W tłumaczeniu z arabskiego bazaar to najczęściej targowisko, ale nie takie zwyczajne. W Oriencie to miejsce spotkań towarzyskich, pogawędek, kulinarnych atrakcji. Degustowania, targowania się co jest moim ulubionym „rytuałem”. Także na tych polskich choć Polacy na bazar najczęściej tylko wpadają by jeszcze szybciej wypaść.
W soboty, w Łomiankach jest targowisko. Maleńkie. Nie to co w Stambule czy bliskowschodnich miastach. Ale dzięki Bogu i za tę namiastkę. Mogę tam kupić prosto od rolnika warzywa, jaja, owoce. Bywa góral z Nowego Targu z puconymi oscypkami. I pszczelarze z miodem z własnych pasiek. Niby podobnie jak np. w Turcji, ale klimat inny.
Polacy na bazar wpadają i szybko robią zakupy jakby ich ktoś gonił. Są niecierpliwi, niegrzeczni kiedy ktoś dłużej się zastanawia nad wyborem tego czy owego. Usłyszałem kiedyś od mego rówieśnika sądząc po „szronie” na głowie, że on się spieszy. Gdzie mu się spieszy? Dzieci w domu nie płaczą. Robota nie goni. Na cholerę się spieszyć.
Ja muszę obejść każde stoisko. Popróbować. Popytać jakie odmiany są wyłożone. Gdzie były sadzone ziemniaki. Na piachu czy na glinie. Bo to ma duże znaczenie przy gotowaniu i przechowywaniu. Spróbować czereśni, moreli, pomidora.
Od włoskich kucharzy w trattoriach, w których się stołowałem na Sycylii dowiedziałem się, że używają warzyw tylko sezonowych. Zwłaszcza pomidorów. Pachnących słońcem i słodkich jak miód. Koniecznie odmiany San Marzano.
Przypominających jajko. Tylko takie nadają się na sosy czyli passatę. Latem, na polskich targowiskach też są. Ich kupowanie to cały rytuał. Muszę ja najpierw powąchać. Potem spróbować. Wybieram starannie choć jeśli używam ich do sosów nie gardzę miękkim lub ze skazą na skórce bo i tak je z niej obieram. Kiedy już sam wybiorę odpowiednie, targuję się. Nie chodzi o samo obniżenie ceny. Najczęściej o złotówkę, bądź dwie, ale o samą przyjemność targowania się. Uwielbiam to.
Wielki Bazar w Isfahanie

Na Wielkim Bazarze w Isfahanie umiejscowionym w galerii wokół pięknego Placu Imama miałem swoje ulubione miejsce gdzie chodziłem wraz z żoną na szafranową herbatę. Tzn. herbata była czarna, ale mili, młodzi sprzedający (na zdjęciu) podwali do niej oblepione szafranowym cukrem patyczki. No i gadaliśmy. Niekiedy długo. Byli ciekawi świata więc opowiadałem im o Polsce. Sam nie pytałem raczej o sytuację polityczną bo „wielki Brat” może słuchać. I nigdy nie wiadomo, czy ktoś siedzący obok nie doniesie do irańskiej bezpieki.
Przy każdym stoisku, czy to z misterną ceramiką czy suszonymi owocami musiałem zamienić kilka słów. Najczęściej to była pantomima. Kilka słów po angielsku, persku oraz gestykulacja czyli najbardziej znany na świcie język migowy. Po którymś razie już wiedziałem, że te mniejsze figi pochodzą z Szirazu, a te większe, z północy kraju. Z regionu nad Morzem Kaspijskim. Za drugim razem niektórzy sprzedawcy rozpoznawali mnie i witali „Salam alejkum”. A ja im odpowiadałem „Wa alejkum salam”. Tworzyła się więź między mną a nimi. I pewnie gdybym znał perski wdałbym się z nimi w pogawędkę. Niewykluczone, że po jakimś czasie, gdybym pobył w Isfahanie dłużej, wpadałbym tylko po to.
Bo wschodni bazar to nie tylko zwykłe targowisko.
Tam kiedyś, gdy nie było jeszcze mediów, wymieniano informacje, idee, wynalazki. Opowiadano niezwykłe historie o ludziach ubierających się zimą w futra. O skutych lodem rzekach i morzach. O pięknych kobietach o pszenicznych włosach i niebieskich oczach. No i sprzedawano. Jedwab z Chin i bursztyn znad Morza Bałtyckiego. Dziś jeszcze trochę tego klimatu na nich zostało. Wystarczy się zatrzymać. Popatrzeć na barwy. Wdychać zapachy przypraw i kadzidła. Jednym słowem, zwolnić. Bo nikt nas nie pogania.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz