Pamięć o ludobójstwie wołyńsko-małopolskim, domaganie się ekshumacji oraz sprzeciw wobec kultu Bandery, OUN i UPA są nie tylko uzasadnione, ale konieczne. Jednak ten wpis nie służy rzetelnemu rozliczeniu historii. Wykorzystuje polskie ofiary jako paliwo dla współczesnej pogardy wobec całego narodu.
Można zdecydowanie krytykować ukraińską politykę historyczną. Nie trzeba przy tym odmawiać Ukraińcom prawa do państwa, przedstawiać ich kultury jako „stepowej dziczy” ani sprowadzać kilkudziesięciomilionowego narodu do rzekomego barbarzyństwa, alkoholizmu i politycznej niedojrzałości. To nie argumentacja historyczna, lecz szowinizm etniczny.
Kuriozalny jest także fragment o „międzynarodowym żydostwie” i „Żydzie z Kijowa”. Krytyka Zełenskiego jest całkowicie dopuszczalna, ale podkreślanie jego pochodzenia nie wyjaśnia żadnej decyzji politycznej. Jest jedynie antysemickim mrugnięciem do określonej publiczności.
Jacek Międlar zarzuca Ukraińcom budowanie tożsamości na nienawiści do Polaków, a sam konstruuje polski patriotyzm na pogardzie wobec Ukraińców. Trudno o bardziej widoczną sprzeczność. Co więcej, po długim wywodzie odbierającym sąsiedniemu narodowi prawo do istnienia pojawia się oferta zakupu płyt. W ten sposób tragedia ofiar zostaje wprzęgnięta w promocję własnego produktu.
Wołyń nie może zostać zapomniany ani relatywizowany. Nie wolno jednak robić z pomordowanych zakładników współczesnej nienawiści. Pamięć wymaga prawdy, nazwisk sprawców, ekshumacji i godnego pochówku ofiar — nie rasistowskiej publicystyki i zbiorowej odpowiedzialności.
Poniżej cały omawiany wpis Jacka Międlara: ”
Ukraina to państwo, którego egzystencja została zbudowana na wielokrotnych – do dziś przez Ukraińców honorowanych – ludobójstwach na Polakach: sarmackim Katyniu 1652, koliszczyźnie 1768, tzw. wojnie polsko-ukraińskiej, terroryzmie UWO i OUN w dwudziestoleciu międzywojennym oraz ludobójstwie lat 1939–1947. Do tego dochodzą zbrodnie przez nich konsekwentnie przemilczane, m.in. bestialska kolaboracja z bolszewikami (por. K. Makuszyński, Radosne i smutne). Właśnie do tych wydarzeń odwołuje się dziś państwo ukraińskie, wskazując tym samym na źródła i podwaliny swojej egzystencji. Tego faktu nie kwestionuje już nawet osiedlona w Polsce V kolumna banderowska.
Jeśli zaś idzie o literaturę, to poza rosyjskim pisarzem „ukraińskiego pochodzenia” Nikołajem Gogolem oraz Tarasem Szewczenką – honorującym zbrodniarzy takich jak Iwan Gonta, który zarżnął własną żonę i dzieci za to, że byli Polakami – panteon ukraińskich literatów w zasadzie się kończy. Bądźmy poważni. Wyszywanki, melodyjne piosenki i umiejętność picia wódki do dna to nie wystarczy. Miraż przyjaznej ukraińskiej tradycji nie jest w stanie przysłonić kulturowego ubóstwa pomieszanego z barbarzyństwem, które utożsamia się z bohaterstwem. Przykro mi. Takie są fakty.
W związku z powyższym Ukraińcy jako grupa społeczna nie dojrzeli do posiadania własnego państwa. Nie mówię tego ze złośliwości, lecz na podstawie wieloletniego poznawania ich dokonań, obyczajów i kultury. Owszem, art. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych stanowi słusznie: „Wszystkie narody mają prawo do samostanowienia”. Zapis ten nie obejmuje jednak Ukraińców. Mimo usilnych starań biurokracji austriackich i pruskich zaborców – z którymi kolaborował „ukraiński” kościół greckokatolicki, wpajający wiernym „ukraiński” patriotyzm, którego esencją, zgodnie z interesem zaborców, była nienawiść do Polaków – dopiero w połowie XIX wieku ulokowane są realne początki usilnych starań, by z Małorusinów uczynić „naród” mający prawo do własnego państwa: „samostijnej Ukrainy”.
Gdybyśmy porównali kulturę, obyczaje i literaturę ukraińską z polską, brytyjską czy rosyjską, ta pierwsza jawi się na ich tle jako stepowa dzicz. Prawo do własnego państwa przysługuje narodom, nie grupom etnicznym. Przed Ukraińcami stoi więc jeszcze długa droga: muszą rozwinąć kulturę, tradycję i literaturę, zbudować trwałe fundamenty wspólnoty narodowej, wyzbyć się szowinizmu – i dopiero wtedy zabierać się za budowę państwowości oraz odpowiedzialne kierowanie własnym krajem.
„Nie ma siły ludzkiej zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona w niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata” – pisał Roman Dmowski. Miał rację. Ukraińcy przez wieki dowodzili swojej politycznej nieudolności. Gdy tylko otrzymali możliwość budowy własnego państwa, ich kraj nieuchronnie stał się domem publicznym dla międzynarodowego żydostwa, Niemców i Rosjan… Stał się organizmem toczonym przez raka korupcji, międzynarodowych intryg, tajnych laboratoriów oraz platformą do testowania zbrojeń. II Rzeczpospolita miała szansę ich ucywilizować i włączyć w ramy sprawnie funkcjonującego państwa. Z tej szansy nie skorzystała ani podążająca drogą prometeizmu sanacja, ani sami Ukraińcy. Brak ucywilizowania, niedorozwój kulturalny oraz utożsamianie bestialstwa z bohaterstwem sprowadziły na nas kolejną gehennę zgotowaną przez ukraińskich sąsiadów – i to nie tylko tych z OUN i UPA.
„Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młodego, który musi się jeszcze wychować do swych przeznaczeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny. Z tych wszystkich względów program niepodległej Ukrainy nie może liczyć na to, żeby Polska za nim stanęła, a tym mniej, żeby zań krew przelewała” – pisał Dmowski o wschodnich sąsiadach. I dodawał: „Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy”.
Niestety, mleko już się rozlało. „Wrzód” urósł – i nie mam tu na myśli szeregowych Sasz czy Oksan, lecz zbanderyzowane państwo, które rości sobie prawo do decydowania, kto jest dobry, a kto zły. Państwo, w którym za podarki płynące ze zrzutek i budżetów innych krajów Żyd z Kijowa i jego pomagierzy mogliby sobie nawet deski klozetowe złotem wyściełać.
Dbajmy więc przede wszystkim o własny byt, o szacunek do naszej tradycji i historii, a wszelkiej maści ukraiński antypolonizm traktujmy tak, jak na to zasługuje – zdecydowanie i bez pobłażania. Nic innego nam nie pozostało.’ – kończy omawiany wpis Jacek Międlar.
Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.
Zostaw komentarz