Zainspirowany tekstem Tomasza Trzcińskiego o rurociągu Przyjaźń, postanowiłem przyjrzeć się szerzej kwestii przepływów ropy i realnej przejrzystości systemu dostaw w regionie.
Rurociąg Przyjaźń, po rosyjsku zbudowany w latach 60. XX wieku jako strategiczny projekt energetyczny ZSRR, do dziś pozostaje jednym z największych systemów przesyłu ropy w Europie. Jego łączna przepustowość szacowana jest na około 1,2-1,4 mln baryłek dziennie, z czego północna nitka, prowadząca przez Białoruś do Polski i Niemiec, historycznie mogła transportować blisko 1 mln baryłek dziennie. Południowa odnoga biegnie przez Ukrainę do Słowacji, Czech i Węgier. To właśnie tą infrastrukturą przez dekady płynęła rosyjska ropa do rafinerii w Płocku czy niemieckiego Schwedt.
Po 2022 roku Niemcy ogłosiły rezygnację z bezpośrednich dostaw rosyjskiej ropy do Schwedt i rozpoczęły zaopatrzenie przez port w Rostocku oraz przez Gdańsk. Jednocześnie pojawiły się dostawy ropy określanej jako kazachska, która technicznie może być transportowana systemem Przyjaźń, ponieważ Kazachstan korzysta z rosyjskiej infrastruktury tranzytowej. Oznacza to, że formalnie zmienia się dostawca i dokumentacja handlowa, lecz fizycznie część surowca może płynąć tą samą magistralą.
Kazachstan utrzymuje robocze, poprawne relacje z Moskwą i pozostaje z nią silnie powiązany gospodarczo, choć po 2022 roku deklaruje polityczny dystans wobec Kremla. Nie ma twardych dowodów na manipulację pochodzeniem surowca, ale skala infrastrukturalnych zależności powoduje, że pełna przejrzystość łańcucha dostaw jest trudna do zweryfikowania z zewnątrz. Oficjalnie mówimy o dywersyfikacji. W praktyce system przesyłowy, zaprojektowany jako narzędzie geopolitycznego wpływu, nadal odgrywa kluczową rolę w regionie. A ropa cały czas płynie.