Co sprawiło, że „Niedziele” dostały nagrodę główną w San Sebastian? Jakim sposobem film zarobił już ponad 4 miliony euro, skoro w kinach jest zaledwie od dwu miesięcy i tylko w Hiszpanii, a teraz w Polsce, natomiast w innych krajach będzie grany od lutego? Dlaczego niewierząca reżyserka zajęła się tematem powołania zakonnego i jakim cudem wyszła z tego zwycięsko?
Dość prosta będzie odpowiedź na ostatnie pytanie. Alauda Ruiz de Azúa odrzuciła wszelki aktywizm. Nie przekonuje, nie terapeutyzuje, nie nawraca, ale też nie ośmiesza. Próbuje tylko pokazać coś, co się logice wymyka.
A to postawa dziś wyjątkowa. Przecież reżyserom i aktorom odpowiada postawa wyroczni decydującej, co mądre a co głupie i co dobre a co złe, także w sprawach o których pojęcia nie mają.
W „Niedzielach” nie ma gwiazd napompowanych marketingiem, są gwiazdy realne.
Poznajemy hiszpańską rodzinę z klasy średniej. Nie nazbyt bogatą ale też nie biedną. Są dobrze wychowani i kulturalni. Bywają ironiczni ale się wspierają. Główna bohaterka, Ainara ( świetna Blanca Soroa), ma 17 lat. Mieszka z ojcem, dwiema młodszymi siostrami oraz z babcią, w komfortowym, ładnym domu. Matka nie żyje, więc za przyszłość Ainary czuje się odpowiedzialna Maite – siostra ojca. Łączy je sympatyczna komitywa. Maite chce szczęścia dla bratanicy, chce by studiowała i miała chłopaka.
Czyż nie tego pragną dla swoich dzieci rodzice? To wydaje się naturalny plan na życie.
Nagle przychodzi trzęsienie ziemi. Bo taki efekt wywołuje Ainara, gdy mówi, że rozważa wstąpienie do klasztoru. Rodzina nie chce w to uwierzyć. Prawdę mówiąc dziewczyna też nie do końca wierzy w to, co ją spotyka.
I o tym jest film.
„Chcesz się zamknąć w klasztorze? Ze staruszkami? Na wszystkie następne niedziele życia?” – pyta ojciec.
W XXI wieku? Jak to możliwe?
Czym jest siła, która w najmniej spodziewanym czasie potrafi skłonić do porzucenia wszystkich rysujących się na horyzoncie atrakcji przyszłego życia? Także pocałunków, pieszczot i chłopaka, który mógł stać się miłością życia, przez dziewczynę, której nic nie brakuje.
Czy naprawdę?
Deklaracja Ainary odsłania pulsujące konflikty. Nowoczesna menadżerka kultury, tolerancyjna Maite natychmiast zapomina o tolerancji. A nawet o szacunku. Próbuje różnych metod, by odwieść bratanicę od popełnienia życiowego błędu. Uważa, że Ainara skazuje się na nieszczęście. Zupełnie przy tym nie zauważając, że jej świat się wali, że to jej życie, jej małżeństwo a nawet jej relacja z synkiem, są konstrukcją wydrążoną z sensu i szczęścia.
Bezrobotny mąż Maite, choć bezszmerowo prowadzi dom i zajmuje się synem, ma serdecznie dość wszystkiego, zwłaszcza żony. Ojca Ainary bardziej od córki interesuje bezkolizyjne wprowadzenie do rodziny swojej nowej kobiety. Koleżanka okazuje się kretynką, a (świetna) babcia umiera. W tym filmie nikt nie jest jednowymiarowy. Ani atrakcyjny katecheta, ani (zbyt) inteligentna przełożona klasztoru.
Rodzina Ainary nie jest rodziną Addamsów; to rodzina, jakich wiele, podobna do naszych rodzin.
Film zauważa, że powołanie zdarza się w dowolnym miejscu, a my nie znajdujemy odpowiedzi na pytanie dlaczego. Możemy to tylko uszanować. Kiedy kilka lat temu ‘złoty chłopak’, nadzieja włoskiej piłki Samuel Piermarini rzucił karierę by zostać księdzem, niezdarne próby zrozumienia, niczego nie wyjaśniły. I tak jest zawsze.
Warto zobaczyć „Niedziele”. Film zachwyci antysystemowców i dusze subtelne, a najpewniej też katolików. Wbrew pozorom – to nie jest obraz dydaktyczny. Ani moralizatorski.
To nawet nie jest film o Bogu, który – jak to Bóg ma w zwyczaju – pozostaje niewidoczny. A jeśli widoczny, to tylko przez krótką chwilę. I tylko dla Ainary.

Liliana Surma Dziękuję za zwrócenie uwagi na „Niedziele”.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz