Przydałyby mi się ciepłe kapcie – powiedziałam do męża. Aha – zgodził się, wiedząc jak marzną mi stopy – powinnaś mieć chyba takie bambosze na futrze. W domu u nas bywa strasznie zimno…

No i przypomniała mi się historia o kapciach… Miałam chyba 14 albo 15 lat. Dostałam takie z kożuszka baraniego, przywiezione z Zakopanego – na Gwiazdkę. Były mięciutkie i ciepłe. Takie ciżemki z wierzchu z jasnej zamszowej skóry, a wewnątrz wypełnione gęstym futrem. Do tego dostałam jeszcze oczywiście furę książek… i popadłam w kompletną rozpacz….

„Tak – szlochałam – to wy byście chcieli, żebym ja tylko non stop siedziała w bamboszach i czytała książki! Tylko do tego się nadaję waszym zdaniem powinnam czytać i nic innego nie robić… Taka okropnie mąąąąądra… Mówi się „do tańca i do różańca”, a ja waszym zdaniem tylko do rózańca… Do niczego poza tym się nie nadaję” I uciekłam do swojego pokoju, pogrążyć się we łzach.

Skonfundowani tym wybuchem nastoletniej rozpaczy Rodzice wydobyli mnie stamtąd, żebym odebrała jeszcze jeden prezent – ukoronowanie: lekkie (trochę szersze i krótsze od typowych) narty turystyczno – zjazdowe.

Czyli jednak okazało się, że się trochę nadaję. Choć wolałabym wtedy dostać jakieś zwierciadełko, które by mi powiedziało,ze jestem najpiękniejsza na świecie i będę się pdobała chlopakom.

PS. Zdjęcie z moją mamą, z I Komunii przyszywanego kuzyna, z jego mamą i panią Jadzią. Właśnie, mniej więcej w rzeczonym wieku, kiedy się zamartwiałam, że wszystkie kozaczki są na mnie za szerokie, a wszystkie biustonosze za duże… No i że jestem „za mądra”.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.