Nad Olzą miejscowe władze okręgu wędkarskiego zainaugurowały Festiwal Pstrąga. Były na to jakieś dotacje unijne, bo normalnie by takiej szopki nie robili. Sprzedawali darmowe bilety i dzieciom stawiali pieczątki na ręce na pamiątkę. Takie niby słabe tatuaże. Kilkadziesiąt osób siedziało nad rzeką i narzekało na obecną sytuację społeczno-polityczną.

– Pstrąg – zainaugurował swój wykład przewodniczący lokalnego PZW kolega Marian – pstrąg to ryba niepokorna, ma w zwyczaju płynąć pod prąd – zwolnił nieco czytając z kartki fragment wyraźnie nieczytelny. – Bo zdrowa ryba – kontynuował nie płynie ani z prądem, ani pod prąd – oświadczył i kazał uroczyście odsłonić pomnik karpia zbudowany z gipsu.

– Karp stoi w miejscu i zawsze jest u siebie, wy też tacy bądźcie, nigdzie się nie ruszajcie ale bacznie obserwujcie. Na 100% głodni nie będziecie, ale też unikniecie różnych przygód, które wam dla biologicznego życia nie są do niczego potrzebne.

– Pstrągi są niedobre, bo przyśpieszają nasze stanie w miejscu – rzekł starodawny karp. Jako ryby mamy prawo żądać od nich większej solidarności. Bo przecież łatwiej pędzącej rybie zatrzymać się niż stojącej rozpędzić, zwłaszcza, że nie wiadomo w jakim kierunku.

I przyszedł pan Krzysztof i zamknął rzekę. I było po temacie.