W listopadzie 1918 roku mieszkańcy Lwowa stoczyli zacięte boje z Ukraińcami, którzy chcieli wykorzystać porażkę militarną Austro-Węgier do utworzenia własnego państwa.
Walki o Lwów przeszły do legendy, były przykładem bohaterskich postaw patriotycznych – szczególnie młodzieży, studentów, uczniów gimnazjalnych , harcerzy , a nawet lwowskich batiarów – nazwanych Orlętami .
Od samego powstania Lwów był miastem wielonarodowym ,mieszkali w nim Polacy ,Rusini , Żydzi , Ormianie. Dzielnie bronił się przed oblegającymi go hordami Tatarów ,dziczą kozacką Chmielnickiego. W 1772 roku po I rozbiorze Polski ogłoszono Lwów stolicą Królestwa Galicji i Lodomerii . Nastąpił wtedy dynamiczny jego rozwój. Miasto dysponowało dwoma elektrowniami ,w tym jedną pracującą na potrzeby sieci tramwajowej ,nowoczesnym dworcem, kilkoma teatrami oraz kilkunastoma szpitalami. Lwów był ważnym ośrodkiem akademickim. W międzywojniu Uniwersytet Jana Kazimierza ,Politechnika Lwowska ,Szkoła Rolnicza w Dublanach – cieszyły się renomą uczelni na najwyższym, europejskim poziomie. Wtedy w pamiętnym 1918 roku Lwów został uratowany i stał się w okresie międzywojennym drugą po Warszawie stolica Polski . Było to miasto niepowtarzalne ,fascynujące bogatym folklorem i wysoką kulturą .
Po wybuchu II wojny Światowej miasto poddało się 22 października 1939 roku Sowietom bez walki na honorowych warunkach kapitulacji, które przez ZSRR nie zostały dotrzymane Panowanie komunistów rozpętało ogromne prześladowania ludności Lwowa .Rozpoczęły się masowe aresztowania ,deportacje na Syberię, do Kazachstanu . Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej NKWD rozstrzelało ponad 8 tys. osób ! Niemcy też nie byli lepsi – wymordowali wybitnych przedstawicieli kultury i nauki polskiej z Boyem-Żeleńskim na czele W lipcu 1944 roku Lwów został wyzwolony przez Armię Czerwona i oddziały Armii Krajowej . Żołnierzy z AK następnie internowano , albo wcielono do Ludowego Wojska Polskiego , natomiast znaczną część polskich mieszkańców Lwowa na podstawie w wyniku zdrady państw sprzymierzonych z miasta wysiedlono na zachód na ziemie skąd wypędzono wcześniej Niemców – do Opola, Gliwic, Wrocławia , Zielonej Góry, Szczecina. Już nie pamiętam ile razy byłem we Lwowie, ale za każdym razem jak do niego przyjeżdżałem , przeżywałem wzruszenie, że oto jestem w magicznym miejscu, w którym dorastała nasza matka, mieszkali moi po kądzieli dziadkowie i inni krewni. Teraz już też wiem, że w walkach o to miasto, brał udział świeżo upieczony absolwent Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Franciszkańskiego we Lwowie porucznik Jan Zygmunt Chrapek-Chortyński.
W wyobraźni widzę jak do śródmieścia dojeżdżam od strony Wysokiego Zamku – wzgórza, wynoszącego się nad miastem – ulicą, która przed wojną nazywała się Teatyńska , jedziemy po „kocich łbach” pamiętających jeszcze czasy cesarza Franciszka Józefa – przez plac Strzelecki – do jednej z ważniejszych arterii komunikacyjnych Lwowa – ulicy Podwale .
Po prawej mijam zabudowania klasztoru Dominikanów ,wyloty uliczek prowadzących do rynku ,placyk bukinistów ,Cerkiew Wołoską (Uspieńską) , Arsenał Miejski . Na skrzyżowaniu – na wprost kościoła Klarysek – skręcam w lewo – w ulicę Łyczakowską, najdłuższą i prowadzącą do ulicy Zielonej od której pierze początek ulica Grzybowa przy której mieszkali moi dziadkowie ,moja mama. Po obu stronach Łyczakowskiej wznoszą się okazałe kamienice, lśni w jesiennym słońcu bruk … i te tramwaje, które pną się mozolnie do góry i z charakterystycznym hałasem zjeżdżają potem w dół . Po lewo – kościół Św. Antoniego . Jadę wzdłuż szyn tramwajowych, które skręcają w prawo , w ulicę wiodącą na cmentarz Łyczakowski. Przywołuję ten czas , kiedy wszyscy jeszcze w tym miejscu żyli. Mama, urodzona w prawdzie w Uściu Zielonym, czuła się Lwowianką. Nad Dniestrem mieszkała bowiem bardzo krótko w okresie niemowlęcym i w ogóle nie miała świadomości tam pobytu . Lwów był w jej życiu od zawsze . Od wczesnego dzieciństwa, szkoły powszechnej ,tutaj uczęszczała do Seminarium Nauczycielskiego. Była na jednym z pierwszych po wojnie z Ukraińcami roczników . Seminarium ukończyła jak miała 17 lat. Jej katechetą był młody wtedy ksiądz Eugeniusz Baziak późniejszy arcybiskup metropolita lwowski , a który po śmierci kardynała Stefana Sapiechy został – metropolitą krakowskim.
Jazda samochodem po Lwowie wymaga nie lada umiejętności – poruszania się w ruchu ulicznym, którego pozostali uczestnicy – niewiele sobie robią z ogólnie obowiązujących przepisów drogowych . Piesi łażą po całej ulicy tak ,jak im jest wygodnie ,a nie jak jest bezpiecznie . Kierowcy korzystają skwapliwie z klaksonu i są wyraźnymi zwolennikami siłowych rozwiązań – pchają się w każdą szczelinę ,mają też w zwyczaju – parkować na środku jezdni .
Sercem Lwowa jest plac Mickiewicza z pomnikiem wieszcza, który cieszy się u Ukraińców wyraźnymi względami , pomnik został wykonany przez Antoniego Popiela w 1904 r. i przedstawia geniusza wręczającego Poecie lirę.
Ten wspaniały budynek – to hotel George (Żorż), projektu słynnej spółki architektów H.Helmera i F.Fellnera . Figura Matki Boskiej stojąca na Placu Mariackim łączącym plac Mickiewicza z bulwarami Wałów Hetmańskich obecnie zwanych aleją Swobody – cieszy się szczególną popularnością wśród nowożeńców . Jest we zwyczaju pozostawianie przy figurze ślubnych bukietów .
Po obu stronach bulwaru, wznoszą się reprezentacyjne budowle różnych ,bardzo ważnych niegdyś instytucji na przykład – dawnej Galicyjskiej Kasy Oszczędnościowej , w której obecnie mieści się Muzeum Etnograficzne . Najokazalszy jest budynek Teatru ! Gmach uważany za jedną z najpiękniejszych oper w Europie ,ma 1100 miejsc na widowni, trzy piętra lóż i przebogate wyposażenie z kurtyną pędzla Henryka Siemiradzkiego
Dawny plac Krakowski obecnie zwany potocznie Wernisażem , to miejsce szczególnie atrakcyjne dla tych, którzy z Lwowa chcą przywieść gustowną pamiątkę .
Ulicą Krakowską podążamy do Rynku. Rynek mierzy 142 na 129 metrów ,otaczają go 44 kamienice ,środek zajmuje wzniesiony w 1835 r. klasycystyczny ratusz ,jedna z tych kamienic była własnością króla Jana III Sobieskiego w jednej z nich chorował na ospę Władysław IV, a pod nr 9 mieścił się pałac arcybiskupi w którym w 1673 r. zmarł król Michał Korybut Wiśniowiecki .
Dochodzimy do Katedry Łacińskiej pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny . Świątynię – wznoszono od 1360 roku ,należy do jednego z najstarszych gotyckich zabytków Lwowa .
Katedra była świadkiem doniosłych wydarzeń historycznych i religijnych . Do najważniejszych należy ślubowanie króla Jana Kazimierza 1 kwietnia 1656 roku. dzwony w kościołach polskich ,ruskich i ormiańskich biły nieustannie ,zwiastując wszystkim ,że król jest we Lwowie i że Lwów pierwszy to ze stolic pierwszy ,ku wieczystej swej chwale ,przyjął króla wygnańca .
To tu – przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej król wzruszonym głosem mówił …” Wielka człowieczeństwa boskiego Matko i Panno ! Ja, Jan Kazimierz ,Twego Syna ,Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król – do Twych najświętszych stóp przychodząc ,tę oto konfederację czynię : Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram . Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystkie Twojej osobliwej opiece i obronie polecam..” H. Sienkiewicz
W trudnych dla Polski czasach katedra była bastionem nie tylko wiary ,ale też polskości . W czasach sowieckich pozwalano wprawdzie prowadzić działalność duszpasterską lecz tylko w ograniczonym zakresie . Katedra jest obecnie jedną z trzech czynnych rzymsko-katolickich świątyń parafialnych we Lwowie, obok kościoła św. Antoniego na Łyczakowie oraz p.w. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy na Zboiskach .
Długą, bardzo długą ulicą Gródecką , kierując się na zachód wyjeżdżamy ze Lwowa . Po lewej sylwetka, jednego z największych kościołów w tym mieście pw. św. Elżbiety .Znawcy zagadnienia mówią ,że właśnie w tym miejscu przebiega podział wód – zlewni mórz. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że deszcz spływający z jednej strony dachu świątyni – spływa do Bałtyku , a woda spływająca z drugiej strony dachu tego kościoła – spływa do Morza Czarnego !
Refleksy zachodzącego słońca rozświetlają naszą powrotną drogę do domu, do Polski . Na rogatkach – nie żegnamy się z miastem o którym Marian Hemar – poeta pochodzący ze Lwowa pisał :
„My jesteśmy z polskiej Florencji .
Z miasta siedmiu pagórków fiesolskich,
Z miasta muzyki ,inteligencji,
I najpiękniejszych kobiet polskich.
Temu miastu mówimy – do widzenia!



Zostaw komentarz