„Że albo się jest Polakiem, albo się nie jest Polakiem. Albo jest się polski, albo jest się ruski. A mówiąc dosadniej, albo jest się człowiek, albo jest się chuj. I koniec, tak panu powiem” D. Masłowska, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną.

Niekiedy myślę, że gdy wojna dobiegnie końca, a Putin trafi do podręczników jako jeden z największych zbrodniarzy Europy Wschodniej, ludzie szerzący dziś wrogość wobec Ukraińców przepadną w niepamięci – albo zostaną zapamiętani jedynie jako autorzy napastliwych komentarzy w sieci. Niewiele po nich zostanie. Może zostaną zapisani do historii przez kolejnego „antypolskiego” historyka: jako ci, którzy cieszyli się na widok płonących domów na Ukrainie, kłamali w sprawie dronów, szczuli na Ukraińców i w tak trudnym momencie potrafili jedynie odtwarzać podział na swoich i obcych, pielęgnować własne narodowe mity, kochać silniejszych, gardzić słabszymi, przytakiwać internetowym trollom i stawać po stronie zła.

Putin niewątpliwie przejdzie do historii jako zbrodniarz, a polskie podręczniki napiszą, że Polska pomagała Ukrainie – zgodnie z prawdą. Ale czy ktoś wspomni o internetowych komentatorach ziejących nienawiścią, którzy gardzili słabszymi? O politykach, którzy kłamali na temat wielkich przywilejów dla Ukraińców? Czy zrzucą wszystko na karb zagadkowych internetowych trolli?

Przyjdzie kiedyś świadomość skali zbrodni, których Putin dopuścił się na setkach tysięcy ludzi. Co wtedy powiedzą ci, którzy szczuli, kłamali, znieważali i wywyższali się nad innymi? Ci, którzy za wszelką cenę chcieli udowodnić własną ważność, a nawet udawać większe ofiary niż ludzie, którzy stracili swoje domy czy swoich bliskich?

Zapewne powiedzą, że polski naród był bohaterski, że pomagał i że to właśnie o tej pomocy należy pisać w podręcznikach. Czy ktoś wspomni o tych, którzy zeszli z maratonu solidarności, bo nagle poczuli się strasznie zmęczeni wojną u sąsiada? Czy ktoś przypomni, że mityczne kolejki samych Ukraińców do polskich lekarzy nigdy nie istniały? Czy o wymyślonym socjalu? Czy o zmyślonym wszechobecnym Ukraińcu hasającym drogim sportkarem w każdym mieście i wsi.

Może ktoś zapomniał, ale ja straciłem ojca. Prawie nigdy o tym nie wspominam w swoich postach. Został mi dziennik, który planuję kiedyś opublikować, choćby tutaj, we fragmentach. To zapis ostatnich dni życia mojego ojca w umierającym mieście. Zginął w 2022 roku od rosyjskiego pocisku.

Jak mam reagować na idiotyczne komentarze ludzi, którzy nie rozumieją, co to znaczy stracić członka rodziny zabitego przez Rosjan?

W Polsce żeby zostać „zaakceptowanym Ukraińcem” przez internetowy lud, trzeba zacząć mówić to, co mówi lud. Najprościej naśladować Kowalskiego. Stać się „normalnym”, „zwykłym człowiekiem”. Wtedy można dostać wiadomość: „Żyj spokojnie w moim kraju”, „Dla mnie jesteś jak Polak” itp. Czasami mam ochotę złośliwie odpowiedzieć: dziękuję, że uważa mnie pan za człowieka, czyli za Polaka. Bo jak rozumiem, jeśli ktoś nie jest Polakiem, to kim jest? Zasłużyć na miano człowieka w Polsce – to niemal jak zdobyć przywilej bycia swoim.

Tak, ten post jest przykry. Nie jest kolejną próbą szukania zgody między Polakami i Ukraińcami itp. Jest moralizatorski i zapewne nie wszystkim się spodoba. Nie jestem politykiem, więc nie muszę nikomu schlebiać. Piszę, jak to widzę.

Autor: Pylyp Bilyi
Doktorant w szkole doktorskiej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zainteresowania: filozofia, socjologia, fotografia. Streamer, tłumacz u popularyzator filozofii na kanale YouTube „Filozofia Tak Bardzo”.