Mam naprawdę szczerą nadzieję, że leśne dziadki w rodzaju prof. Marksa (profesor-emeritus – nominalnie nie jest już aktywnym naukowcem) nie będą już więcej uporczywie „głosem” Polskiego Instytutu Geologicznego.
Częste bywa pytanie „kto płaci ekologom”?
Ja pytam – kto płaci profesorowi Marksowi, który od lat natrętnie – jak niegdyś inny acan, specjalista-radiolog prof. Zbigniew Jaworowski – nader autorytatywnie wypowiada się w temacie, z którym realnie ma niewielki związek?

Prawda jest bowiem taka, że chociaż geologia dostarczała i wciąż dostarcza materiału badawczego pozwalającego na zbudowanie wyobrażeń naukowych o klimacie dawnych epok, to nie geologowie te wyobrażenia tworzyli, ale znacznie szersze grono specjalistów z wielu różnych dziedzin nauki.
Pogląd na temat klimatu dawnych epok był i jest wytwarzany w wyniku ustaleń przeróżnych danych: geologicznych, biologicznych, fizykochemicznych, astronomicznych czy wreszcie – w przypadku historii nam bliższej – archeologicznych i historycznych. Wiedzę tę integruje klimatologia, jako interdyscyplinarna specjalizacja naukowa – a nie geologia. Nikt nie przekszadza geologom formułować własnych koncepcji, ale – jak wszystko w nauce – muszą one być oparte na na faktach i zgodne z fundamentalną wiedzą z fizyki i chemii. Jeśli ktoś formułuje pogląd wyjątkowo ekscentryczny, to wymaga on wyjątkowo szczegółowego i głębokiego uzasadnienia. Profesor Marks nigdy niczego takiego nie dostarczył. Nie opublikował swoich uwag na temat obecnych zmian klimatu w żadnym periodyku naukowym, gdzie jego pogląd mógłby być dalej poważnie analizowany, więc nic dziwnego, że nader krytycznych odpowiedzi udzielano mu już kilkukrotnie na popularno-naukowym portalu „Nauka o klimacie”. Zarzucono mu oczywste błędy, cytowanie niepoważnych źródeł, pomijanie znanych faktów i autorytatywne wypowiadanie się właściwie bez uzasadnienia.
A jednak sam widziałem dopiero co, ile opowiadane przez niego bzdury robią szkody! Mój Fejsbuk zapełnił się przeklejanym bez końca artykułem podważającym to, co dobrze wiadomo. W dodatku, emerytowany profesor podszył się pod Państwowy Instytut Geologiczny – jego tekst zamieścił Rzecznik Prasowy tej instytucji nie poddając go żadnej weryfikacji. Wcześniej jednak ktoś z Instytutu uznał za właściwe wesprzeć swojego profesora i dopiero jak afery nie dało się wyciszyć nastąpiła zmiana nastawienia.
Co zatem o tym myślę?
Ano myślę, że środowisko geologów, co wcale nie jest dziwne, w znacznym stopniu utrzymuje się z ekspertyz wykonywanych na zlecenie przemysłu wydobywczego, w tym kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Obecny trend gospodarczy związany z redukcją emisyjności gospodarki z powodu zmian klimatu uderza w ten przemysł. Kopalnie są likwidowane i zamykane. Geolodzy tracą po prostu ważne źródło dochodu. Są zatem żywotnie zainteresowani w kwestionowaniu doniesień na temat antropogenicznego charakteru tych zmian. Są zainteresowani w tym, że proces likwidacji kopalń trwał jak najdłużej i żeby wciąż napływały zlecenia na kolejne ekspertyzy. Tez pana profesora Marksa nie da się obronić na gruncie naukowym, ale czym innym jest przecież prasa codzienna – tutaj trudno oczekiwać rzeczowej weryfikacji a raz opublikowany tekst będzie żył latami przeklejany bez końca przez tych, którzy zapierają się przed uznaniem faktów.
Tak to właśnie jest. Zatem powtarzam – cieszy mnie, że prof. Marks i jego kamaryla już raczej nie będą mógli używać autorytetu nauki dla szerzenia jawnej dezinformacji. Nikt im nie broni wysyłać swoich publikacji do normalnych pism naukowych, gdzie przejdą normalną naukową weryfikację. Jeśli dostarczą poważnych argumentów – należy spodziewać się, że zostanie to dostrzeżone. Wbrew pozorom, nie jest tak, że nikt nie jest zainteresowany tym, żeby konsensuns naukowy podważyć! Takie przełomowe publikacje jednak zawsze w końcu znajdują uznanie. Nauki przyrodnicze, to – na szczęście – wciąż obszar w miarę wolny od ideologicznych obsesji. Pism naukowych też jest na szczęście wiele i są też już ściśle naukowe portale niezależne, czasem o bardzo wysokiej reputacji. Ale trzeba dostarczyć fakty, przedstawić metodykę, szczegóły opracowania danych, podeprzeć to wiarygodną teorią, pokazać, że nie daje się jej łatwo zaprzeczyć. Tego pan profesor Marks nie zrobił i nie zrobi – bo niczego takiego nie ma. Jego opinia jest wyłącznie wyrazem jego własnych „przekonań” a tego, co za nimi naprawdę stoi – raczej się od niego nie dowiemy.
Obraz Alain Audet z Pixabay
Zostaw komentarz