To niepojęte, że w roku 2025 polski Senat — ta instytucja, która powinna być strażnikiem powagi państwa i godności narodowej — przeznaczył publiczne pieniądze na promocję książki pod tytułem Alfons, wymierzonej w prezydenta Karola Nawrockiego. Autorką jest dr Aleksandra Sarna, a wydawcą Instytut Zarządzania Informacją. Nie byłoby w tym nic skandalicznego, gdyby chodziło o prywatną inicjatywę, ale sprawa jest inna: książka była promowana w ramach „Londyńskich Czwartków Literackich”, projektu finansowanego kwotą 57 700 zł z budżetu Senatu Rzeczypospolitej Polskiej.

Senat dał pieniądze, a więc de facto polscy podatnicy zapłacili za promocję paszkwilu, który obraża głowę państwa. Tak działa państwo Tuska – rozdaje pieniądze lekką ręką, byle tylko uderzyć w przeciwników politycznych. W czasach, gdy Polska potrzebuje jedności i powagi, władza funduje ludziom igrzyska na poziomie brukowych paszkwili. To nie literatura, to nie wolność słowa – to sponsorowana przez władzę polityczna hucpa.

Dno moralne i etyczne odsłania się tu w pełnej krasie. Politycy Tuska nie mają żadnych hamulców. Zamiast bronić interesu publicznego, zamiast stać na straży pamięci i godności, zniżają się do poziomu rynsztoka, na który wyciągają pieniądze z państwowej kasy. To już nie jest kwestia smaku czy wrażliwości. To jest pytanie o legalność i legitymację. Czy ktoś, kto głosuje za przyznaniem pieniędzy na tego rodzaju „projekty”, ma moralne prawo zasiadać w Senacie?

Senat miał być izbą refleksji, izbą rozwagi. A stał się izbą hańby, która – zamiast wspierać Polonię i krzewić polską kulturę – finansuje obraźliwe publikacje uderzające w Prezydenta Rzeczypospolitej. To, co się stało, nie jest zwykłym błędem. To jest świadoma decyzja polityczna, decyzja haniebna, która podważa zaufanie do państwa i ośmiesza Polskę na arenie międzynarodowej.

Nie da się tego wymazać ani usprawiedliwić. Dziś trzeba to powiedzieć jasno: Senat Tuska tonie w bagnie moralnym. Robią z tej instytucji chlew, oborę, gdzie nie ma ani powagi, ani szacunku do obywateli, tylko rechot i polityczne błoto. I każdy obywatel ma prawo, a wręcz obowiązek, zapytać: jak długo jeszcze będziemy finansować własną kompromitację? Jak długo pozwolimy, by ludzie pozbawieni elementarnego poczucia przyzwoitości rozporządzali naszymi pieniędzmi?

Jeśli ktoś sądzi, że tak wygląda demokracja – myli się. To wygląda jak jej karykatura. Demokracja nie polega na finansowaniu pamfletów, lecz na odpowiedzialności wobec narodu. A tej odpowiedzialności politycy Tuska nie mają.