Powszechne świadectwo udziałowe (PŚU) był papierem wartościowym emitowanym przez Skarb Państwa, stwierdzającym huczne obietnicę uczestnictwa całej dorosłej populacji Polaków w Programie Powszechnej Prywatyzacji. Program ten obiecywał posiadaczowi „Świadectwa udziałowe NFI” prawo do cząstkowej współwłasności 512 spółek wniesionych do narodowych funduszy inwestycyjnych. Każdy z ok. 27 mln dorosłych obywateli Polski był uprawniony, za opłatą 20 zł, do odebrania jednego PŚU, dopuszczonego do obrotu na mocy ustawy, bez zgody Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

Powszechne świadectwa udziałowe po dokonaniu oczywiście opłaty i przedstawieniu dowodu osobistego były wydawane przez oddziały banku państwowego PKO BP w całym kraju. Zakup świadectwa udziałowego NFI był odnotowywany w dowodzie osobistym, tak aby, jedna osoba mogła zakupić tylko jedno świadectwo. Bank wydawał też pokwitowanie z adnotacją o numerze wydanego świadectwa.

Powszechne świadectwa udziałowe po zaistnieniu na rynku wtórnym były papierami zbywalnymi, co do których nie miały zastosowania przepisy nakazujące obrót nimi na rynku regulowanym.
Świadectwa udziałowe, mogły być legalnie kupowane i sprzedawane w kantorach wymiany walut. Ich ceny na wolnym rynku przekraczały 150-160 zł, osiągając w szczytowym momencie poziom około 170–180 zł.

W lipcu 1996r. rozpoczęto notowania PŚU na rynku giełdowym a od 12 maja 1997r. rozpoczęła się wymiana świadectw na akcje NFI, jedno świadectwo za jedną akcję każdego z 15 NFI. Warunkiem jednak było uprzednie dokonanie dematerializacji tego świadectwa w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych za pośrednictwem domu maklerskiego.
Czas na zamianę papierowych świadectw na akcje NFI lub ich dematerializację minął bezpowrotnie 31 grudnia 1998 roku.
Po tym terminie dokumenty te utraciły swoją moc prawną jako instrument finansowy i nie reprezentują już żadnych udziałów w spółkach czy funduszach.
Okazało się jednak, że rynkowa wycena i praktyka funkcjonowania Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, których stworzenie było elementem Programu Powszechnej Prywatyzacji, wykazały wiele istotnych błędów w konstrukcji tej formy przekształceń własnościowych.

Powszechne Świadectwa Udziałowe miały obudzić w Polakach poczucie uczestnictwa w rynku kapitałowym i dać namiastkę własności, przynajmniej w części przedsiębiorstw, które nie nadawały się do bezpośredniego prywatyzowania. Niestety nie udało się. Powszechna prywatyzacja okazała się mrzonką. Problem polegał na tym, że zwolnienie z podatku dotyczące PŚU z ustawy zniknęło, a deponenci tych papierów wartościowych stali się po jakimś czasie właścicielami akcji Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. A dla tych akcji nie było już ogólnego zwolnienia z podatku. O kłopotach podatkowych można przeczytać https://www.parkiet.com/komentarze/art21350451-powszechne-swiadectwa-udzialowe-czyli-podatkowa-historia-z-przewrotnym-happy-endem

Fizyczny, papierowy dokument zachował jedynie wartość historyczną. Może być sprzedany na portalach aukcyjnych. Niektórzy oprawiali te „papiery wartościowe” w ramki i wieszali na ścianie jako pamiątkę minionej utraconej „10-tej gospodarki świata” jaką była w pewnym okresie gospodarka PRL-u, której spadkobiercami mieli stać się Polacy.
Obecna cena rynkowa takiego świadectwa w celach kolekcjonerskich waha się zazwyczaj w granicach od 100 do 300 złotych, zależnie od stanu zachowania i z ewentualnymi dodatkowymi dokumentami zakupu z lat 90-tych.

Zgodnie z publikacją z dnia 16 września 2000 roku w Gazecie Wyborczej: „Dziś wartość tego, co ta ustawa dawała obywatelowi, jest mniejsza niż 60 zł a uzyskane NFI poprzez Powszechne Świadectwa Udziałowe oscylowały w okolicy 60 PLN. Co dawało ~40 PLN zysku z prywatyzacji publicznej na jedno PŚU”. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Powszechne_%C5%9Bwiadectwo_udzia%C5%82owe )
Czy „Powszechne świadectwo udziałowe” były kolejną, w obecnym odczuciu, manipulacją dającą nadzieję na sprawiedliwy podział dorobku i zasobów Polski należących do Narodu, do Polaków. Do Narodu, którzy budowali ten dorobek przez wiele lat. Niestety, w odczuciu wielu Polaków okazały się następną formą triku i oszustwa przy wzniosłych hasłach dzielenia majątku narodowego. Była to jedynie część ogólnej manipulacji naszego narodu przez „dziką reprywatyzację” i uwłaszczania się na majątku narodowym jedynie pojedynczych jednostek z poprzedniego establishmentu władzy, zachodnich korporacji i niektórych polityków. Czy pieniądze z tej „reprywatyzacji” zostały zmarnowane i „przejedzone” przez władze obecnego od 1989r. establishmentu? W odczuciu zwykłego Polaka chyba tak i tego już chyba nikt niestety nie rozliczy.