Wiarygodność atamana Tarasa Bulby-Borowcia w jego oskarżeniach wobec kierownictwa Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów frakcja Bandery (OUN-B) o ludobójstwo na Polakach oraz o mordowanie ukraińskich przeciwników politycznych należy rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach źródłoznawczych, a nie moralnych czy politycznych.
Pomijając ocenę jego ideologii i działań, warto skupić się na pytaniu: czy był on wiarygodnym świadkiem wydarzeń, o których pisał i które publicznie potępiał?
Po pierwsze, nie był on politykiem propolskim ani rzecznikiem interesów polskich. Podejmował wprawdzie próby porozumienia z Polakami, jednak zakończyły się one niepowodzeniem. Nie można więc zarzucić mu, że formułował oskarżenia wobec OUN-B z sympatii do strony polskiej czy w jej interesie.
Jego stanowisko wynikało z własnej wizji ukraińskiego ruchu niepodległościowego, a nie z lojalności wobec Polaków. To istotnie ogranicza możliwość przypisywania mu stronniczości w tej kwestii.
Po drugie, dysponował dobrze zorganizowaną siatką wywiadowczą na Wołyniu – regionie, gdzie rozpoczęła się fala masowych mordów na ludności polskiej. Jako dowódca własnej formacji zbrojnej miał dostęp do informacji terenowych, raportów i relacji bezpośrednich świadków.
Jego wiedza nie opierała się wyłącznie na pogłoskach czy propagandzie przeciwników, lecz na bieżącym rozpoznaniu sytuacji.
Najczęściej podnoszonym argumentem przeciwko jego wiarygodności jest fakt, że oskarżał konkurencyjne ugrupowanie ukraińskie, z którym ostatecznie przegrał walkę o dominację w podziemiu. Można postawić tezę, że kierowała nim chęć odwetu. Jednak ten argument słabnie, gdy uwzględni się kilka faktów.
Boroweć nie dążył do eskalacji bratobójczej walki; przeciwnie – próbował jej uniknąć. Tymczasem frakcja banderowska była gotowa do bezwzględnej rozprawy z konkurencją.
Co więcej, proponowano mu zachowanie funkcji głównodowodzącego UPA pod warunkiem całkowitego podporządkowania się kierownictwu partyjnemu OUN-B. Odrzucił tę propozycję nie dlatego, że utracił „stanowisko”, lecz dlatego, że sprzeciwiał się monopartyjnemu modelowi ruchu narodowego i dominacji jednej frakcji nad całym podziemiem.
Jego konflikt z OUN-B miał więc charakter zasadniczy i ideowy, a nie personalny.
Na rzecz jego wiarygodności przemawia także to, że krytykował nie tylko działania antypolskie, lecz również terror wobec Ukraińców niepodporządkowanych OUN-B. W ten sposób narażał się na oskarżenia o rozbijanie jedności narodowej w czasie wojny – a więc zajmował stanowisko politycznie niewygodne, nie zaś koniunkturalne.
Jako świadek wydarzeń na Wołyniu Boroweć spełnia kilka kluczowych kryteriów wiarygodności:
posiadał bezpośrednią wiedzę operacyjną,
funkcjonował w centrum opisywanych wydarzeń,
nie był związany z polskim obozem politycznym,
jego krytyka wynikała z konsekwentnego sprzeciwu wobec monopolu partyjnego i terroru wewnętrznego.
Oczywiście, jak każde źródło pochodzące od uczestnika konfliktu, jego relacje wymagają konfrontacji z innymi świadectwami i dokumentami. Nie można traktować ich bezkrytycznie.
Jednak fakt, że był on jednocześnie przeciwnikiem politycznym OUN-B i zarazem uczestnikiem tego samego ruchu niepodległościowego, czyni jego świadectwo szczególnie istotnym. Nie był zewnętrznym obserwatorem ani wrogiem ideowym ukraińskiego ruchu niepodległościowego – był jego częścią.
W konsekwencji, przy zachowaniu standardowej krytyki źródeł, można uznać, że jako świadek zbrodni frakcji banderowskiej Boroweć posiada znaczący stopień wiarygodności.

Zostaw komentarz