Na uniwersytecie pracował Kierownik Działu. Ludzie pytali o to jakiego działu konkretnie. On jednak był tak poukładany z władzami, że nie musiał się tłumaczyć jakiego. Wszyscy się domyślali. Jedni myśleli, że technicznego, inni że logistycznego, jeszcze inni, że medialnego. Wszystko pozostawało jednak w gęstej chmurze domysłów i przypuszczeń.
Kierownik Działu do pracy przyjeżdżał starym Passatem, zawsze o 7:00 rano. Był zawsze ubrany w czarny skórzany płaszcz, dżinsy i mokasyny. W zimie czasem driftował na parkingu przed wyburzonym MarcPolem. Jak nikt nie widział. Lubił to robić, bo kiedyś w przypływie szczerości, jak popił sobie przeterminowany kefir z pracownikami recepcji, opowiadał o tym jak kiedyś był kierowcą rajdowym. Ale uległ wypadkowi i ucięli mu nogę. Ale na szczęście przyszyli, tylko że to była noga innego kierowcy, który niestety nie przeżył wypadku. Lekarze przez chwile mieli podobno rozkminę moralną, ale jak jeden profesor medycyny powiedział, że po co ma się noga trupa marnować, to przyszyli ją Kierownikowi Działu.
Kierownika Działu można od tego czasu poznać po tym, jak utyka lekko na lewą nogę. I po kopaniu czarnego kundla. Codziennie rano wokół uniwersytetu krążą watahy dzikich psów i dzików. Czasem trudno wejść do budynku, żeby nie zostać oszczekanym i pogryzionym przez te zwierzęta, dlatego studenci zaczęli się łączyć w grupy samopomocowe, w których to rośli mężczyźni ochraniali nieśmiałe studentki realizując podstępem swoje cele matrymonialne. Pracownicy wjeżdżali do garażu podziemnego, gdzie nie było psów i dzików.
Kierownik Działu nie bał się dzikich zwierząt, gdyż sam w pewnym sensie był dziki. Jak nikt nie widział, przed wejściem do budynku uwielbiał tarzać się w jesiennych liściach i żołędziach. I tak słodko chrumkać. A potem wypatrywał w licznym stadzie psów i dzików czarnego kundla, żeby do niego podbiec znienacka i dolegliwie kopnąć. Sprawiało mu to przyjemność. Czarny kundel był pogodzony ze swoim losem.
Kierownik Działu od czasu do czasu odczuwał wyrzuty sumienia, że kopie tylko tego jednego psa. I od czasu do czasu wydawał polecenie kierowniczce stołówki, żeby resztki pożywienia wystawiała przed budynek i pilnowała, aby tylko czarny kundel mógł się najeść. Nie było to łatwe zadanie, bo stado dzików i psów też chciało się nażreć. Stała więc przed budynkiem i odganiała miotłą nieczarne kundle. Nie bardzo wiedziała dlaczego, skąd akurat tylko ten jeden kundel ma się najeść. Nie rozumiała bowiem całej tej metafizyki zdarzeń i podejrzeń, imaginacji i pseudoracjonalizacji. Bycie zwykłą kucharką nie predestynowało ją do niczego więcej.
Tymczasem Kierownik Działu oparty o budynek uniwersytetu, paląc papierosa bez filtra obserwował ją.
Zostaw komentarz