zupełnie inaczej niż cztery lata temu.
Podczas niedawnych, wspólnych manewrów państw NATO z Ukraińcami okazało się, że oddziały państw zachodnich są zapóźnione i zacofane technologicznie oraz taktycznie – zostałyby wyeliminowane w ciągu kilku godzin.
Istotą programu zbrojeniowego powinno więc być inwestowanie w najnowocześniejszy sprzęt wojskowy, a nie przestarzały pod tym względem przemysł niemiecki. Program SAFE to uniemożliwia.
Kłamstwo czwarte: Projekt „Polski SAFE 0 procent” jest pusty i pozbawiony pieniędzy.
Prezes NBP dość przejrzyście wyjaśnił skąd zamierza pozyskać pieniądze na dozbrojenie polskiej armii. Podobne operacje były już w przeszłości wykonywane przez inne banki centralne, więc nie jest to żaden eksperyment. „Polski SAFE” daje natomiast możliwość przekazywania pieniędzy na cele, jakie za najważniejsze uzna polski rząd oraz kierownictwo Wojska Polskiego. Nie będzie konieczności raportowania do Brukseli i uzyskiwania zgód na otrzymanie kolejnych transz kredytu.
Kłamstwo piąte: Pieniądze trafią w osiemdziesięciu procentach zasilą polski przemysł obronny.
Już same warunki programu zakładają, że od maja 2026 roku kraje uczestniczące w programie mają obowiązek składania wniosków na projekty, w których uczestniczą przynajmniej dwa kraje UE. Nie trudno się domyślić, że głównymi kooperantami polskich firm mają być koncerny niemieckie, które przeżywają obecnie ogromny kryzys. Są nie tylko zapóźnione technologicznie, ale dodatkowo utraciły możliwość uruchomienia szybkiej produkcji na szeroką skalę. Dowodem na to jest choćby zamówienie jakie na najnowszą generację czołgów Leopard złożyli Węgrzy. W ciągu ośmiu lat niemiecki koncern zdołał im dostarczyć zaledwie czterdzieści cztery maszyny, czyli połowę zamówionych w kontrakcie.
Dodatkowo część zakupionego sprzętu Polska ma przekazać Ukrainie. Pełnomocnik do spraw SAFE minister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka przyznała, że ma być to około cztery-pięć procent. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że procent ten nie wzrośnie.
W skrócie więc Polska ma zaciągnąć kredyt na sprzęt, który wyprodukują Niemcy, a trafi na Ukrainę. Niemcy są na tyle bogate, że bez problemu mogą dokonać takiej operacji bez angażowania polskich pieniędzy.
Kłamstwo szóste: SAFE ma zapewnić nam suwerenność.
Jest dokładnie odwrotnie. Program SAFE powoduje, że Polska miałaby oddać część swojej suwerenności instytucjom Unii Europejskiej. To one ostatecznie decydowałyby, jaki sprzęt może kupić polska armia. Obcy podmiot miałby więc kluczowy wpływ na zdolności obronne Rzeczpospolitej. Takie delegowanie uprawnień jest sprzeczne z polską konstytucją oraz traktatami Unii Europejskiej.
No i tyle mamy radości.
Autor: Ryszard Waldemar Bober
Zostaw komentarz