No i stało się. Trybunał Konstytucyjny powiedział coś, co dla części polityków najwyraźniej brzmi jak herezja: Prezydent Rzeczypospolitej nie ma obowiązku automatycznie odbierać ślubowania od każdej osoby wybranej przez Sejm na sędziego Trybunału .TK uznał, że przepisy rozumiane jako nakładające na głowę państwa taki bezwzględny obowiązek są niezgodne z Konstytucją.
I nagle okazało się, że Karol Nawrocki nie jest człowiekiem, który ma tylko przyjąć dokument, podać rękę i powiedzieć: „proszę bardzo”.
Prezydent ma własne konstytucyjne kompetencje i, co najważniejsze, zgodnie z art. 126 Konstytucji jest strażnikiem jej przestrzegania.
I właśnie tutaj zaczyna się problem.
Bo kiedy prezydent korzysta ze swoich konstytucyjnych kompetencji, a nie akceptuje tego większość parlamentarna, natychmiast pojawia się hasło: „łamanie praworządności”.
Kiedy natomiast politycy próbują podporządkować instytucje konstytucyjne własnej wizji państwa, nazywa się to „naprawą demokracji”.
Bardzo wygodna definicja.
Żurek już wie, co trzeba zrobić
Reakcja Żurka na wyrok była natychmiastowa. Minister zakwestionował jego legalność i mówił o konieczności „naprawy” Trybunału.
I tutaj warto zatrzymać się na chwilę.
Bo pytanie nie brzmi już tylko: kto ma rację w sporze o ślubowanie?
Pytanie brzmi: co będzie dalej z Trybunałem ?
Minister Żurek zapowiadał już wcześniej zmiany dotyczące TK. Teraz, po tym wyroku, zapowiadany jest kolejny plan jego „naprawy”.
I właśnie tutaj zapala mi się czerwona lampka.
Bo można oczywiście naprawiać Trybunał.
Można poprawiać procedury. Można dyskutować o sposobie wyboru sędziów.Ale jest ogromna różnica między reformowaniem Trybunału a przejmowaniem Trybunału.
I dlatego każdą propozycję zmian trzeba będzie oceniać nie po nazwie, lecz po skutkach.Trybunał nie jest ozdobą państwa.
Nie jest kolejnym urzędem, który można sobie urządzić według aktualnej większości parlamentarnej.
Jego zadaniem jest kontrolowanie zgodności prawa z Konstytucją. A więc także kontrolowanie prawa tworzonego przez tych, którzy akurat mają większość w Sejmie.
I dlatego dla każdej władzy TK jest potencjalnie niewygodny.
Dzisiejsza większość chce mieć swój Trybunał.
Jutro może przyjść inna większość i będzie chciała mieć swój.
A pojutrze ktoś odkryje, że tak naprawdę nie mamy już niezależnego Trybunału, tylko kolejny polityczny łup przechodzący z rąk do rąk po każdych wyborach.
Czy naprawdę o to chodzi?
Jeżeli więc słyszę, że trzeba „naprawić” Trybunał, pytam bardzo prosto: Naprawić go dla Konstytucji czy naprawić go dla aktualnej większości?
To nie jest czepianie się słów.
To jest zasadnicze pytanie o przyszłość polskiego państwa.
A może chodzi również o zabezpieczenie władzy?
I być może właśnie tutaj tkwi prawdziwy powód tego pośpiechu.Czy obecna władza nie obawia się przegranych wyborów. Czy nie obawia się dnia, w którym zmieni się większość i ktoś zacznie dokładnie przyglądać się decyzjom podejmowanym przez nią w ostatnich latach.
Konstytucja była w Polsce wielokrotnie przedmiotem ostrych sporów. Granice kompetencji poszczególnych organów państwa były przesuwane, a przepisy interpretowano w sposób, który przeciwnicy polityczni uznawali za obchodzenie prawa.
Jeżeli więc dziś ktoś chce mieć większy wpływ na Trybuna, trudno nie zadać pytania:
Czy rzeczywiście chodzi tylko o naprawę państwa, czy również o polityczne zabezpieczenie się przed przyszłym rozliczeniem i konsekwencjami prawnymi za swoje działania?
Czy nie chodzi o to, aby w przyszłości mieć w ręku instytucję, która mogłaby nadać pozory konstytucyjnej legalności decyzjom podejmowanym dzisiaj?
I tutaj pojawia się kolejny niezwykle istotny wątek.
Jeżeli rzeczywiście rząd będzie dążył do obsadzenia stanowiska sędziego Trybunału przez Macieja Berka, dotychczasowego ministra w rządzie Tuska, trudno będzie nie dostrzec w tym kolejnego politycznego konfliktu.
Tym bardziej że jeszcze niedawno słyszeliśmy deklaracje, iż czynni politycy nie powinni trafiać do Trybunału.
Jeżeli więc polityk, który jeszcze chwilę wcześniej pełnił funkcję ministra, miałby zostać sędzią TK, trzeba zadać bardzo proste pytanie:
Co stało się z zasadą, którą sami rządzący wcześniej tak mocno nagłaśniali?
Jeżeli zmienia się własne standardy w chwili, kiedy staje się to politycznie wygodne, trudno mówić o naprawie państwa. Można natomiast mówić o bardzo niebezpiecznym precedensie. A wtedy konflikt między Pałacem Prezydenckim a rządem może wejść na zupełnie nowy poziom.
Tym bardziej że jesienią Sejm ma dokonać kolejnych wyborów sędziów Trybunału. Układ sił w TK może więc ulec istotnej zmianie.
I właśnie dlatego gra o Trybunał jest dziś tak ważna.
Nie chodzi o jedno nazwisko.
Nie chodzi nawet o jedno ślubowanie.
Chodzi o to, kto będzie miał wpływ na instytucję, która ma powiedzieć władzy: „tego już zrobić nie wolno”.
Trybunał Konstytucyjny nie jest własnością ani PiS, ani Platformy, ani Żurka, ani Nawrockiego.
Jest instytucją państwa. Ma służyć Konstytucji i obywatelom.
I tego właśnie żadna władza nie powinna zapominać. A Tusk ze swoją ekipą i tak poniesie prawne konsekwencje. To tylko kwestia czasu.
Zostaw komentarz