Po blamażu związanym z wetem w wykonaniu premiera M. Morawieckiego podczas prowadzenia „twardych negocjacji” w sprawie budżetu unijnego zakończonych gigantycznym „sukcesem” nie tylko, że nie wiadomo na czym on polega, ale na dodatek Polska straciła twarz. Po tej „wiktorii” nikt nie będzie nas poważał, gdyż pokazaliśmy, iż poza wymachiwaniem szabelką na nic więcej nas nie stać. Kwestią czasu było kiedy Unia zacznie pokazywać jak nas szanuje. Pokaz poważania rozpoczęli Niemcy.
Dlatego nie zdziwiłam się gdy usłyszałam informację, iż reprezentacja Polski została wykluczona ze startu w pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie przez niemiecki sanepid, gdyż pozytywny wynik testu na koronawirusa miał Klemens Murańka. Organizatorom nie przeszkadzało to, że gdy niemiecki skoczek Karl Geiger uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa, to pozostali niemieccy zawodnicy mogli wystąpić w zawodach Pucharu Świata w Engelbergu.
Zamiast wpisu premiera Mateusza Morawieckiego w mediach społecznościowych, że reprezentację polskich skoczków spotkała „rażąca niesprawiedliwość”. (…) i informacji, iż „nasze orły i Polski Związek Narciarski mają w tym moje pełne wsparcie. Polskie służby konsularne podjęły działania i współpracują z kadrą skoczków”, wnioskowania Polskiego Związku Narciarskiego o warunkowe dopuszczenie Polaków i domagania się przez wicepremiera P. Glińskiego przywrócenia polskich skoczków do TCS, prościej byłoby postawienie ultimatum: albo będziemy traktowani tak samo jak reprezentacja niemiecka albo wycofujemy się w tym roku z konkurs skoków narciarskich. W sytuacji braku pozytywnej decyzji powrót do kraju.
To, że w końcu dopuszczono zawodników do konkursu w Oberstdorfie nie świadczy o tym, iż Niemcy nagle zaczęli nas szanować.
Uważam, że zaistniała sytuacja jest tylko przedsmakiem grillowania Polski i Polaków w różnych sferach życia publicznego, gospodarczego i politycznego nie tylko przez Niemcy ale i Unię.
Ci Polacy którzy nie dowierzali w stosowanie podwójnych standardów naocznie zobaczyli jak to wygląda w praktyce.
Foto: internet Skoki Narciarskie
„Zamiast wpisu premiera Mateusza Morawieckiego w mediach społecznościowych, że reprezentację polskich skoczków spotkała „rażąca niesprawiedliwość”. (…) i informacji, iż „nasze orły i Polski Związek Narciarski mają w tym moje pełne wsparcie. Polskie służby konsularne podjęły działania i współpracują z kadrą skoczków”, wnioskowania Polskiego Związku Narciarskiego o warunkowe dopuszczenie Polaków i domagania się przez wicepremiera P. Glińskiego przywrócenia polskich skoczków do TCS, prościej byłoby postawienie ultimatum: albo będziemy traktowani tak samo jak reprezentacja niemiecka albo wycofujemy się w tym roku z konkurs skoków narciarskich. W sytuacji braku pozytywnej decyzji powrót do kraju.”
W ten honorowy sposób, ponieważ zagrano wobec nas zupełnie niehonorowo, a więc nie fair play, nikt nie potraktowałby tego poważnie. Wyśmiano by nas że na siłę forsujemy organizatorom turnieju i Niemcom chorych zawodników i jeszcze wysłano wszystkich na kwarantannę. Żeby wygrać z oskarżeniem o chorobę trzeba było mieć jasny dowód na jej brak. Autorka jako specjalistka w tej dziedzinie chyba powinna zdawać sobie z tego sprawę? Dzisiaj ani polityka ani sport to nie jest honorowa zabawa, a bezwzględna gra o najwyższe stawki, nie tylko loty na skoczni.
„To, że w końcu dopuszczono zawodników do konkursu w Oberstdorfie nie świadczy o tym, iż Niemcy nagle zaczęli nas szanować.”
Zgadza się, nie zaczęli, dostali publicznie do ręki fachowy argument że się pomylili i musieli się z decyzji wycofać. To było silniejsze niż szacunek na który oficjalnie „gwiżdżą”, bo nie przywracając naszych zawodników musieliby brnąć w kłamstwo przeciwko ustaleniom lekarskim, a na to nikt się tam nie odważy – wobec takiego argumentu sami byliby niewiarygodni.
„Uważam, że zaistniała sytuacja jest tylko przedsmakiem grillowania Polski i Polaków w różnych sferach życia publicznego, gospodarczego i politycznego nie tylko przez Niemcy ale i Unię. Ci Polacy którzy nie dowierzali w stosowanie podwójnych standardów naocznie zobaczyli jak to wygląda w praktyce.”
Jak się okazuje siła faktycznych argumentów, dowodów i środków gaśniczych może być znacznie bardziej decydująca w wygranej. Sztuką jest umieć działać sprawnie i skutecznie, mieć dowód na nieprawdę, lub sprawdzić dwa razy i wykazać publicznie, a nie unosić się powiedzonkami o honorze, stawiać ultimatum i ulegać emocjom. Oczywiście muszą być ludzie, którzy to potrafią. Dlatego mamy naszych w turnieju i kolejne piękne sukcesy. Sorry Winnetou, buisness is buisness…