Dziś znów odezwały się głosy ekspertów, że „Ukraina nie ma ludzi i sprzętu i musi przegrać, więc koniecznością jest, żeby zasiadła z Putinem do rozmów”. Ciekawe, że głosy takie odzywają się zawsze po tym, jak Rosjanie dostaną konkretny cios. Należy jest czytać, jako głos z Kremla „ej, no chcemy rozmawiać!”. Tylko warunkiem rozmów jest jedno: wycofanie się Rosjan na pozycje z 23 lutego br. Żadna inna opcja nie wchodzi w grę i nawet na terenach wschodnich, gdzie do niedawna poparcie dla Ukrainy i Rosji było mniej więcej pół na pół, dziś zdecydowana większość mówi: „żadnego pokoju za terytorium”. Jeśli nawet prezydent Zełeński lub jakikolwiek inny polityk spróbowałby układać się z Rosją na jej warunkach, to wyniosą go sami Ukraińcy.
Tak, pisałem już to kilka razy, Putin przegrał i to przegrał już w lutym. Nie zainstaluje prorosyjskiego rządu w Kijowie, bo taki rząd zostałby zmieciony w ciągu pięciu lat przez kolejny Majdan. Nie rozbroi Ukrainy, bo jej obywatele doskonale rozumieją potrzebę posiadania silnej armii. Ze środowisk patriotycznych i narodowych zrobił bohaterów, a znienawidzony na Kremlu Pułk Azow stał się symbolem. Nie powstrzymał ekspansji NATO, a przeciwnie uruchomił proces jego rozszerzenia. Nie stworzy nowej architektury bezpieczeństwa opartej na podziale stref wpływów, bo nikt z Rosją nie będzie się układał. Raz, że nie będą chcieli układać się z bandytą. Dwa, że nikt nie układa się ze słabeuszem. Nawet główny ideolog Kremla Aleksander Dugin, który w lutym wołał, że nadchodzi czas Rosji, przyznał ostatnio, że wobec Zachodu Rosja jest bezsilna.
Wszystkie cele polityczne Putina, dla których wywołał tę wojnę, są poza jego zasięgiem, a nawet uzyskał efekt przeciwny. Nawet bezpieczeństwa Ługandzie i Donbabwe nie potrafił zapewnić.
Zatem, nie, Rosja niczego nie wygrywa.
A co z zasobami ludzkimi i materiałowymi Ukrainy? To prawda, gdyby nie wsparcie Zachodu byłaby w znacznie trudniejszym położeniu. Ale czy to zmniejszyłoby wolę walki Ukraińców? Wątpię. Po prostu walczyliby nożami i zdobycznym sprzętem rosyjskim, który mocno przecież zasilił arsenały ukraińskie. Ludzi pod bronią ma zaś Ukraina więcej, niż Rosja. Do tego przypominam opisaną przez Clausewitza, ale w praktyce sformułowaną w Rzeczypospolitej zasadę, że do przełamania linii wroga nie trzeba mieć przewagi globalnej. Wystarczy, że ją się stworzy w miejscu, gdzie chcemy przełamać front. Dokładnie tak działała husaria i tak samo walczyli Kozacy: uderzając zwartą masą w najsłabszy punkt linii przeciwnika. W czasach saskich o tym zapomnieliśmy, ale nie Bonaparte dał nam przykład, jak zwyciężać mamy, bo jego techniki były w Polsce od dawna znane. Pod jego komendą sobie o nich przypomnieliśmy.
Ukraina sięga do tych najlepszych tradycji ekonomii pola walki (jest takie pojęcie) i zasady: jak największy efekt jak najmniejszym kosztem. Manewr, ruch, dynamika w miejsce tępej siły. Aż chciałoby się rzec: aikido.
I dlatego ci, którym marzą się epickie starcia mas ludzkich i pancernych, jak z sowieckiego filmu wojennego, zawiodą się, bo Ukraina nie ma sił, środków, ani… ochoty na takie zabawy. Choć Rosjanie kilka razy próbowali SZU w walną bitwę wciągnąć.
Nie, będziemy nadal świadkami precyzyjnych uderzeń artyleryjskich w logistykę Rosjan, skomplikowane manewy SZU, oddawanie jednej wsi, żeby za chwilę zająć drugą i ostrzelać przeciwnika z flanki, robienie zamieszania w jednym kącie, żeby za chwilę uderzyć w drugim, ogołoconym z rosyjskiego wojska i stopniowe, ale konsekwentne posuwanie się do przodu przy jak najmniejszych stratach. Czym to się różni od taktyki rosyjskiej, w której bojcy w dwa miesiące przesuwają się o pięć kilkometrów kosztem setek zabitych i rannych? Niczym. Tu i tu armia rosyjska traci ludzi i sprzęt w ilościach hurtowych. Obie taktyki i strategie, ukraińska i rosyjska nieprawdopodobnie wykrwawiają Rosjan. Ale tylko ukraińska oszczędza życie ukraińskich żołnierzy.
I tak właśnie działają SZU pod Chersoniem. Niespiesznie, nie na siłę, ale konsekwentnie posuwając się do przodu lub uskakując, gdy nie ma szans utrzymać pozycji po to, żeby za chwilę kontratakiem rozbić natarcie przeciwnika. Wynik: wbicie się od północy do Nowopiotrówki koło Archanielskiego, co powoduje, że jeśli inne oddziały pokonają 3,5 kilometra, oddzielającego wieś od linii ukraińskich na wschodzie, Rosjanie w Archanielskiem znajdą się w kotle. Równocześnie zamykana jest „pokrywka” kotła pod Wysokopolem. Powoli SZU wychodzą na oskrzydlenie Śniegurówki, co może wymusić na Rosjanach ewakuację tej miejscowości.
W odciętym rejonie chersońskim zaczyna brakować żywności, której ceny poszybowały w górę. Ruch oporu wzywa mieszkańców do ewakuacji i likwiduje zdrajców. Dziś znów na koncert Kobzona udali się dwaj kolaboracyjni policjanci.
Mosty pontonowe koło Antonówi i Darówki już stoją. Powiedzmy. Przeprawy przez Dniepr w znacznym stopniu są realizowane samobieżnymi promami. Most pontonowy i promy chowają się pod przęsłami Mostu Antonowskiego. Przy wstrzelaniu ukraińskich artylerzystów ich zniszczenie jest kwestią czasu.
Most pontonowy w Darówce według świadków prawdopodobnie jest zwijany, gdy nie jest potrzebny. Jakby to miało go uratować.
Na Zaporożu trwa nacisk ukraiński na pozycje rosyjskie na południe od Hulajpola. I na razie tyle wiadomo.
Trwają ostre walki pod Donieckiem o wsie Awdijówka (kolejny raz) i Piski. Efekty do przewidzenia. Nie pomogło nawet ubranie bojców w ukraińskie mundury polowe. Szczególnie, gdy zostały oznakowane białymi taśmami na ramionach i udach. Ukraińcy noszą zielone.
To jak w tym dowcipie o Stirlitzu, który szedł ulicami Berlina w zielonym szynelu i budionce, wymachując czerwony sztandarem i śpiewając „Międzynarodówkę”. Zauważywszy, że berlińczycy dziwnie mu się przyglądają, stwierdził „Muszę się lepiej maskować” i założył ciemne okulary.
Walki trwają na południe od Bachmutu i na całym odcinku Ługańskim, ale bez liczących się sukcesów Rosjan.
Pod Izjumem Ukraińcy oskrzydlili Bohorodyczne i doszli do wsi Pasika, o którą toczą się walki. Tuż za nią na północ leży Jaremówka, porzucona kilka dni temu przez Rosjan. Ukraińcy idą tu wzdłuż brzegu Północnego Dońca, co chroni ich przed kontrą ze wschodu, ale idą klinem, więc z zachodu też są zagrożeni.
Rzecznik Kremla Pieskow w tych okolicznościach przyrody zapowiedział zajęcie całej Ukrainy. A Szojgu odbudowę Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i przywrócenie mu siły.
Nie wiem, kto dostarcza towar na Kreml, ale daje potężnego kopa.
Moskiewscy bandyci opublikowali film, na którym kastrują ukraińskiego jeńca. Zrzut ekranu z podrasowanym wizerunkiem bandziora, który to zrobił, znalazło się już w sieci. Zaczęło się polowanie na bydlaka.
Kongres USA głosami obu ugrupowań wezwał Departament Stanu do uznania Rosji za państwo terrorystyczne i zatwierdził przekazanie Ukrainie rakiet średniego zasięgu do systemów HIMARS i MLRS. Jest to ważne z kilku powodów. Po pierwsze definiuje konsens (nie konsensus, bo nie nonsensus) w sprawie Ukrainy w Kongresie. Obie partie mają tu podobne zdanie. Po drugie, status państwa terrorystycznego wykluczy Rosję z wielu ważnych dla niej obszarów. Po trzecie… Most Krymski czeka.
Niemcy wreszcie zrobili coś, co ma sens i przekazali Ukrainie środki ochrony przed bronią masowego rażenia oraz przeszkolili ich obsługę.
Autor: Skipper
Zostaw komentarz