Z pompą zainaugurowano tzw. Radę Pokoju, która ma odbudować rzekomo Strefę Gazy. Sama zaś uroczystość, to raczej klapa, jak sukces.
Na ok. sześćdziesięciu państw, było reprezentowanych, dwadzieścia.
Większość, na niskim szczeblu.
Był Orban, prezydent Argentyny, no i min. Przydacz z Kancelarii Nawrockiego.
Jako kibic lub obserwator.
Trump pochwalił się, że w kasie Rady jest już pięć miliardów USD, co pozwoli rozpocząć odbudowę.
Z informacji prasy amerykańskiej wynika, że wokół rady już się kręci kilku amerykańskich deweloperów.
Przypadkowo, kumpli Trumpa liczących na dobre kontrakty i zarobek.
Już z dala pachnie to całkiem lukratywnym biznesem, ale bynajmniej nie dla Palestyńczyków ze Strefy.
Kiedy powstaną tam piękne, luksusowe hotele i apartamenty, autochtoni będą w nich mogli, co najwyżej, sprzątać.
Na cały zaś ten blichtr, ich po prostu nie będzie stać.
Dla kogo więc ta Rada Pokoju?
Nie dla Palestyńczyków, ale dla rzutkich deweloperów, którzy marzą wyłącznie o zarobku, a nie o ulżeniu doli jej mieszkańców.
Kolejny przekręt firmowany przez dożywotniego przewodniczącego Rady Pokoju, czyli Trumpa.
Po zakończeniu kadencji nadal, dzięki niej, będzie mógł kręcić lody.
A Polska?
No cóż, powinna się od niej trzymać jak najdalej.
No chyba, że Nawrocki chce kiedyś znaleźć w niej robotę.
Ale jeśli tak mu zależy, niech działa wyłącznie na własny, prywatny koszt.
Zostaw komentarz