Gruby Serb postanowił opuścić Park Pokoju. Po licznych rozterkach i dyskusjach uznał, że to jednak nie jest miejsce dla niego. I nie chodziło o to, że nie jest dostatecznie pokojowy, bo jest nawet bardziej – wbrew obiegowym opiniom – od Węgra, Rumuna, a zwłaszcza zdradliwego Chorwata, ale po prostu nie czuł się dobrze w tym miejscu.
– Zewsząd czuję się atakowany amerykańską propagandą, traktującą nas uczciwych Serbów – jak krwiożercze bestie, brutalnych siepaczy żądnych krwi. To, że powiedziałem, iż „życie jest wojną i wojna jest życiem” należało potraktować w przenośni. Owszem bijemy się nieustannie, ale dlatego, że na nas napadają.
– Chorwaci i Albańczycy? – zapytał Węgier bez nogi.
– Ci też, ale najgorsi są wewnętrzni zdrajcy, serbojęzyczni nędznicy, sprzedawczyki. – odpowiedział gruby Serb. – Ci wszyscy co nie szanują ojczyzny taką jaką ona jest, a że jest byle jaka to jeszcze nie powód do jej nieuszanowania.
– Dużo macie tych wewnętrznych zdrajców? – zapytał stary Rumun.
– Z pewnością więcej niż połowę populacji, na tym polega tragedia mojego narodu. Ci uczciwi są w mniejszości, ale starają się być w większości, tylko im to nie wychodzi. – powiedział Serb.
– Można byłoby celem odparcia złowrogich zarzutów i oskarżeń względem twojego narodu powołać np. Narodowy Instytut Myśli i Czynu Narodu Serbskiego – zaproponował Węgier bez nogi.
– I na czym miałoby to polegać – zapytał gruby Serb?
– No jak to na czym? Utworzono by stanowisko pracy, a najlepiej dwa – jedno dla myśliciela, drugie dla czynownika. Na stanowisko myśliciela proponowłbym najświetlejszego i najbardziej rozgarniętego intelektualnie Serba mieszkającego w Polsce, profesora uniwersytetu, Mar…
– Tylko bez nazwisk na tym etapie, to trzeba przekonsultować – powiedział krótko i zwięźle gruby Serb. – Musimy to przesłać do centrali. Co do koncepcji, to zgoda, ale szczegóły trzeba uzgodnić w późniejszym czasie.
– Ten profesor uniwersytetu narodowości serbskiej to z pewnością jest ktoś znaczący – powiedział dla podtrzymania rozmowy mały Słowak.
– Owszem, odparł stary Rumun przypalając papierosa – nawet w Rumunii jest znany. Nasi najwybitniejsi politologowie go cytują, po rumuńsku oczywiście. Problem w tym, że on ma taki nieco podejrzliwy stosunek do Parku Pokoju. O troszkę komplikuje wiele spraw. On powinien się bardziej jednoznacznie opowiedzieć. Z jednej strony mówi, że nazwa parku jest na wyrost, że do pokoju trzeba umieć dojrzeć, z drugiej czasem opowiada, że wojna bywa koniecznym narzędziem w walce o pokój. Za dużo w tym takiej niejednoznaczności – powiedział nieco zmęczony już dniem, choć był to poranek, stary Rumun.
Tymczasem wielkoserbizm toczył duszę grubego Serba. Chciałby on być wielkim ale nie za dużym, takim średnim bardziej, żeby nie denerwować swoich przełożonych. Wielkim duchem ale średnim w wymiarze aktywności zawodowej. Zrobić ile trzeba, odwalić pańszczyznę, ale potem upajać się duchem wolności. Mieć wywalone na wiele, bo Serbowie uwielbiają się zrywać ze smyczy, jak i my Polacy.
Zostaw komentarz