Siedem grzechów głównych najwyraźniej już nie wystarcza. „Wprost” znalazł osiem — wszystkie przypisane Adamowi Glapińskiemu. Przy takiej zapowiedzi czytelnik może odnieść wrażenie, że postępowanie zostało zakończone, winę ustalono, a pozostało jedynie wybrać odpowiednio uroczystą oprawę ogłoszenia wyroku.
Tymczasem komisja sejmowa przyjęła rekomendację postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. To istotny etap postępowania, ale nie rozstrzygnięcie o jego odpowiedzialności. Różnica między oskarżeniem a udowodnioną winą nadal istnieje, nawet jeśli niezbyt wygodnie mieści się w nagłówku.
Nie trzeba uznawać każdej decyzji Glapińskiego za trafną, żeby zauważyć tendencyjność takiej narracji. Nie trzeba również odrzucać wszystkich zarzutów, żeby domagać się ich rzeczywistego wykazania. Właśnie tego zabrakło w artykule: przedstawienia sporu w sposób pozwalający odróżnić fakty, interpretacje i polityczne deklaracje.
1. Najpierw unieważnić obronę
Najbardziej wymowna jest przytoczona wypowiedź Tomasza Treli, według którego każdy broniący Glapińskiego kieruje się wyłącznie polityką.
To bardzo wygodna metoda prowadzenia dyskusji. Oskarżyciel ma argumenty, a obrońca — podejrzane intencje. Jeszcze zanim obrońca zdąży otworzyć usta.
Takie twierdzenie nie dowodzi zasadności żadnego zarzutu. Próbuje natomiast z góry odebrać wiarygodność każdej odpowiedzi. Gdy ktoś kwestionuje podstawę prawną oskarżenia, można go odprawić jako stronnika. Gdy wskazuje błąd ekonomiczny — podobnie. W ten sposób oskarżenie staje się odporne na krytykę nie dzięki swojej jakości, lecz dzięki ogłoszeniu, że krytyka jest niedopuszczalna.
To retoryka politycznej walki, ubrana w język bezstronnej oceny.
2. Skup obligacji: wielka kwota nie zastępuje dowodu
Pierwszy zasadniczy zarzut dotyczy pośredniego finansowania deficytu przez zakup obligacji.
Trzeba jednak rozróżnić finansowanie państwa bezpośrednio przez bank centralny od zakupu istniejących papierów na rynku wtórnym. Ten drugi mechanizm może być narzędziem polityki pieniężnej. Europejski Bank Centralny również stosował programy zakupu aktywów. Samo kupowanie obligacji państwowych przez bank centralny nie jest więc odkryciem polskiej patologii.
Nie oznacza to, że każda operacja na rynku wtórnym jest legalna. Jeżeli stanowi faktyczne obejście zakazu finansowania państwa, może naruszać prawo. Dokumenty EBC wyraźnie wskazują tę granicę.
Ale właśnie obejście trzeba wykazać: przez warunki transakcji, sposób ich uzgadniania, rolę pośredników i rzeczywisty mechanizm operacji. Liczba miliardów, choć robi wrażenie, nie wykonuje tej pracy.
Według relacji money.pl komisja przyznaje, że NBP nie kupował papierów bezpośrednio od Skarbu Państwa, ale uważa rynek wtórny za pozorny. To zatem spór o rzeczywisty charakter transakcji, a nie prosty przypadek przyłapania banku na bezpośrednim kredytowaniu budżetu. (money.pl)
Artykuł powinien tę różnicę objaśnić. Czytelnik ma prawo poznać mechanizm rzekomego naruszenia, zamiast otrzymywać samą jego nazwę.
3. Upoważnienie RPP: pominięte słowo zmienia obraz sprawy
Kolejny zarzut brzmi szczególnie groźnie: skup aktywów bez upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej.
Tyle że z dokładniejszej relacji wynika, iż komisja kwestionuje wystarczalność uchwały RPP z 2008 roku, uznając ją za blankietową. Istnienie uchwały oraz ocena zakresu jej zastosowania to coś innego niż całkowity brak podstawy działania.
Ustawa powierza RPP ustalanie zasad operacji otwartego rynku. Pytanie brzmi więc, czy obowiązujące zasady obejmowały konkretny program zakupów, czy potrzebne było dodatkowe rozstrzygnięcie Rady.
To wymaga analizy prawnej. Należy wskazać, jaki element operacji wykraczał poza istniejącą podstawę i dlaczego.
Przedstawienie takiego sporu jako działania bez żadnego upoważnienia upraszcza sprawę w sposób korzystny dla oskarżycieli. Pominięcie jednego przymiotnika — „należytego” — potrafi zrobić niemałą karierę publicystyczną.
4. Interwencje walutowe: należy zbadać procedurę, a nie straszyć samą interwencją
Następny punkt dotyczy interwencji walutowych w marcu 2022 roku.
Był to czas bezpośrednio po rosyjskiej napaści na Ukrainę. Z przedstawionego w Sejmie sprawozdania NBP wynika, że operacje służyły wzmocnieniu złotego, nie jego osłabieniu. Ten kontekst ma znaczenie dla uczciwego przedstawienia sprawy.
Nie rozstrzyga jednak kwestii proceduralnej. Według relacji money.pl komisja kwestionuje tryb podejmowania decyzji, a nie ekonomiczny sens interwencji.
Trzeba zatem ustalić, jakie uchwały, upoważnienia i procedury obowiązywały oraz kto był uprawniony do uruchomienia operacji. Jeśli ich nie przestrzegano, sytuacja kryzysowa nie usuwa problemu. Ale samo przeprowadzenie interwencji nie jest dowodem nadużycia.
Rzetelny artykuł wyjaśniłby tę różnicę. Sensacyjny może liczyć na to, że samo połączenie słów „jednoosobowo”, „waluty” i „bez dokumentacji” wykona zadanie.
5. Stopy procentowe: Rada nie znika dlatego, że wygodniej oskarżać jednego człowieka
Obniżki stóp z jesieni 2023 roku były kontrowersyjne. Ich skalę, moment i uzasadnienie można krytykować.
Jednak decyzje podejmowała Rada Polityki Pieniężnej. Ustawa przypisuje jej ustalanie wysokości stóp, a sprawozdanie z wykonania polityki pieniężnej dokumentuje obie obniżki jako decyzje Rady.
Glapiński jako przewodniczący miał wpływ na jej pracę. Nie wynika z tego, że kolegialne rozstrzygnięcie można bez dalszych ustaleń potraktować jako jego osobisty rozkaz.
Trzeba również odróżnić trzy kwestie: czy decyzja była gospodarczo trafna, czy naruszała prawo oraz czy podjęto ją dla osiągnięcia korzyści wyborczej. Odpowiedź twierdząca na pierwsze pytanie o błąd nie rozstrzyga automatycznie dwóch pozostałych.
Co więcej, według money.pl komisja przyznaje, że nie ma dowodów formalnej presji politycznej, a swój zarzut opiera na ocenie niespójności decyzji.
Nie wyklucza to politycznej motywacji. Ale też jej nie dowodzi. Termin przed wyborami uzasadnia podejrzliwość i pytania; nie zastępuje ustaleń.
Bank centralny może podjąć złą decyzję. Przekształcenie każdej spornej decyzji w delikt wymaga jednak czegoś więcej niż przekonania polityków, że oni poprowadziliby politykę pieniężną lepiej.
6. Protokoły i dostęp do dokumentów: tutaj potrzebne są dokumenty
Zarzuty utrudniania pracy członkom RPP i zarządu należy traktować poważnie. Gdyby potwierdzono bezprawne blokowanie informacji albo zniekształcanie protokołów, byłaby to realna kwestia odpowiedzialności.
Ale artykuł nie przedstawia materiału pozwalającego czytelnikowi ocenić te twierdzenia.
Należałoby pokazać konkretny wniosek o udostępnienie dokumentu, podstawę prawa do dostępu, odmowę i jej uzasadnienie. W przypadku protokołu — zestawić zapis z przebiegiem posiedzenia. Przy odmowie zwołania posiedzenia — wyjaśnić obowiązujące zasady i okoliczności wniosku.
Samo „redagowanie protokołów” nie oznacza ich fałszowania. Protokoły z natury rzeczy są redagowane. Problem zaczyna się wtedy, gdy redakcja zmienia sens wypowiedzi lub wynik ustaleń.
Przeskok od ogólnego opisu konfliktu do pewności naruszenia prawa jest właśnie tym miejscem, w którym publicystyka powinna zwolnić. W omawianym tekście raczej dodaje gazu.
7. Prognoza zysku: wynik końcowy nie rozstrzyga, co wiedziano wcześniej
Kwestia zapowiadanej wpłaty z zysku NBP wymaga szczególnie starannego sprawdzenia.
Bank zakończył 2023 rok stratą około 20,8 miliarda złotych. Jego raport wskazuje między innymi wpływ umocnienia złotego na ujemny wynik z różnic kursowych. Wynik banku centralnego jest więc wrażliwy na czynniki, których nie można traktować jak zwykłego rachunku zysków przedsiębiorstwa. (nbp.pl)
Nie oznacza to jednak, że każdą prognozę można usprawiedliwić zmianą kursów.
Sedno zarzutu brzmi: czy w chwili przekazania informacji ministrowi Glapiński dysponował wiarygodną prognozą straty i świadomie ją zignorował lub zataił?
Do odpowiedzi potrzebne są datowane prognozy, ich założenia, treść pisma do ministerstwa i ustalenie, jakie informacje znał prezes. Jeśli dokumenty potwierdzają świadome podanie nierzetelnej informacji, zarzut może być istotny. Jeśli porównuje się tylko wcześniejszą prognozę z późniejszym wynikiem, intencja pozostaje nieudowodniona.
Nietrafna prognoza i świadome wprowadzenie w błąd to dwa różne twierdzenia. Artykuł powtarza ocenę komisji, lecz nie pokazuje czytelnikowi dowodów pozwalających przejść od pierwszego do drugiego.
8. Nagrody: można krytykować system, ale trzeba przeczytać ustawę
Wysokie nagrody dla prezesa instytucji publicznej budzą zrozumiałe pytania. Także to, czy mechanizm ich przyznawania rzeczywiście nagradza szczególne osiągnięcia, czy działa jak dodatkowa pensja.
Nie wolno jednak sugerować, że premie i nagrody prezesa NBP są z samej natury niedopuszczalne. Artykuł 66 ustęp 5 ustawy o NBP wymienia je przy definiowaniu jego wynagrodzenia.
Spór dotyczy więc konstrukcji konkretnego systemu: zakresu upoważnienia, zasad przyznawania i ewentualnego obchodzenia ograniczeń. Nie wystarczy powiedzieć, że nagrody były wysokie albo regularne, i uznać analizę prawną za zakończoną.
Uchwała zarządu nie gwarantuje legalności wszystkiego, co w niej zapisano. Ale emocjonalne określenie „wypłacanie sobie pieniędzy” również nie wyjaśnia, jaki przepis naruszono.
9. Apolityczność: oceniać konkretne działania, nie sam rodowód
Konstytucja zakazuje prezesowi NBP przynależności partyjnej i działalności publicznej niedającej się pogodzić z godnością urzędu. To realne ograniczenia, nie ozdobniki.
Jeżeli wypowiedzi Glapińskiego były agitacją wyborczą, trzeba je przytoczyć w odpowiednim kontekście i ocenić. Ogólnik „udzielał wywiadów” niczego nie rozstrzyga. Wywiad jest formą komunikacji; o charakterze działania przesądza treść.
Podobnie polityczna przeszłość zatrudnionych osób może uzasadniać pytania o politykę kadrową, lecz sama nie dowodzi nielegalności zatrudnienia. Potrzebne są ustalenia dotyczące konkretnych nominacji, kwalifikacji i motywów.
W przypadku zarządu dochodzi jeszcze istotny szczegół: jego członków powołuje prezydent na wniosek prezesa NBP. Prezes uczestniczy zatem w procesie, ale nie jest jego jedynym formalnym sprawcą.
Nie należy zacierać tej różnicy tylko dlatego, że opowieść o jednym człowieku jest łatwiejsza do sprzedania.
10. Nawet nieobecność wymaga sprawdzenia
Pozostaje informacja o niestawieniu się Glapińskiego na przesłuchanie. Reuters podaje tymczasem, że nie został wezwany do złożenia zeznań. Mamy więc rozbieżność, którą należałoby wyjaśnić przez sprawdzenie wezwań i przebiegu postępowania.
Dopóki tego nie zrobiono, nie można uczciwie ogłaszać, że prezes uchylał się od odpowiedzi. Ale nie można też kategorycznie uznać wersji Wprost za obaloną. Sprzeczne relacje wymagają weryfikacji, a nie wyboru tej, która najlepiej pasuje do politycznej sympatii.
To samo dotyczy całego artykułu. Liczba świadków nie mówi, co zeznali. Objętość sprawozdania nie przesądza o jakości argumentacji. Osiem zarzutów nie staje się ośmioma udowodnionymi naruszeniami przez odpowiednio częste powtarzanie.
Wprost zamieszcza wprawdzie końcową informację, że NBP odrzuca oskarżenia. Jedno zdanie o stanowisku drugiej strony trudno jednak uznać za przedstawienie jej argumentów.
Można kontrolować prezesa banku centralnego. Można domagać się wyjaśnień i stawiać zarzuty. Niezależność nie oznacza bezkarności. Równie ważne jest jednak, żeby odpowiedzialność wynikała z ustaleń, a nie z politycznego zapotrzebowania.
Najbardziej podejrzany w tym przekazie jest pośpiech w zamianie oskarżenia w pewność. Czytelnik otrzymuje gotową ocenę moralną, zanim dostanie możliwość sprawdzenia jej podstaw.
A kiedy słyszy dodatkowo, że każda obrona jest wyłącznie polityczna, trudno oprzeć się wrażeniu, że rzeczowa dyskusja została uznana za zbędny etap.
Pozostałby już tylko wyrok.
Na szczęście nagłówek jeszcze go nie zastępuje.
Zostaw komentarz