Covidowy dziennik” towarzyszył Rodzinie Bedra z Brzeszcz w powiecie oświęcimskim z Małopolski przez 7 tygodni izolacji domowej w związku z potwierdzonym wynikiem testu na Covid-19 przez Pana B. W tym czasie te publikacje stały się  też instrukcją postępowania i drogowskazem dla wielu ludzi w Polsce, których Sanepid zamknął w domowym więzieniu i zostawił na pastwę losu. Jednocześnie parlamentarzyści czerpali inspirację do działania w sprawie chorych na korona wirusa. Dzisiaj oficjalnie ogłaszamy sukces. Rodzina Bedrów wychodzi na wolność i wraca do normalnego życia. Jednak ten powrót wcale nie było taki prosty! Mamy nadzieję, że ten materiał będzie przestrogą dla wielu ludzi. Jak udało nam się ustalić przyśpieszył także odejście ministra Szumowskiego. Jakoś szczególnie tego członka rządu nie żałujemy! Mamy nadzieję, że prokuratura postawi zarzuty konkretnym osobom za ich nie godziwe działania. Reasumując kolejny raz okazało się, że presja społeczna i medialna ma sens!

Co tam u Was słychać– „Siódmy tydzień uważam za otwarty. Tak, tyle czasu wytrzymaliśmy z nieudolnością Sanepidu, oraz z sobą nawzajem. To jest naprawdę nie lada wyczyn być z sobą non stop bez możliwości ucieczki choćby na chwilę” – stwierdza Pani Renata.

W poniedziałek 24 sierpnia 2020 roku przeprowadzono u Pani test na Covid-19? – „Tak, kolejny raz pojechałam do Oświęcimia, tym razem to ja byłam na wymazie, oczywiście nie biorę pod uwagę tego, że wynik może być zły. Jeśli jednak tak by się okazało to oddam się do izolatorium aby uwolnić moją dwójkę. Ale puki co trzymać kciuki by było tylko dobrze. Później procedura uwalniająca i …urlop. Choć kilka dni musimy to nasze dziecko gdzieś zabrać, bo jej wakacje najbardziej się należą” – podkreśla dzielna Kobieta z Brzeszcz.

Kiedy poznała Pani wynik? – „W środę okazało się, że mój wynik jest ujemny (ale to była informacja nieoficjalna). Zadzwoniłam więc do Sanepidu z pytaniem, co my teraz mamy zrobić. Ku mojemu zdziwieniu Pani była bardzo miła, to mnie zaskoczyło, bo to coś wyjątkowego (dotychczasowe doświadczenia mieliśmy inne), wszystko mi wytłumaczyła. Zaczęliśmy więc wdrażać procedury uwalniające. I po raz kolejny życie pokazuje, że system i ignorancja urzędników może zaskoczyć nawet najtwardszych wojowników, a to tylko udowadnia nam, że to wszystko nie działa. Niestety w mediach słyszymy coś zgoła innego” – przypomina żona Pana B.

Zwolnienie z kwarantanny nie jest automatyczne? O jakim uwolnieniu Pani mówi? Czy Wy byliście skazani jakimś wyrokiem? – „Zaczynając od końca, to czuliśmy się przez te 7 tygodni jak więźniowie. Byliśmy traktowani przez Sanepid gorzej niż skazańcy, warto przypomnieć w tym miejscu, że nawet więźniowie mogą wyjść na spacerniak, a zamknięci w domowym więzieniu na kwarantannie nie mają takiego prawa. Jednak Sanepid nie działa jak trzeba, a już myśleliśmy, że zaszły tam jakieś zmiany. Okazuje się bowiem, że na kilka minut przed godz. 14:00 w czwartek, dnia 27.08.2020 r. zwolnili nas z kwarantanny, ale z datą wsteczną, czyli od 26.08.2020 r. A więc zgodnie z dokumentacją w czwartek powinnam być już w pracy, ale w momencie otrzymania na e-mail decyzji z Sanepidu prawie kończyła mi się już zmiana. W tej sytuacji znowu musiałam dzwonić i pisać do nich. Udało się, a Pani stwierdziła, że to żaden problem, bo ona tylko datę zmieni. Szok  i zdziwienie, a myślałam, ze już nic mnie w Sanepidzie nie zaskoczyć. Dla tych urzędników ludzkie życie i zdrowie nie ma żadnego znaczenia” – mówi Pani Renata.

Ale jak to możliwe? – „Nie wiem. Sama nie rozumiałam takiego rozwoju sytuacji, bo niby od czwartku jesteśmy wolni, a policja nadal przyjeżdża nas kontrolować (co nam nie przeszkadza, bo Policjanci byli dla nas zawsze mili). W dodatku z Poczty Polskiej swoich przesyłek nadal nie możemy odebrać, które są przetrzymane przez Pocztę od tygodni, bo okazuje się, że przesyłki są zablokowane z powodu kwarantanny na podstawie decyzji Sanepidu. Nie mam siły, po prostu jestem zmęczona tą sytuacją. Niby zdrowy, niby wolny, niby wszystko może, a de facto człowiek po chorobie Covid-19 nic nie może. Powiem szczerze, że szału dostałam na tej Poczcie, po pierwsze z powodu niemiłej Pani, która traktowała nas jakbyśmy byli gorsi. Bezczelna pracownica Poczty Polskiej awizo sobie zażyczyła od nas, tyle tylko, że nam awiza nikt nie zostawił” – stwierdza Bedra.

Nie można było tego jakoś odkręcić? – „ Zgodnie z ich procedurami nic się nie da zrobić. Oni po prostu zadumali nam paczkę! A więc kilka głębokich Odechów i wyjaśniam Pani w okienku na Poczcie, że my z kwarantanny, że czekamy na te przesyłki od dawna. Pani jednak jak automat, nie ma, nie da się, nie możliwe. Więc nie wytrzymałam nerwowo, powiedziałam jej , co o tym myślę, bo nie zgadzam się z tym, co Poczta Polska robi z chorymi na Covid-19. Nikt nie zaraża przez drzwi, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby przynieść przesyłki pod drzwi. Ale nie, bo najlepiej chorych odciąć od wszystkiego. Oczywiście gdyby tylko była możliwość nigdy bym nie korzystała z ich usług. Poczta Polska, to instytucja bardzo opieszała, leniwa. Już nie raz się zdarzało, że czekaliśmy na przesyłkę, a w skrzynce znajdowaliśmy awizo, bo Pani listonosz nie chciało się dostarczyć przesyłki. Zawsze też, gdy listonosz dzwonił na domofon, to schodziliśmy po przesyłki. Od teraz koniec, za mnie mojej pracy też  nikt nie wykonuje. Pani na Poczcie poinformowała nas, że wg ich rozpiski nasza kwarantanna jest do 30.08.2020 r. i nikt nam naszej paczki, opłaconej za nasze pieniądze nie wyda. Listonosz przyniesie paczkę około wtorku czyli 01.09. Ludzie, to się w głowie nie mieści, w Polsce NIE działa system, w tym kraju nic nie działa. Może to straszne co ja teraz napiszę, jednakże gdyby instytucje takie jak Sanepid czy Poczta były prywatne a nie państwowe, to sytuacja byłaby zapewne inna. Jednak pracownicy państwowi mogą więcej, czyli petent jest dla nich intruzem” – wkurzona mówi Pani Renata.

Czyli Wasza walka o życie i zdrowie skończyła się już? – „Mam nadzieję, że tak. Cieszymy się, że ten horror się skończył. Dobrze też, że ktoś zaczął myśleć o paradoksach jakimi są kilku tygodniowe kwarantanny. Podobno mają się zmienić zasady zwalniania ludzi z kwarantanny. Mam nadzieję, że przykład naszej rodziny opisany w „Covidowym dzienniku” będzie przestrogą dla wielu decydentów oraz urzędników, a chorym pomoże przetrwać ten trudny czas” – podkreśla wojowniczka z Brzeszcz.

A więc co teraz? – „Bardzo dziękujemy tym dla których nasz los nie był obojętny. Gdyby nie ludzie o dobrym sercu mielibyśmy się ciężko przetrwać te 7 tygodni izolacji domowej. Nasz pies też by cierpiał. Mam dług do spłacenia wobec świata i ludzi. Bez Was i Waszego wsparcie nie dalibyśmy rady. Dziękujemy wszystkim i każdemu z osobna bardzo” – mówi Pani Renata Bedra.

Warto też wysłuchać rozmowy Krzysztofa Woźniaka z Renatą Bedra o tym jak nie działa system i co czeka ludzi zamykanych w domowym więzieniu na kwarantannie.

Reasumując kolejny raz okazało się, że presja społeczna i medialna ma sens! W imieniu redakcji Pressmania.pl dziękujemy także Pani Renacie i całej rodzinie, że zgodzili się być pod obstrzałem medialnym oraz przez tyle tygodni relacjonować swoje życie i zmagania z Covid-19, a także walkę z Sanepidem. Mamy nadzieję, że „Covidowy dziennik” pomoże jeszcze wielu ludziom. Jakoś nie wierzymy, że pomimo zmian zasad kwarantanny, które wejdą w życie dopiero w 14 dni po opublikowaniu nowego rozporządzenia w sprawie zmiany zasad nakładania i zwalniania z kwarantanny.

Więcej o sparwie przeczytacie w „Covidowym dzienniku” w naszych wcześniejszych artykułach tutaj.Jeśli nie wiesz jak sobie poradzić to przeczytaj artykuł pt.: „PILNE to musisz wiedzieć! Instrukcja przetrwania dla Tych co chorują lub niebawem będą chorzy na COVID-19!” (czytaj tutaj).