Biblia (Mat.7:3-5):
Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego.
Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały.
Agnostyków, ateuszy, różniaste babole i chłopole należałoby być może chyba z lekka przeprosić za ten nieco przydługawy; ewangeliczny wywód. Treść i wymowa w/w tekstu posiada jednak ponad czasową wymowę i uniwersalny wymiar, a kastracja tego tekstu wypaczyłaby jego sens i istotę.
Oderwijcie się zatem choć na tę krótką chwilkę od tefałenowskich przekazów dnia i lejącej się strumieniami partyjnej propagandy z różnorakich szechterowych i lisowych szczujni.
Odrzućcie nawet jakiekolwiek przypuszczenie o chęci przeprowadzenia wobec takich zatwardziałych grzeszników powyższymi cytatami procesu ekumenizacji nawet w najskromniejszym zakresie.
Przeprowadźcie adekwatną refleksję z cyklu: co autor miał na myśli pisząc ten wiersz i w konsekwencji doznajcie zasadnej iluminacji. To doprawdy nie kosztuje wiele zachodu i poświęconego czasu.
Możecie coś negatywnego zarzucić w/w treści i konkluzjom z jej wynikającym?
Przecież mówiąc przewrotnie, gdyby nie został wstępnie ujawniony autor tych słów, to zapewne można byłoby uznać, że ich autorstwo należałoby odnieść np. do wybitnego funkcjonującego filozofa z Ruskiej Budy BREDZISŁAWA, czy nawet stoczniowego filozofa BOLKA.
Wszak BREDZISŁAW wobec ciemnego, podkarpackiego (i nie tylko) ludu wygłaszał cenne sentencje o kierunkach spływu wód powodziowych, czy skuteczności medycznej terapii przy pomocy lewatywy względnie walenia w łeb dechą co częstokroć uskuteczniała i nadal jak widać uskutecznia z wdziękiem wiotka jego połowica.
Słusznie natomiast nie należało ukierunkowywać w/w cytatów wobec osoby bywszego krula Jewropy KACZORA DONALDA, albowiem jego permanentna mefistofeliczna postawa w codziennym prawie tweetowaniu całkowicie wyklucza możliwość przypisania jego autorstwu prawdziwą istotę poruszanych w nich kwestii.
Bezbrzeżny ciąg łgarstw, hipokryzji, prowokacyjnych wypowiedzi i szczucia w jego wydaniu; lejący się od czasu odsunięcia jego osoby na boczny tor w sposób jednoznaczny eliminują KACZORA DONALDA od przypuszczeń, że to on miałby być autorem wzniosłych strof.
Niezwykle trudnym, aczkolwiek możliwym do osiągnięcia jest stan wyłączenia subiektywizmu oraz personalno-politycznych uprzedzeń skutkujących dalekosiężną społeczną polaryzacją.
Postarajmy się tego jednak dokonać co pozwoli nam na wyciągnięcie w kontekście wyżej przedstawionych biblijnych cytatów na miarę obiektywne i rozsądne postrzeganie rzeczywistości.
Nie analizujmy zbyt drobiazgowo wypowiedzi przedstawicieli różnorakich politycznych elit w komplementarnym ich spektrum tj. od lewactwa do prawactwa skierowanych w przestrzeń medialną, a adresowaną wobec ogółu. Nikt nie posiada omnipotencyjnych możliwości, aby móc „dogodzić” wszystkim i w każdych okolicznościach. Nikt nie posiada takowoż wbrew populistycznym pohukiwaniom; uniwersalnych atrybutów, aby legitymować się mianem np. premiera czy prezydenta wszystkich Polaków, bowiem nie głosujący na konkretnego kandydata nie będzie się z takowym nigdy utożsamiał.
Każdy wygrany elektor posiada niezbywalne natomiast prawo do oznajmiania, że jest Premierem RP, czy Prezydentem RP – niestety filipińczyka z tego grona nie wykluczając. Stawiając kropkę nad i; filipińczyk był prezydentem jedynie komuchów, neokomuchów i różowych solidaruchów, pełniąc na chwiejnych nogach urząd Prezydenta RP.
Jasne ???? czy może jednak brak koniecznej percepcji?
Skoncentrujmy się nad oczywistym rozziewem politycznych oświadczeń odnoszących się do żywotnych społecznych zagadnień takich jak np. edukacja, podatki czy emerytury, aby móc wysnuć prawidłowe wnioski, czy jako betonowy elektorat określonej opcji nie jesteśmy – używając obecnie obowiązującego barbaryjskiego slangu w*******i bez mydła. Gdy nasz polityczny idol, aczkolwiek intelektualny prymityw; swoimi działaniami i zamierzeniami szkodzi wyłącznie naszym adherentom – to naturalnie odczuwamy schadenfreunde, a nawet egotyczny wręcz psychiczny orgazm.
Zdumiewać może jednak taka bezmyślna i bezwolna zarazem akceptacja uderzająca w indywidualne interesy ogółu społeczeństwa; nikogo z tego kręgu nie wyłączając.
Każdego, kto oświadcza, że nie podniesie wieku emerytalnego, podatków, czy obniży wiek edukacji, a następnie z hucpą i tupetem to czyni należy bezwzględnie i słusznie nazwać bezczelnym łgarzem i wyeliminować z dalszego funkcjonowania w życiu politycznym.
Czy wbrew zachowaniom i sprzeciwom opinii publicznej Tusek tego nie dokonał z ewidentną stratą także dla jego akolitów robiąc z nich ewidentnie łatwowiernych durniów i bęcwałów.
Oczywistą oczywistością jest fakt, że mało kto z chłopoli (i nie tylko) aprobuje w związku małżeńskim pozostawanie w pozycji przysłowiowego rogacza.
Ułuda i nadzieja oraz zapewnienia wiarołomnej połowicy o zachowywaniu wierności mogą jedynie skutkować do czasu stosownej iluminacji związanej ze zjawiskiem in flagranti. Identycznie działa to w przeciwnym kierunku w stosunkach (nomen omen) babolsko-chłopolskich. Zdrada małżeńska skutkuje z reguły finalnym rozpadem związku, a o dziwo polityczna prostytucja, moralna i intelektualna nicość będąca wręcz znakiem firmowych pewnych opcji do takiegoż rozwodu nie doprowadza.
Słynny pisarz, autor „Folwarku zwierzęcego” G. Orwell stwierdzał: prawda jest taka, że kobieta traktuje poważnie każdego mężczyznę, który zdoła jej wmówić, że ją kocha.
Doszedł także do konkluzji, że każdego człowieka można bardzo łatwo zmanipulować, bardzo trudno natomiast jest przeprowadzić proces odwrotny, aby tenże zmanipulowany przyznał się, że został po prostu prostacko wyprowadzony w pole, czytaj rynsztokowo: w**********y w kosmos.
Z tych jakże trafnych konkluzji G. Orwella pełnymi garściami czerpią szemrane grona propagandzistów, aktywy partyjne i ich przybudówki w rodzaju think tanków.
Potrafią z każdej przysłowiowej igły politycznego przeciwnika wykreować przypisywane mu widły, udzielając paralelnie każdemu neumanowemu wyznawcy; absolucji związanej z amputacją kończyny górnej, albowiem przykładowo politycznie niesłusznie aresztowany LOLO PINDOLO zgarniał piniondzery jedynie stopami, a nie garściami.
Wspomaganiem w tym zbożnym (raczej bezelbubowym) procederze służą tautologicznie usłużne babole o przemiłej fizjonomii i aparycji targowej przekupki płynnie posługującymi się plugawym słowotokiem, jak: środule, szynszyle, żukowe, kaski kariatydy, czy leszczynki. Niewiele chłopów i chłopoli jest w stanie tym babolom zagrozić w ich kunszcie słowotocznego przerywania dyskusji innym dyskutantom, no może z wyjątkiem jońskim, bywszym neokomuchem, qurwińskim, czy ustawicznym bezczelniakiem krzaczastym – takowoż neokomuchem i przydu****m żuczkowatym.
W zasadzie zbędne jest w tym miejscu dalsze odnoszenie się do paralelnej tytułowej belki i źdźbła w oku, albowiem powyższy wywód jest adekwatnie skomunikowany z zastosowanym tytułem.
Cechą wspólną i koniunktywnie odnoszącą się do źdźbła, belki i pereł jest ich personalny mianownik.
Znaczna liczba jurgieltników, zaprzańców, politycznych prostytutek, pożytecznych idiotów pozbawionych zdolności samodzielnego myślenia etc… znacząco kumuluje się w zastępach aktualnie prezentującej się barbarii.
Plugawy wulgaryzm, nienawiść do wszelkiego sacrum znajdują aplauz i uznanie wielu dewianckich ałtorytetuf usiłujących się przedstawiać jako tzw. intelektualna i kulturalna „jelita”, a z kulturą jednoznacznie pozostając w całkowitym rozbracie.
Emanacją tejże trzody chlewnej jest swoista aktualnie prezentująca się w najgorszym wydaniu barbaryjska społeczność; apriorycznie brutalnie zdeptująca sprawdzoną dotychczasową perłową, a nawet wręcz brylantową aksjologię.
Pozostaje mieć jednak niewielką nadzieję, że przynajmniej część tego stada uzna urok pereł i brylantów za bardziej pociągający nomen omen niż zalatująca moralnym odorem gnojnym barbaryjska filozofia.
Każdy ma przecież prawo do błędów i zagubienia, ważnym jest, aby potrafił wykorzystać szansę jaką codziennie daje mu życie na ich naprawę i odnalezienie właściwego wektora postępowania.
Być może skutki pandemicznego świrusa stworzą stosowną grożącą inferyzmem atmosferę pozwalającą dostrzec możliwość zawrócenia z błędnie obranej drogi.
To wymaga li tylko nieznacznego intelektualnego wysiłku, zatem powodzenia !!!
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
11.11 2020
Zostaw komentarz