Siedziałem z sąsiadem na podwórku, paliliśmy papierosy, piliśmy piwko, sąsiad co jakiś czas rozdeptywał te obrzydliwe pomarańczowe ślimaki, które z nienacka pojawiały się z impetem pod naszymi nogami.

– Patrz sąsiad, mamy już dwa wielkie zbiorniki wody z perspektywą zbudowania minihydroelektrowni. Na fotowoltaikę nas nie stać. Zbudujmy reaktor jądrowy. Taki prywatny z opcją odsprzedaży energii sąsiadom. Zakopiemy go kilka metrów pod ziemią na wypadek, gdyby pierdyknęło, to energia pójdzie w ziemię.

– Nigdy tak nie myślałem – powiedział sąsiad.

– I słusznie, bo od myślenia to jestem ja. Profesor zwyczajny, dyplom kupiony na ruskim bazarze. Zrobimy tak, oddam butelki do skupu, puszek też się trochę nazbierało. Od matki coś pożyczę, wystąpię o zasiłek i budujemy reaktor. Jądrowy! Potrzebne części kupi się we „Wszystko dla WSI”. Oni tam naprawdę mają wszystko, z wyjątkiem wzbogaconego uranu.

– No ale to przecież najważniejszy element układanki, powiedział sąsiad i z dwóch stron oglądał bacznie dopiero co znalezionego kiepa.

– Ale kolega właśnie wylatuje do Afganistanu, przebija się do Chin czy innych Kirgistanów. Powiedział, że załatwi ten uran, jeśli się dorzucimy na jego wycieczkę. Kilka cebul, chleb, boczek, marchewka, czosnek, nie zbiedniejemy a uran skitra po kieszeniach i za miesiąc przywiezie. Tam uran na polu leży jak piasek. Tylko taliby nie umieją go wzbogacać. I dlatego nie mają elektrowni jądrowej.

– Czy to jednak jest bezpieczne? A co jak wylecimy w powietrze? Przecież nawet zamożne państwa latami budują takie elektrownie.

– Zamożne tak, ale my nie jesteśmy zamożni i musimy się spieszyć. Kupi się najtańsze części, zakopie w ziemi, kolega wróci z Afganistanu i przez rurkę wsypie się uran do reaktora, włączy chłodzenie i w trzy minuty będziemy mieć prądu na cały rok. Ostentacyjnie nie będziemy na noc wyłączać światła, żeby ludzie widzieli, że jesteśmy szlachtą.

– To ja skoczę po piffko – zaproponował sąsiad.

– Dobra, w tym czasie poszukam „Młodego Technika” z 1986 roku. Tam chyba była instrukcja jak skonstruować reaktor.

– Radek, ale pamiętasz, co było w Czernobylu? – zapytał sąsiad.

– No co było? Pierdyknęło, ludziom zaaplikowano po tygodniu jod, zwierzyna w okolicy rozmnożyła się do nieprzytomności. Niektóre gatunki cudownie zmutowały tak, że biologom oczy powypdały. No i show must go on!

– Ale to potencjalnie szkodliwe jest. – powiedział sąsiad.

– Szkodliwe to jest życie na kredycie. A jak będziemy mieć elektrownię, to obsłużymy całe miasto, a kasy będziemy mieć z tego po kokardę.

– A skarbówka?

– Ją podłączymy jako pierwszą do sieci. Za darmo. Będą siedzieć cicho. Podłączymy policję, straż miejską, sanepid i wszystko co się rusza i może potencjalnie zaszkodzić.

– To ja skoczę pozmywać naczynia.

– Ja też.