W ostatnich dekadach można zaobserwować stopniową zmianę sposobu, w jaki środowiska neobanderowskie odpowiadają na zarzuty dotyczące ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez OUN-B i UPA.

Jak ewoluowała taktyka zaprzeczania neobanderowców?

Historia tych narracji przypomina cofanie się z kolejnych, utraconych pozycji.

Etap pierwszy: zaprzeczanie i gloryfikacja

Przez lata problemu właściwie nie było. UPA przedstawiano wyłącznie jako bohaterską formację narodowowyzwoleńczą, a pytania o dziesiątki tysięcy zamordowanych polskich cywilów traktowano jako wrogą propagandę lub próbę oczerniania ukraińskiego ruchu niepodległościowego.

Etap drugi: „to był spontaniczny bunt chłopów”

Gdy liczba źródeł i świadectw stała się zbyt duża, pojawiła się teza o spontanicznym wybuchu ludowego gniewu. Według tej wersji nie było planu, nie było organizacji, nie było rozkazów — byli tylko rozwścieczeni chłopi.
Problem polegał na tym, że coraz więcej badań pokazywało coś zupełnie innego: koordynację działań, powtarzalność metod, udział struktur podziemia i świadome eliminowanie polskiej ludności z całych obszarów.

Etap trzeci: „to była wojna dwóch podziemi”

Skoro nie dało się już przekonująco utrzymywać, że była to wyłącznie chłopska samowola, ciężar argumentacji przesunięto na opowieść o wojnie polsko-ukraińskiej. Zbrodnie na ludności cywilnej zaczęto przedstawiać jako element spirali przemocy i wzajemnych odwetów.
Tyle że konflikt zbrojny między podziemiami nie wyjaśnia, dlaczego głównym celem ataków stawały się bezbronne wsie, kobiety, dzieci i starcy. Nie odpowiada też na pytanie, dlaczego ofiarami padały całe społeczności, a nie wyłącznie przeciwnicy uzbrojeni.

Etap czwarty: „to był tylko Kłaczkiwski”

Obecnie coraz wyraźniej rysuje się kolejna linia obrony. Nie neguje ona już samej zbrodni ani jej zorganizowanego charakteru. Przeciwnie — przyznaje, że doszło do planowej antypolskiej czystki etnicznej. Jednocześnie próbuje ograniczyć odpowiedzialność do wołyńskiego dowództwa UPA, przede wszystkim Dmytra Kłaczkiwskiego.
W tej wersji kierownictwo Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ma pozostać poza kręgiem głównych oskarżonych.

Tu pojawia się jednak zasadniczy problem. Jeśli była to wyłącznie „wołyńska inicjatywa”, to dlaczego podobne akcje pojawiły się później w Galicji Wschodniej i na Chełmszczyźnie? Czy kolejne regionalne struktury niezależnie doszły do tych samych wniosków, wybrały te same metody i realizowały ten sam cel? A może jednak mamy do czynienia z działaniem szerszym niż lokalna inicjatywa jednego dowódcy?

W istocie jest to opowieść o stopniowym zawężaniu odpowiedzialności. Najpierw nie było zbrodni. Potem nie było organizacji. Następnie nie było planu. Później nie było kierownictwa. Dziś coraz częściej próbuje się dowodzić, że winni byli wyłącznie lokalni dowódcy.

Każdy kolejny etap oznacza rezygnację z części wcześniejszych twierdzeń pod naciskiem źródeł historycznych. Dlatego współczesny spór coraz rzadziej dotyczy pytania, czy doszło do zorganizowanej antypolskiej czystki etnicznej, a coraz częściej pytania, jak wysoko w strukturach OUN-B sięga odpowiedzialność za jej zaplanowanie i przeprowadzenie.