Próba obrony TVN przez środowisko, które przez lata pouczało Polaków o wolnym rynku, jest zaprzeczeniem wszystkiego, czym karmiła nas michnikowszczyzna. Kiedy Balcerowicz wprowadzał terapię szokową, „Gazeta Wyborcza” przekonywała nas, że trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości, zaakceptować reguły rynku i przestać oglądać się na państwo. Tyle że sama budowała swoją potęgę również dzięki reklamom i ogłoszeniom instytucji publicznych. W latach 90. wkładka z ogłoszeniami państwowych instytucji potrafiła być grubsza niż dzisiejsza gazeta.
Dziś, gdy zagrożone są interesy medialnego obozu, nagle wolny rynek przestaje być świętością. Donald Tusk doskonale wie, że bez przychylnej propagandy sączonej przez całą dobę do głów Polaków jego polityczna pozycja staje się znacznie mniej komfortowa. Dlatego mam nadzieję, że w nowym TVN znajdzie się ktoś, kto wreszcie odważy się powiedzieć: król jest nagi.
Nie oczekuję czystek do samego dna ani radykalnej zmiany profilu stacji. Nie chodzi o zastąpienie jednej propagandy drugą. Są jednak nazwiska, z którymi trudno wiązać nadzieję na odnowę: Kanapik, Sobieniowski, Kolenda i Wojewódzki. Zwłaszcza ten ostatni, moim zdaniem, zbyt często wykorzystywał swoją pozycję do uderzania w ludzi, których nie darzył sympatią. Skoro jego programowa siła miała polegać na bezkompromisowości, warto zapytać, czy ta bezkompromisowość obowiązywała również jego samego.
Chciałbym zobaczyć Monikę Olejnik traktującą wszystkich gości według tych samych zasad. „Fakty”, które rzeczywiście przedstawiają fakty, a nie selekcjonują rzeczywistość pod z góry przyjętą tezę. Publicystykę, w której głos otrzymują przedstawiciele różnych stron politycznego sporu, a nie tylko ci, którzy pasują do redakcyjnej linii.
Nie marzy mi się telewizja prawicowa w miejsce liberalnej. Marzy mi się telewizja, która rozumie, że dziennikarz nie jest rzecznikiem rządu, partii ani żadnego politycznego obozu.
Nie chcę propagandy w innym kolorze. Chcę dziennikarstwa.
Zostaw komentarz