O tym, że wielu politycznych komentatorów i polityków po prawej stronie to durnie i ignoranci wiedziałem od dawna. Jednak przebili siebie rechocząc z Tuska w turbanie wręczonego mu przez Chief Ministra rządu stanowego Karnataki, w południowych Indiach.

Jeszcze do niedawna nosił on nazwę Mysore, tak jak królestwo o tej samej nazwie, które weszło w skład indyjskiej federacji.

Tak ciemnogrodzie.

Indie są państwem federalnym, z dużą autonomią poszczególnych stanów oraz lokalnych rządów.

Karnataka zaś, jest na ich tle, jednym z najbardziej uprzemysłowionych.
Mówi się w nim w języku kannada (64%), w urdu ( 10 %) , a tylko 3 % w ogólnoindyjskim – hindi.
To w nim wytwarza się 35% proc. całego oprogramowania w Indiach i wydobywa 90 % złota w całym kraju.

10 milionowa stolica, #Bangaluru, nie Bangalore, to indyjska Dolina Krzemowa.
Mają w niej swe siedziby wszystkie, największe firmy komputerowe i produkujące oprogramowanie: Intel, Google, IBM, Motorola, Oracle,
Philips itd.
Znajduje się tam także kilka doskonałych uczelni technicznych kształcących kadrę na najwyższym światowym poziomie.

Stąd wybór Bangaluru na miejsce wizyty i spotkania z PM Narendra Modi, to strzał w 10.

Indie dziś, mimo wielkich kontrastów, to dynamicznie rozwijająca się światowa gospodarka i rynek liczący 1,5 miliarda ludzi.

Jest szansą dla wielu polskich firm, z różnych branż.
Zarówno produkcyjnych jak i usługowych.
Wzajemny potencjał, do tej pory, nie był w pełni wykorzystywany.
Każda wizyta polskiego polityka na wysokim szczeblu, to szansa na przyspieszenie jego dynamiki.

A turban dla Tuska?

No cóż, to wyraz wielkiego szacunku gospodarzy dla gościa z Polski.

I jeszcze coś, wręczał go chief minister z opozycyjnej Partii Kongresowej, podczas gdy sam Modi należy do Bharatiya Janata Party (BJP)( Indyjska Partia Ludowa).

Czy w Polsce byłoby to do pomyślenia?

#Indie #Tusk #turban #Karnataka #Modi