Kiedyś już o tym pisałem, ale napisze jeszcze raz w innym kontekście.
Polska mając do tego wszystkie niezbędne narzędzia i dogodną dla tego sytuację, nie stała się ani żadnym liderem naszego regionu, ani nawet zaryzykuję stwierdzeniem, że nie stała się nawet wpływowym graczem swojego regionu. Dlaczego tak się dzieje jest bardzo ciekawym zagadnieniem, które warto zbadać i zrozumieć by naprawić tą sytuację. Ja w swoich rozumowaniach na ten temat opierałem się na wschodnim kierunku polskiej polityki, dlatego, że mam dość dobry wgląd i rozpoznanie na tym kierunku. I moje wnioski są takie, że clue problemu polega na tym, że polska polityka jest absolutnie skoncentrowana na sobie wewnątrz i jakieś ruchy w polityce zewnętrznej one są pochodną polityki wewnętrznej. To jest bardzo poważny i głęboki problem. który ma charakter systemowy i nie zależy od konkretnej ekipy rządzącej krajem. Z mojego punktu widzenia, nawet jeżeli Polska by miała aktywny rząd gotowy do bardziej ofensywnej aktywnej polityki zewnętrznej, on nie może osiągnąć sukces. Dlatego, że żeby wpływać na sytuację wokół Polski trzeba po pierwsze mieć wybudowane wcześniej narzędzia wpływu. Odpowiednie instytucje i sieci wpływu poza granicami swojego kraju w wybudowanie których trzeba inwestować przez wiele lat. A po drugie, i jest ten punkt ściśle związany z poprzednim, trzeba mieć rozpoznanie i dokładnie rozumieć sytuację społeczną i polityczną w krajach sąsiednich by rozumieć jak skutecznie te narzędzia wykorzystać i jak wybudować prawidłową strategię wobec drugiego państwa. Trzeba umieć przewidywać jaka będzie reakcja elit i społeczeństwa w drugim kraju na twoją politykę. I ja mam wrażenie, że polskie społeczeństwo tego nie bardzo rozumie. Często Polakom wydaje się, że wystarczy mieć lepszego Ministra Spraw Zagranicznych i dobra polityka sama się zrobi.
I ponieważ interesy partyjne w walce wewnętrznej rzucają mocny cień na politykę zewnętrzną, to też i inwestowanie w te narzędzia rozpoznania i wpływu za granicami Polski staje się niemożliwe. No bo powiedzieć swojemu wyborcy, że należy zainwestować w jakiś NGOs, który będzie nie wiem … wspierał reformę samorządów na Ukrainie na podstawie polskich doświadczeń czy tam inwestować w konferencję dotyczącą stosunków ukraińsko-białoruskich w Kijowie … to przepis na porażkę. Prędzej taki polityk zostanie przez konkurenta skrytykowany, że wydaje pieniądze podatnika w to korupcyjne ukraińskie błoto i wogóle jest sługusem ukraińskim. Ale już Francuzi, Niemcy czy Holendrzy tak wcale nie uważają i dla nich to jest po prostu pewnym standardem, że w podobne programy czy instytucje należy stale inwestować. Dla nich jest zupełnie naturalną rzeczą, że do skutecznej polityki zewnętrznej potrzeba informacji i narzędzi wpływu. Miękkiego wpływu. To są nici gołym okiem niewidoczne, ale one później przekładają się na podpisane kontrakty, na rozbudowane kontakty w rządach innych państw, na dobre rozpoznanie z kim należy rozmawiać, a z kim nie należy, na dobrą strategię wpływu bo twoi decydenci wiedzą co zaproponować drugiej stronie by było to cenne albo czym zagrozić, żeby to naprawdę zabolało.
Wielu Polaków jest przekonanych, że problem polega po prostu na tym, iż jesteśmy biedniejszym państwem. Nie, to nie prawda … nawet gdyby mieliśmy tyle kasy ile mają Niemcy, nie wiedzielibyśmy co z nią zrobić i jak prawidłowo zainwestować i równie tak samo nie było by u nas żadnej skutecznej polityki zewnętrznej. W Polsce są pojedyncze organizacje, instytucje, jest biznes, który potrafi samodzielnie zbudować sobie kontakty, rozpoznanie sytuacji za granicą i znaleźć swoją niszę. Ale nie wydaje mi się by państwo było zainteresowane tym, i ich wiedza i umiejętności nie są wykorzystywane. Ich analizy nie przekładają się na politykę państwową i toną w ogromnym potoku analiz pseudo ekspertów, którzy dokładnie w ramach tej hiper koncentracji na sytuacji wewnętrznej, tworzą analizy pod już istniejącą już opinię publiczną. Oni nie kształtują opinię próbując realnie badać sytuację w innym kraju, oni dostosowują się do istniejącej opinii bo ich interesuje polski odbiorca i zasięgi, a nie rzetelna analiza. Czyli mówiąc na przykład o Ukrainie, tworzy się mity o niej które dobrze się sprzedają, a nie realną wiedzę o Ukrainie. Wyjątki istnieją, ale zdecydowanie one są nadal wyjątkami poza mainstreamem.
No i wydaje mi się, że powód, dlaczego jest tak, polega po prostu na innym doświadczeniu historycznym różnych państw. Problem chyba polega na tym, że polskie państwo było zbyt długo zależnym od innych i miało pewną autonomię w sprawach wewnętrznych jednocześnie nie mając nic do powiedzenia w polityce zewnętrznej. Poza krótkimi przerwami. W sytuacji kiedy mamy do czynienia z państwami postimperialnymi, mam wrażenie, że tam po prostu jest inna kultura polityczna, która wykształciła się przez wieki kumulowania tego doświadczenia. Jest pewna tradycja, to co można nazwać kulturą myślenia strategicznego, której w Polsce nie ma. I to dotyczy wcale nie tylko „wielkich mocarstw”. Turcja, która potencjał ekonomiczny obecnie ma porównywalny z polskim ale przy tym stan gospodarki ma o wiele gorszy niż my, wagę jako państwo ma zupełnie inną. Nawet państwa z mniejszym ekonomicznym potencjałem takie jak Szwecja czy Dania, mają tą kulturę, której nam brakuje.
Jak to zmienić, nie mam pojęcia. Proponujcie w komentarzach. Bo musi to być zupełny jakiś przewrót w mentalności Polaków. Bo w Polsce często nie tylko brakuje zrozumienia tych problemów, ale nawet duma pojawia się z tego, że nie jesteśmy tacy jak ci źli imperialni Niemcy czy Francuzi, którzy wpływają na innych. Nie, nie, myśmy się im przeciwstawiamy, jako ci dobrzy, którzy budują stosunki z sąsiedżmi jak równy z równym. No a w praktyce, myśmy po prostu oddajemy pole do gry w naszym otoczeniu innym państwom. Nie konkurujemy w żadnym wypadku z Niemcami powiedzmy na Ukrainie. To jest bitwa na którą się nawet nie stawiliśmy. Niemcom nic nie kosztuje wyrzucić nas z regionu w którym nas nie ma. Więc jest jednocześnie duma z powodu mniemanej jakiejś naszej wyższości moralnej i jednocześnie frustracja z nieskutecznej polityki zewnętrznej. Są to dwie strony tej samej monety.
Ale często jest nawet gorzej, bo nie tylko tracimy szansę na arenie międzynarodowej z takim podejściem, ale nawet tracimy je i wewnątrz Polski i jesteśmy wewnątrz rozgrywani. Ale o tym napiszę w części drugiej.
______________________________________________________________
Zachecam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Dokładnie. Tak jakbym słyszał samego siebie. Poza tym Polacy są narodem kompletnie szablonowym. Nie potrafimy postępować inaczej niż akceptowalne bo co sobie o nas pomyślą na Zachodzie.? Polacy potrafią naśladować ale nie potrafią wymyśleć własnej koncepcji w polityce. Bo jaką koncepcję Polacy mają np. odnośnie wojny w Ukrainie ? Czesi mieli inicjatywę amunicyjną która świetnie się sprawdziła. Poza tym Polacy panicznie boją się ryzykować i zaakceptować możliwość zmarnowania pieniędzy choćby na Ngo w Ukrainie. I co dziwne młodzi są jeszcze bardziej zachowawczy niż starsi. Uważam, że kiedy Kaczyński i Tusk odejdą, w polskiej polityce będzie jeszcze gorzej.
Ciekawe spojrzenie. Wg mnie jest to forma myślenia wsobnego i jest to Polska cecha (wada) narodowa.
Trochę jak z tym zaściankiem, który to myśli tylko o swojej zagrodzie. I to nie tylko ma wyraz w polityce zagranicznej.
I tak strefa publiczna np. drogi nie są nasze, niech robi je (samo)rząd, najlepiej jak najtaniej bo nasze podatki na to idą i mamy co mamy. Ale na przykład Polacy potrafią wydawać fortuny życia na pseudo dworskie nieraz pałacyki w myśl postaw się a zastaw się.
To samo tyczy się polityki zagranicznej, gdzie nie docenia się wartości w jej spójności i przez to jest wykolejana przez spory wewnętrzne.
Być może my Polacy mamy zbyt narcystyczną i wsobnie nastawioną mentalność i nie potrafimy wyjść ponad nasze wąskie i ograniczone wyobrażenia.
Historycznie tak to wyglądało: jak chociażby przedrozbiorowej nienrawość i wręcz ideologiczna chęć bycia słabym państwem aby się sąsiadom czasem nie narazić.
I nie jest jakiś wrodzony pacyfizm, bo nie mieliśmy problemu w zagarnięciu ziem na wschód od Polski (w tym ukraińskich) i traktowaniy chłopów jak niewolników.
W wersji skrajnie krótkowzrocznej potrafiliśmy zbrojnie wesprzeć napaść Hitlerowskich Niemiec na Czechy wbijając im nóż w plecy w 1938, zagarniając przy tym małe obszary Zaolzia i Spiszą. Jak duży to był błąd okrutnie nasz kraj przekonał się rok później. Nasza
Na pocieszenie powiem tylko, że Polska polityka zagraniczna jest już o niebo lepsza niż to co było dawniej.
I mam nadzieję że będzie ona dalej ulegała ulepszenie, bo musi się zmienić jeśli jeśli nie chcemy powtórki z historii.