Nie wiem czy to starość czy chęć zabłyszczenia, znalezienia się w centrum uwagi po latach niebytu w przestrzeni publicznej, czy jakieś specjalne związki z Ukrainą, kazały Janowi Marii Rokicie wygłosić takie oburzające słowa o tym, że każda Ukraina, nawet ta czcząca SS Galizien, ale walcząca z Rosją, jest do zaakceptowania.

Tym samym Jan Maria Rokita nie tylko wykazał się ignorancją, ale też napluł w twarz Ofiarom i Rodzinom ludobójstwa dokonanego na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej. Dał też argument takim Zełeńskim i innym, by nadal Polskę traktowali jak przedmiot, a nie podmiot relacji polsko-ukraińskich.

I o ile wcześniej ceniłem Rokitę za jego działalność antykomunistyczną, a nawet tę po 1989 roku, to teraz wszystko u mnie stracił. I straciło też środowisko, które go na grilla do Morawieckiego zaprosiło.