Ni stąd ni z owąd nagle w nadwiślańskim kraju pojawiła się ciotka z Hamaryki, niejaka Tejlor Słift, która jeszcze się nie rozpakowała, a już doprowadziła do spazmów ze szczęścia i szkliwienia oczów nastolatek i nie tylko, a może i nawet co wrażliwszych chłopów.

Wielu obserwatorów sceny artystycznej zastanawiają się nad „fenomenem ciotki Tejlor”…ciotki, której do tej pory nigdy na oczy nie widzieli i nigdy na uszy nie słyszęli…

Wyjaśnienie jest arcyboleśnie proste (jakby zacytować klasyka)…ciotka Tejlor jest tzw feministką i jako tak zadeklarowaną tzw szoł biznes suto opłaca i mocno się taką opiekuje. Trend feminizmu rozchodzi się jak trąd, jak rak z przerzutami. Zjawisko to jest pożądane przez „władców tego świata”, którzy oprócz władzy, mają też potworne ilości pieniędzy, aby zniszczyć do cna męskość, używając do tego kobiet. W dobie, gdy ciężko znaleźć psychicznie zrównoważonego faceta, który byłby odpowiedzialny za swoją rodzinę i chciałby mieć dzieci tylko z jedną kobietą promuje się z niesłychaną nachalnością totalne antywartości. Na topie jest teraz obraz silnego, niezależnego od nikogo babochłopa, który nie chce mieć dzieci, a jeśli już chciałby to tylko po to, aby je wyskrobywać.

Do tego dochodzi kreowany przez massmedia obraz wyżartego na sojowym latte i sojowych burgerach męskiego narcystycznego wymoczka, który żyje od łykendu do łykendu, najlepiej na koszt rodziców. Pożądany jest obraz takiego jako singla, a już najlepiej o skłonnościach homo…

Co ma z tym wspólnego ciotka Tejlor? Ano, ciotce Tejlor nie udało się stworzyć normalnego związku z żadnym wymoczkiem, który stanął na jej drodze i swoje antymęskie frustracje spisane do muzyki wyśpiewuje publicznie, czym wprost z finezyjnym artyzmem i kobiecą „wrażliwością” zaraża inne, całkiem normalne osoby, którym jednak w jakimś stopniu udało się stworzyć normalny w miarę związek, lub jest jeszcze ten związek przed nią, ale być może uprzedzenia wyciągnięte z twórczości ciotki Tejlor zaprzepaszczą te szanse…

Fenomen ciotki Tejlor, to mega pieniądze, które za nią idą…dlatego ciotka nie zaczyna koncertu od remizy w Kopydłowie, czy innym Wąchocku, ale od najważniejszego obiektu w Polsce…

Jest jeszcze jeden wątek…mocno szyderczy. Otóż koncert odbył się w dzień, kiedy Polacy powinni się pochylić z zadumą nad męstwem powstańców warszawskich…to był akurat czas, kiedy męstwo i odwaga mężczyzn sięgała swojego apogeum. Dziś, po osiemdziesięciu latach, gdyby powstańcy widzieli co stało się z mieszkańcami Warszawy, gdyby widzieli tych wymoczków w rurkach w piwnych ogródka gorzko by zapłakali nad ceną jaką za to zapłacili…

Wiem, że moje wnioski mogą się nie podobać, być może ktoś odczuwa dysonans poznawczy. Reakcje są mi zupełnie obojętne…natomiast apeluję, pilnujcie swoich dzieci, pilnujcie zwłaszcza córek, nie pozwólcie, aby frustracje ciotek z Hamaryki swym syrenim śpiewem zdominowały ich umysły…
O ile chcecie, aby były normalne i szczęśliwe…