BIAŁE KOŁNIERZYKI, MACIEJ BINKOWSKI TO PLAGIATOR – TYM RAZEM PRZEDSTAWIAM DOWODY, w tym SPLAGIATOWANE TREŚCI KSIĄŻEK
POST POLECAM KAŻDEMU CZYTELNIKOWI, W SZCZEGÓLNOŚCI TYM, KTÓRZY ZA SŁOWAMI BINKOWSKI UZNALI, ŻE „ODLECIAŁEM” bo pojawił się cień konkurencji! I PÓŁ ŻARTEM – ZAPACHNIAŁO STALKINGIEM MOJEJ OSOBY…
Obie książki Macieja Binkowskiego to plagiaty zawierające duże kopie dosłowne moich utworów (plagiat) oraz przeróbek moich autorskich treści (plagiat ukryty), obie zostały opublikowane pod tytułem mojego największego, rozpoznawalnego w branży bestsellera pt. JAK KRAŚĆ? Pięć naruszonych praw autorskich dwoma publikacjami! GRATULACJE!!! To chyba REKORD POLSKI!!! ;)
Jak się okazało, Binkowski „pożyczył” bez mojej zgody spore fragmenty książek pt. „JAK KRAŚĆ?”, „Podatek VAT – oszustwa podatkowe…”, „Przestępstwa w budownictwie”, „Bezpieczeństwo w biznesie” oraz szkolenia e-learningowego. Dobrzy ludzie – którym z całego serca dziękuję – niezwłocznie dostarczyli mi egzemplarze jego „twórczości”, a ich nawet pobieżne porównanie po prostu niszczy plagiatora.
PONIŻEJ DOWODY, IŻ PAN BINKOWSKI PLAGIATOREM JEST – oto wybrane fragmenty z moich oryginalnych publikacji i porównawczo fragmenty książek M. Binkowskiego. Wybaczcie drodzy Czytelnicy, że tylko tyle, ale po pierwsze limit posta FB to 63 tys. znaków (parę przykładów musiałem usunąć z posta by go odchudzić, więc wrzucę je w komentarzach), a nie chcę tu też umieszczać całego materiału dowodowego, ponieważ faktycznie musiałbym ujawnić istotną część 5 moich utworów. Nadmienię, że sama analiza porównawcza będzie jeszcze trwała, gdyż porównujemy 1200 stron Pana Binkowskiego z około 2700 stronami Turalińskiego. NA KOŃCU DOWODÓW BĘDZIE DODATKOWA „BOMBA” a po niej kilka słów o tym, co się teraz z Panem M. Binkowskim stać może.
1. ANALIZA PORÓWNAWCZA WYBRANYCH FRAGMENTÓW KSIĄŻKI M. BINKOWSKIEGO pt. „JAK KRAŚĆ VAT” z utworami Kazimierza Turalińskiego:
K. TURALIŃSKI – JAK KRAŚĆ? s. 222: „Alternatywna opcja to wykorzystanie odroczonego terminu płatności. Umożliwia ona wielokrotne wydawanie towaru ze stałą „podkładką” w postaci jednej, nierozliczonej jeszcze przelewem bankowym faktury. Kontrola stanu magazynów zawsze będzie odzwierciedlała zgodność z księgowością, nawet gdy po raz piąty zostanie on wypełniony produktem – jednak zgodnym gatunkowo oraz ilościowo z dokumentacją.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 165-166: „Nieuczciwi podatnicy wynaleźli sposób i na to: faktura z odroczonym terminem płatności. Taka faktura była ogólnie opisana, więc można było pod nią „podpiąć” różne rodzaje towarów. Sprzedawca A wystawiał taki dokument z terminem np. 30 dni i przez ten czas dostarczał do kupującego B nie jedną, lecz kilka partii towarów, znacząco przewyższających wartością kwotę na fakturze. W razie kontroli stany magazynowe więc się zgadzały, przynajmniej zgodnie z dokumentacją.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Warunkiem skutecznej obrony podatnika jest aktywne uczestniczenie w postępowaniu. W podstawowym zakresie dotyczy to rzeczy prozaicznych, ale przez to lekceważonych, takich jak odbieranie przesyłanej korespondencji i uważne jej czytanie, dotrzymywanie terminów postępowania, regularne zapoznawanie się z aktami sprawy, w przypadku składania zeznań odpowiednie przygotowanie się do nich (wcześniejsze spokojne przeczytanie zgromadzonych umów, faktur i korespondencji, przypomnienie sobie faktycznego przebiegu realizacji kontraktu, uczestników tych wydarzeń, dat, kwot, charakterystycznych okoliczności itp.), by nie były one sprzeczne z innymi dowodami i chociażby w drobnych kwestiach nie mijały się ze stanem faktycznym wymuszając późniejsze ich prostowanie lub uzupełnianie, a także co najważniejsze – kierowanie wniosków dowodowych zmierzających do wykazania własnej rzetelności.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 370: „Aktywnie uczestniczymy w postępowaniu. Przez takie aktywne uczestnictwo rozumieć należy odbieranie urzędowej korespondencji, pilnowanie terminów związanych z postępowaniem, jak również skrupulatne gromadzenie wszelkich dowodów, mogących świadczyć na naszą korzyść. Należy również dokładnie zapoznawać się z aktami naszej sprawy oraz sumiennie przygotowywać się do składania zeznań (jeśli ma to nastąpić). Chodzi tutaj o to, aby prezentowana przez nas wersja była spójna i żeby podawane informacje wzajemnie się nie wykluczały. Nawet pozornie drobne rozminięcie się ze stanem faktycznym może potem wymagać długotrwałego odkręcania, co oczywiście pożera masę czasu i energii.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Organa prowadzące postępowanie są teoretycznie zobligowane do zachowania obiektywizmu i poszukiwania również dowodów świadczących na korzyść podatnika / podejrzanego, lecz w praktyce tego typu ideowa lojalność nie jest spotykana zbyt często, tym bardziej, że na jej drodze niejednokrotnie staje brak wiedzy i znajomości branży (urzędnik zazwyczaj nie wie, jakimi realiami rządzą się wszelkie możliwe sektory gospodarki). Negatywny skutek odnosi również presja ze strony zwierzchników aż do szczebla rządowego, ukierunkowana na uzyskiwanie efektów w postaci zasilenia Skarbu Państwa dodatkowymi pieniędzmi, wskutek czego słuszny interes przedsiębiorcy schodzi na dalszy plan. Wiąże się to z tendencją do nieuwzględniania wniosków dowodowych podatnika zmierzających do podważenia z góry przyjętej tezy o jego nierzetelności. Nie jest to zgodne z przepisami, w związku z czym oddalone merytorycznie zasadne wnioski dowodowe wykorzystać należy na etapie sądowym.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 371: „W teorii organy skarbowe powinny prowadzić postępowanie z zachowaniem obiektywizmu, jak również uwzględniać dowody świadczące na korzyść podatnika. W praktyce różnie jednak z tym bywa, co jest spowodowane kilkoma czynnikami. Mamy więc presję na wynik, której poddawani są urzędnicy skarbowi – a takowa sprzyja raczej interpretowaniu niektórych sytuacji na niekorzyść przedsiębiorców, czyli tak, aby wpasowały się one w przyjętą przez urzędników wersję. Mamy również brak znajomości branżowych niuansów przez funkcjonariuszy skarbowych, co również powoduje, że pewne rzeczy dopasowują oni pod tezę mówiącą o tym, że podatnik jednak świadomie uczestniczył w wyłudzeniach. W takiej sytuacji wnioski dowodowe, które świadczą na naszą (czyli podatnika) korzyść, mogą być odrzucane. Może to wprowadzić nas we frustrację, ale dobra wiadomość jest taka, że na etapie sądowym takie odrzucone wnioski będzie można wykorzystać do celów obrony – oczywiście, jeśli będą one merytorycznie uzasadnione.”
UWAGA – wnioski są w takim przypadku ODDALANE, a nie ODRZUCANE. To zupełnie inne sytuacje, a nie synonimy ;)
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Istotnym zagrożeniem dla podatnika jest praktyka opierania zarzutów względem jego rzetelności na decyzjach dotyczących jego dostawców lub dostawców jego dostawców. Drogą „na skróty” do materiału dowodowego włącza się same decyzje stwierdzające, że dany dostawca uczestniczył w karuzeli podatkowej lub wystawiał puste faktury. Zdarza się „łańcuszkowe” powoływanie w jednych decyzjach na wcześniejsze decyzje innych organów dotyczące innych dostawców, co powoduje że źródłowy materiał dowodowy coraz bardziej oddala się od indywidualnej przecież oceny każdej sprawy. Same wnioski innych organów, wywodzone często z odmiennego stanu faktycznego i dotyczące nierzadko zupełnie obcych osób, stawać się mają dowodem złej wiary podatnika, co jest niedopuszczalne. Jednocześnie odmawia się włączenia materiału dowodowego stanowiącego podstawę wydania takich decyzji do materiału dowodowego aktualnie prowadzonego postępowania, co pozbawia sam organ możliwości przeprowadzenia jego samodzielnej oceny oraz narusza prawo do obrony. Tymczasem niejednokrotnie szczegóły np. zeznań powołanych tam świadków przemawiać mogą za brakiem podstaw do podważania rozliczeń podatkowych przedsiębiorców uwikłanych w cudze oszustwa podatkowe. Bezwzględnie żądać więc należy włączenia takiego materiału dowodowego do aktualnego postępowania.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 371-372: „Kolejną istotną sprawą jest odpieranie zarzutów wobec podatnika na decyzjach wydanych w sprawie innych podmiotów – przykładowo firma dostarczająca towar naszemu kontrahentowi została uznana przez skarbówkę za znikającego podatnika, co zostało włączone do akt naszej sprawy i ma świadczyć na naszą niekorzyść. Takie powoływanie się na wcześniejsze decyzje dotyczące innych podmiotów powoduje, że źródłowy materiał dowodowy coraz bardziej oddala się od indywidualnej oceny każdej sprawy. Niedopuszczalne jest, aby wnioski innych organów, dotyczące innych podatników, wywodzone z odmiennych stanów faktycznych, miały się stać dowodem naszej winy!
Jednocześnie często odmawia się włączenia materiału dowodowego, stanowiącego podstawę wydania takich decyzji do materiału dowodowego postępowania, prowadzonego w naszej sprawie. Skutkuje to pozbawieniem organu prowadzącego nasze postępowanie możliwości samodzielnej oceny takiego materiału oraz narusza nasze prawo do obrony.
Tymczasem mogą się w nim znaleźć istotne szczegóły, jak chociażby zeznania powołanych świadków, które będą przemawiać za brakiem podstaw do podważenia rozliczeń podatkowych przedsiębiorców, uwikłanych w cudze oszustwa podatkowe. Należy więc żądać włączenia takiego materiału dowodowego do aktualnego postępowania prowadzonego w naszej sprawie.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Kolejnym, częstym słabym punktem jest niedozwolone opieranie się przez organa podatkowe i prokuraturę jedynie na okolicznościach wskazujących na niedochowanie przez podatnika należytej staranności, bez uwzględniania całokształtu poczynionych ustaleń i z pominięciem faktów jednoznacznie przemawiających na jego korzyść. Przykładem wyrwania dowodów z kontekstu była sprawa rozpatrywana przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach (sygn. akt: I SA/Ke 199/17), w której zarzucono podatnikowi brak bezpośrednich spotkań z kontrahentem, opieranie się wyłącznie na wiadomościach e-mail oraz rezygnację z podpisania umowy. Sąd słusznie zauważył, że okoliczności te byłyby rozstrzygające, gdyby nie szły za tym takie czynności jak dokonana kontrola kwestii formalnych kontrahenta, faktyczne dostarczanie zamówionej stali wraz z jej atestem, czy w końcu prawidłowo wystawiane i korygowane względem rzeczywistej wagi transportów faktury rozliczane przelewami na konto bankowe.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 372-373: „W wielu sprawach zdarza się tak, że organy skarbowe (a niekiedy również prokuratura) opierają się na założeniu, że podatnik nie dochował należytej staranności i uwzględniają jedynie te okoliczności, które takie założenie potwierdzają. Inne okoliczności oraz fakty, które mogą świadczyć na korzyść podatnika, są w postępowaniu pomijane, co jest oczywiście karygodne. Przykładowo w jednej ze spraw skarbówka założyła, że podatnik jest winny, gdyż nie spotkał się osobiście z kontrahentem (komunikacja odbywała się za pomocą maila) oraz zrezygnował z podpisania umowy. Dla organów skarbowych było to wystarczające, aby przypisać temu podatnikowi uczestnictwo w schemacie mającym na celu wyłudzenia podatku VAT. NA całe szczęście sąd był jednak innego zdania, uznając, że co prawda okoliczności takie nie świadczą na korzyść podatnika, ale równocześnie: została przeprowadzona weryfikacja kontrahenta pod względem formalnym, towar został rzeczywiście dostarczony wraz z atestem, faktury były korygowane po zważeniu towaru, płatność następowała przelewem na konto bankowe.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Tendencję do selektywnej oceny materiału dowodowego obrócić można przeciwko organowi prowadzącemu postępowanie. W przypadku uczciwych przedsiębiorców ich ksiąg nie wypełniają same podważane transakcje, a zdecydowana większość z nich jest rzetelna, czego nikt nawet nie próbuje kwestionować. Zastrzeżenia skupiają się na wybranych fakturach, tych związanych z karuzelą podatkową, ignorowane jest jednak ich tło zachowujące spójność z całą resztą. […] Jeżeli całokształt działalności podatnika nie wzbudza podejrzeń i pozostaje zgodny z polskim prawem podatkowym oraz realiami rynkowymi, to równie trudno w zgodzie z zasadami logiki i z doświadczeniem życiowym zarzucić mu popełnienie przestępstwa skarbowego jedną wybraną transakcją lub serią transakcji nie różniących się niczym od reszty.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 373: „Staramy się wykazać, że organy skarbowe selektywnie oceniają materiał dowodowy. Jeśli prowadzimy normalnie funkcjonujące przedsiębiorstwo, to rzecz jasna transakcje związane z wyłudzeniami podatku VAT będą na ogół stanowiły niewielką część naszych obrotów – przykładowo przez ostatnie lata kupiliśmy i sprzedaliśmy towar za kilkanaście milionów, a tutaj trafiła się nam transakcja na kilkaset tysięcy, gdzie VAT zniknął na wcześniejszym etapie łańcucha dostaw. Organy skarbowe w przeważającej części przypadków skupią swoją uwagę na tej jednej nieszczęśliwej fakturze (lub na kilku fakturach), ignorując jednocześnie fakt, że przez kilka lat nie mieliśmy żadnych problemów z podatkiem VAT. Tak więc musimy wykazać, że transakcja stanowiąca podstawę do sformułowania wymierzonych przeciwko nam zarzutów, tak naprawdę nie różniła się od setek czy dziesiątek innych przeprowadzonych przez nas transakcji.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Cechami wspólnymi porównawczych transakcji wzorcowych mogą być m.in. zbliżone ceny, terminy płatności, sposoby dostawy, wyjście towarów z tych samych magazynów, zgodność stanów magazynowych i dostarczonych towarów z zaksięgowanymi fakturami kosztowymi, sposoby składania i przyjmowania zamówień – w tym np. via mail lub telefonicznie itp. Jeżeli całokształt działalności podatnika nie wzbudza podejrzeń i pozostaje zgodny z polskim prawem podatkowym oraz realiami rynkowymi, to równie trudno w zgodzie z zasadami logiki i z doświadczeniem życiowym zarzucić mu popełnienie przestępstwa skarbowego jedną wybraną transakcją lub serią transakcji nie różniących się niczym od reszty.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 274: „Czyli cena, jaką zapłaciliśmy za towar, była normalną ceną rynkową, przelew poszedł na konto widniejące na białej liście, a kontrahent został zweryfikowany w toku procedury bezpieczeństwa VAT, podobnie jak każdy inny podmiot, od którego kupowaliśmy towar w przeszłości. Możemy również porównać inne wspólne cechy transakcyjne, jak chociażby:
– podobne terminy płatności,
– zbliżone sposoby i warunki dostawy,
– wyjście towarów z tych samych magazynów,
– zgodność stanów magazynowych,
– dysponowanie pełną dokumentacją potwierdzającą przyjęcie towarów,
– i tym podobne okoliczności.
Jest to o tyle ważne, że jeśli całokształt działalności podatnika nie wzbudza podejrzeń i pozostaje zgodny z polskim prawem podatkowym oraz realiami rynkowymi, to trudno w zgodzie z zasadami logiki i z doświadczeniem życiowym zarzucić mu popełnienie przestępstwa skarbowego wybraną transakcją lub serią transakcji, nie różniących się niczym od reszty.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Warunkiem skuteczności tej linii obrony jest jednak dochowanie należytej staranności w zakresie prewencyjnej kontroli kontrahenta, którego dotyczą kwestionowane faktury. Zaniedbanie przeprowadzenia odpowiedniej weryfikacji jego osoby może w takim przypadku przynieść efekt odwrotny od zamierzonego – utwierdzić organ w przekonaniu, że podatnik musiał wiedzieć o nieuczciwości kontrahenta, skoro zwykle zachowywał w tym zakresie skrupulatność, a ten jeden raz zrobił wyjątek od reguły. Nie będzie również wytłumaczeniem przyznanie się, że zawsze rezygnujemy ze sprawdzania naszych dostawców…”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 374: „Jednak uwaga! Jeżeli transakcja, która jest podstawą zarzutów, rzeczywiście różniła się istotnie od innych transakcji przez nas przeprowadzonych, to mamy problem. Przykłady? Nie zastosowaliśmy procedury weryfikacyjnej dla tego konkretnego kontrahenta lub wyjątkowo przelaliśmy zapłatę na konto, które nie figuruje na białej liście. Jeśli więc już zdecydowaliśmy się na pewne działania prewencyjne, jak chociażby podstawowa checklista VAT, a stosujemy je wobec każdego nowego kontrahenta, a nie tylko w stosunku do niektórych. Dla porządku dodam, że tłumaczenie się na zasadzie „bo my to w sumie żadnych kontrahentów nie weryfikujemy” nie umniejszy bynajmniej naszej winy.”
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Na koniec należy powtórzyć co zrobić, gdy już zostaliśmy skutecznie uwikłani w oszustwo podatkowe i właśnie zdaliśmy sobie z tego sprawę. Otóż, nie warto wierzyć, że solidarność ze sprawcami przestępstwa skarbowego zwiększy nasze szanse na uniknięcie kary. Jedyne co można w takiej sytuacji zrobić by ochronić swoją wolność i swój majątek, to zawiadomienie organów ścigania. Nie pogorszysz tym swojej sytuacji a wykażesz dobrą wolę i znacznie utrudnisz próbę obciążenia Cię świadomym współsprawstwem przestępstwa. […] Zważywszy, że ktoś chciał wykorzystać nas do dokonania zwykle wielomilionowych oszustwa podatkowych, to nie należy liczyć na jego lojalność, zwłaszcza gdy obciążając nas może odnieść dalsze wymierne korzyści. W praktyce zdarzają się takie przypadki i są one wkalkulowane w przestępczy „biznesplan” przewidujący maksymalne wykorzystanie uwikłanego przedsiębiorcy.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 374-375: „Zawiadamiamy organy skarbowe o wykrytym oszustwie. Ten punkt będzie dla niektórych dość kontrowersyjny, ale napiszę to wprost: w sprawach związanych z nieświadomym uwikłaniem w karuzelę, dla własnego dobra lepiej iść na współpracę ze skarbówką, „wystawiając” tym samym naszego kontrahenta. […] W takiej sytuacji nie należy wierzyć, że solidarność z osobami, które „wkręciły” nas w karuzelę, pozwoli nam uniknąć odpowiedzialności. Nie ma też co liczyć na lojalność takich osób, gdyż one doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje spotkają nas już po wykryciu karuzeli – dla nich byliśmy potrzebni jako „jelenie na odstrzał”, na których swoją uwagę skupi skarbówka (szczególnie pod kątem konfiskaty majątku). Tak więc najlepszym wyjściem z takiej trudnej sytuacji będzie zawiadomienie organów ścigania – i to nie jest „konfidenctwo”, lecz dbanie o własny interes w sytuacji, gdy ktoś z pełną premedytacją wykorzystał nas i narobił nam kłopotów, odnosząc z tego tytułu korzyść finansową. Co ważne, pójście na współpracę nie pogorszy naszej sytuacji, a może wręcz utrudnić postawienie nam zarzutu świadomego współsprawstwa przestępstwa.”
K. TURALIŃSKI – PODATEK VAT, OSZUSTWA PODATKOWE… s. 549: „W tym zakresie zarzuty przyjęcia korzyści majątkowej, prania brudnych pieniędzy lub niedopełnienia obowiązków służbowych postawiono m.in.: byłemu prezesowi katowickiego Urzędu Kontroli Skarbowej, naczelnikowi II Urzędu Skarbowego w Częstochowie, zastępcy dyrektora Izby Skarbowej, pracownikowi Urzędu Kontroli Skarbowej w Częstochowie, oficerowi Wydziału Wywiadu Kryminalnego zachodniopomorskiej Komendy Wojewódzkiej Policji, […] komendantowi powiatowemu Policji w Sztumie, doradcy prawnemu klubu parlamentarnego Samoobrony RP mec. Andrzejowi D., posłowi i samozwańczemu prywatnemu detektywowi Krzysztofowi R. oraz wielu innym urzędnikom i funkcjonariuszom rożnych służb umundurowanych.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 51: „Pewne światło na to zagadnienie rzuca chociażby sprawa jednej z grup paliwowych, przy okazji, której w 2012 i 2013 skazany został słynny detektyw Krzysztof R. (tak, ten), oskarżony o pranie pieniędzy. Wśród osób, którym postawiono wtedy zarzuty, przewijały się między innymi:
– prezes katowickiego Urzędu Kontroli Skarbowej,
– naczelnik II Urzędu Skarbowego w Częstochowie,
– zastępca dyrektora Izby Skarbowej,
– oficer Wydziału Wywiadu Kryminalnego zachodniopomorskiej Komendy Wojewódzkiej Policji,
– komendant powiatowy Policji w Sztumie,
– mec. Andrzej D., doradca prawny klubu Samoobrony RP… itp., itd.”
UWAGA: akapit zawiera istotny błąd merytoryczny powodowany najpewniej bezrefleksyjnym przekopiowaniem treści wyjętej z kontekstu i zastosowaniem przy tym niepasującego quasi-synonimu. Otóż, wymienione osoby nie należały wbrew twierdzeniom „autora” do jednej grupy paliwowej, a do różnych, działających na terenie całej Polski, grup przestępczych. Wymieniłem je razem w jednym akapicie mojej książki jako osoby powiązane z szeroko rozumianą polską strukturą paliwową (przestępczością paliwową), absolutnie nie z jedną grupą przestępczą, co musiało umknąć przy kopiowaniu treści. Niestety, aby na pierwszy rzut oka wychwycić ten niuans nie można po prostu kopiować akapitów – trzeba tak jak ja przez wiele lat śledzić całą historię działalności przestępczej poszczególnych osób i wtedy od razu kojarzy się kto co robił i kto z kim działał.
Uwagę zwraca też przyjęte przeze mnie pomijanie imion i pierwszych liter nazwisk wybranych osób podejrzanych, za wyjątkiem mec. Andrzeja D. i jak to wyraźnie określiłem samozwańczego detektywa Krzysztofa R., który nawiasem mówiąc nie miał i nie ma licencji, a więc nigdy nie był detektywem – co Maciej Binkowski również pominął, określając go mianem detektywa. Nie jest statystycznie prawdopodobne, by nie kopiując ślepo treści z mojej książki wybrać akurat tych samych przykładowych podejrzanych urzędników (pominięto jedynie trzech mniej istotnych, występujących w mojej książce pod rząd – tu zastąpionych przez „itp itd”), ułożyć ich w tej samej kolejności i identycznie jak ja określić z imienia i inicjału nazwiska jedynie dwóch z nich, a także użyć mało popularnego określenia „zachodniopomorska Komenda…” zamiast wiodącego: „Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie”.
K. TURALIŃSKI – PODATEK VAT, OSZUSTWA PODATKOWE… s. 550-551: „Uprawnieni do ulgi dokonywali fikcyjnych zakupów paliwa, w zamian za co otrzymywali prowizję rzędu 20-30 groszy od każdego ujętego na fakturach litra. Tygodniowe zamówienia sięgały u jednostkowych odbiorców do 60 tys. litrów oleju, co stanowiło odpowiednik dwóch cystern i drastycznie przekraczało realne zapotrzebowanie nawet intensywnie eksploatowanego kutra, w przypadku mniejszych jednostek spalającego przeciętnie 15-30 litrów paliwa na godzinę, a większych 20-metrowych około 50 litrów. Zakupy firmowali także rybacy, których kutry już od lat stały rozmontowane na lądzie.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 53-54: „Bywały przypadki, że tygodniowo na jeden kuter mogły przypadać 2 cysterny paliwa o łącznej pojemności 60 tys. litrów oleju. […] Ba, według innych szacunków kutry o długości ponad 20 metrów miały spalać po 50 litrów oleju / 1h, a mniejsze jednostki po 20-30 litrów, więc różnice mogły być tutaj nawet bardziej drastyczne. […] Warto dodać również, że nie zawsze trzeba było posiadać sprawny kuter, aby móc kupować na niego tańszy olej! Przestępcy do swej działalności wykorzystywali bowiem jednostki, które już od lat stały rozmontowane na lądzie […]”
K. TURALIŃSKI – PODATEK VAT, OSZUSTWA PODATKOWE… s. 552-553: „Jak wykazało prokuratorskie śledztwo, treść rozporządzenia normującego preferencyjne opodatkowanie oleju żeglugowego powstała w biurze szczecińskiej spółki paliwowej. Owy akt prawny nadawał uprawnienie do sprzedaży bezakcyzowej wyłącznie spółkom PKN Orlen, Porta Baltic Service, Ship-Service oraz szczecińskiej BGM. Według prokuratora krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej Marka Wełny „wyniki badań biegłych informatyków (badano m.in. twarde dyski komputerów firmy BGM) są jednoznaczne – projekt rozporządzenia powstał w biurze BGM. Pliki tekstowe stworzone w Szczecinie znalazły się później w ministerialnym rozporządzeniu”. Trudno z perspektywy czasu ustalić, czy liczne błędy popełniane w toku procesu prawodawczego regulującego branżę paliwową oraz wieloletni brak nowelizacji przepisów niedostosowanych do praktyki rynkowej i stosowanych masowo metod oszustw wynikały z korupcji oraz nielegalnego lobbingu, czy tylko z prozaicznej beztroski kolejnych rządów.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ VAT? s. 54: „Kończąc niejako wątek kutrów warto wspomnieć, że treść rozporządzenia dotyczącego preferencyjnego opodatkowania oleju żeglugowego powstała w… biurze szczecińskiej spółki paliwowej BGM. Tak przynajmniej twierdził prokurator w oparciu o wyniki badań plików, przeprowadzonych przez biegłych informatyków. Czy był tam jakiś lobbing i korupcja, czy nie było, tego już się niestety nie dowiemy.”
Już pobieżne przejrzenie i porównanie losowych fragmentów książki pt. JAK KRAŚĆ VAT Macieja Binkowskiego wystarczy, by nikt nie miał wątpliwości, że omawiana książka plagiatuje nie tylko mój tytuł, ale też moje treści i to z kilku napisanych przeze mnie utworów.
UWAGI DO CAŁEJ KSIĄŻKI: poza treściami mniej lub dokładniej skopiowanymi (splagiatowanymi), książka M. Binkowskiego posiłkuje się opisaną przeze mnie m.in. w książce PODATEK VAT – OSZUSTWA PODATKOWE… i książką JAK KRAŚĆ? problematyką przestępczości skarbowej, tj. charakterystyką podatku VAT w Polsce i w Unii Europejskiej, schematami oszustw karuzelowych, porusza dokładnie te same zagadnienia (mafia paliwowa, handel złomem, handel biokomponentami, włoskie karuzele VOIP-owskie itp.). Zważywszy na wysoki stopień splagiatowania wielu treści i wydanie publikacji pod moim tytułem założyć trzeba, że również pozostała część merytoryczna książki została w (zbyt) dużej mierze oparta na celowych podobieństwach do moich publikacji. Przepisanie ich własnymi parafrazami, czy też dla niepoznaki rozbudowanie niektórych wątków o nowe ciekawostki nie czyni skopiowania mojego produktu legalnym.
Maciej Binkowski posługuje się np. tym samym niszowym (w zasadzie nie cytowanym nigdzie) orzecznictwem (zgadzają się nawet kropki i identycznie co do słowa wyselekcjonowany fragment z dużego uzasadnienia wyroku, czyli takie dokładnie zapożyczenie, którego nigdzie indziej nie znajdziemy), tymi samymi casusami, które w części wzbogaca o dodatkowe szczegóły itp. Maciej Binkowski nie powielił mojego wysiłku intelektualnego, on go zagarnął i często bezrefleksyjnie się nim posłużył do skonstruowania książki bliźniaczej, pozorującej moje dotychczasowe utwory i jedynie „upraszczającej” moje słowa. Nie opracował też własnej koncepcji zagadnienia. Orzecznictwo sądowe nie uznaje tego za oryginalny utwór, z uwagi na brak wkładu twórczego, tzw. „iskry bożej”, a zaledwie powielanie cudzej treści i formy. Przekopiowanie tytułu, tematyki, zagadnień, charakterystycznej stylistyki, casusów, orzecznictwa, a w końcu całych fragmentów cudzych rozdziałów nie pozostawia wątpliwości – książka to plagiat. Co w niej jest poza tym?
Rozpychacze treści to wywiady, dość „kontrowersyjne”, prócz których M. Binkowski dodaje kilka ciekawych analiz zachodnich karuzel vatowskich, lecz stanowią one mniejszość. Gdyby wydał książkę z samymi analizami karuzel, to byłaby to być może ciekawa pozycja, ale z w/w przyczyn niestety nie jest. W ZWIĄZKU Z POWYŻSZYM UWAŻAM KSIĄŻKĘ „JAK KRAŚĆ VAT” ZA PLAGIAT ZBUDOWANY M.IN. Z PARU MOICH KSIĄŻEK I Z MOJEGO AUTORSKIEGO SZKOLENIA E-LEARNINGOWEGO.
A teraz przejdźmy do drugiej pozycji.
2. ANALIZA PORÓWNAWCZA WYBRANYCH FRAGMENTÓW KSIĄŻKI M. BINKOWSKIEGO pt. „JAK KRAŚĆ” (podtytuł „w białym kołnierzyku”) z utworami Kazimierza Turalińskiego:
K. TURALIŃSKI – SZKOLENIE E-LEARNINGOWE: „Niepokój wzbudzać powinien spadek poniżej 1,5, w szczególności przejawiający tendencję pikującą w kolejnych okresach. Wartość w granicach lub poniżej 1,0 ukazuje problemy z bieżącymi rozliczeniami, w tym pociągające za sobą bezpośrednie ryzyko bankructwa. Analiza wskaźnikowa jest w praktyce marginalizowana, nie przejmują się nią zbytnio nawet urzędy państwowe podpisujące strategiczne kontrakty, np. wartą 756,05 miliona zł umowę na budowę autostrady A2 na mistrzostwa Euro 2012. Jak wynikało z raportu półrocznego, wskaźnik bieżącej płynności finansowej spółki akcyjnej Dolnośląskie Surowce Skalne wynosił wtedy jedynie 0,42, zamiast co najmniej 1,5. Pomimo tego kontrakt podpisano, a ówczesny minister transportu Sławomir Nowak zapewniał: „Nie ma ryzyka upadłości spółki DSS. […] Sprawdzamy ich płynność na bieżąco”. Zaraz potem DSS zbankrutowała z zadłużeniem w wysokości 745 milionów zł. Autostrady nie zbudowała.”.
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 242: „Przykładowo kontrakt na budowę autostrady na Euro 2012, podpisany swego czasu ze spółką Dolnośląskie Surowce Skalne (DSS). Wartość tego kontraktu wynosiła ponad 756 milionów PLN, a tymczasem spółka DSS miała w momencie podpisania umowy wskaźnik bieżącej płynności finansowej na poziomie 0,42, choć wskazana byłaby tutaj wartość na poziomie 1,5. Mimo tego kontrakt i tak podpisano, a ówczesny minister transportu Sławomir Nowak zapewniał oficjalnie, że nie ma ryzyka upadłości DSS. Niestety, spółka finalnie jednak upadła, pozostawiając za sobą długi w wysokości 745 milionów PLN.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 107-108: „Co może stanowić powód naliczenia kary umownej? Podstawa to wspomniane już opóźnienie względem harmonogramu prac, ale nie zawsze nieuczciwi kontrahenci cierpią na taki brak kreatywności. Najbardziej egzotycznym motywem był brak regularnego zamiatania placu budowy… w czasie, w którym wywrotki wciąż dowoziły na niego piasek w ilościach przemysłowych. […] Oszustwo polega w takim wypadku na tworzeniu tzw. „prawdy procesowej”, czyli na masowej produkcji dokumentów mających w przyszłym procesie sądowym potwierdzać zasadność nawet najbardziej absurdalnych roszczeń. W obu przytoczonych sprawach, i w setkach innych, generalny wykonawca przesyłał do podwykonawcy na bieżąco notatki, gdyż trudno nazwać je poważnymi pismami, w których między referowanymi wieloma faktycznymi wydarzeniami z życia budowy mimochodem nadmieniał, że daną kuriozalną okoliczność odnotował. Aby nie spłoszyć podwykonawcy zastrzeżenia te bywają ukrywane w gąszczu innych informacji, tak aby nie wydały się w ogóle godne jakiejkolwiek uwagi. I tak kilka razy przypominano np. o nieszczęsnym braku zamiatania stert piachu, czego żaden racjonalny budowlaniec nie mógł nawet przez chwilę traktować poważnie. I nie traktował, aż do dnia zakończenia prac i ostatecznych rozliczeń, kiedy kwota wynikająca z faktury została okrojona o naliczoną zgodnie z taryfikatorem karę umowną…”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 212 i 222 „Przykład takiego pretekstu? Niedokładne, zdaniem developera, sprzątanie placu budowy, który w trakcie robót ciężko utrzymać w sterylnej czystości z dość oczywistych względów. […]
Schemat oszustw – kara umowna. Na początku rozdziału wspominałem o nałożeniu kary umownej na wykonawcę w związku z niedostateczną – według zamawiającego – dbałością o czystość placu budowy. Przykład może się na pierwszy rzut oka wydawać nieco śmieszny, jednak zaręczam, że wykonawcy do śmiechu wcale nie było. […] Zaczyna się więc często od fabrykowania dokumentacji – weźmy „na warsztat” wariant z generalnym wykonawcą oraz podwykonawcą. Generalny wykonawca wysyła podwykonawcy dużą ilość dokumentów zawierających szczegółowy opis czynności wykonywanych przez tego podwykonawcę na przestrzeni określonego czasu, na przykład tygodnia. W takim spisie znajduje się bardzo dużo informacji, których na ogół nikomu nie chce się czytać. A nawet jeśli ktoś to czyta, to znajdzie tam zastrzeżenia wyglądające na mało istotne. Takich uwag jest przykładowo jedna-dwie na kilkadziesiąt spisanych czynności. Cóż więc pomyśli sobie w takiej sytuacji przeciętny budowlaniec? Na przykład to: „a olać to, czepiają się bez sensu o jakieś pierdoły”. Nie zgłasza więc swoich zastrzeżeń odnośnie do takich wpisów, ewentualnie zgłasza zastrzeżenia co do najpoważniej wyglądających zarzutów, przy czym te są wyjaśniane. Niemiła niespodzianka czeka naszego budowlańca już na etapie finalnego rozliczenia, gdzie nagle okazuje się, że za takie „pierdoły” generalny wykonawca naliczył mu grube tysiące złotych kar, które teraz chce odliczyć od faktury.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 109 – 110: „Prócz faktycznych opóźnień reżyserowane bywają także te wirtualne, istniejące tylko na papierze. Generalny wykonawca pozostawia wtedy podwykonawcy szeroką autonomię, a kierownik budowy, inżynierowie, inspektorzy i dyrektor rejonu przypominają nienarzucające się duchy. Gdy roboty mają się ku końcowi, kłopotem staje się ich formalne przekazanie. Uporczywe uchylanie się od obowiązku terminowego odbioru wykonanych prac rodzi wiele problemów zwłaszcza w przypadku robót zanikających, zasypywanych i ulegających zakryciu wskutek realizacji następnych etapów budowy. A że drogi zawsze przybierają konstrukcję warstwową, siłą rzeczy trudno niekiedy udowodnić kto odpowiadał za poszczególne elementy tego, co leży zakryte głęboko pod asfaltem. […] Aby utrudnić ocenę rzeczywistego zaawansowania prac, na plac budowy wprowadzany jest nowy podwykonawca, który ma „dokończyć” to, czego zaniechał jego poprzednik. W tym momencie następuje często miszmasz uniemożliwiający precyzyjne określenie, kto co zrobił i tym samym pierwszy, uczciwy, podwykonawca może zostać trwale pozbawiony możliwości udowodnienia, jaką część kontraktu wypełnił. Sprzyja temu wspomniane już zakrywanie następnymi warstwami, co wyklucza nawet proste oględziny.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 224: „Celowe opóźnianie momentu odbioru prac. Jeszcze inny „patent” polega na celowym opóźnianiu momentu odbioru prac. Może to stanowić duży problem, jeśli przykładowo mamy do czynienia z tak zwanymi robotami ulegającymi zakryciu. Są to prace, które po wykonaniu kolejnych robót przestają być widoczne, jak na przykład zbrojenie konstrukcji zostanie zakryte po jej zabetonowaniu lub malowanie rur po zamontowaniu instalacji termicznej. Mamy więc firmę A, która wykonuje takie roboty ulegające zakryciu, oraz firmę B, która wykonuje następny etap powodujący zakrycie. Firma A nie ma jeszcze zrobionego odbioru prac, a firma B już wykonała swoją robotę i zakryła prace wykonane przez firmę A. W takiej sytuacji firmie A może być trudno udowodnić, że wykonała pracę zgodnie ze sztuką. Wykonawca B z kolei tłumaczy się szumem informacyjnym, to znaczy tym, że zgodnie z jego wiedzą firma A otrzymała wcześniej odbiór.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 109: „Inna metoda reżyserowania opóźnień to prace dodatkowe. Podwykonawcy powierza się wykonanie czynności nieuwzględnionych w specyfikacji zamówienia, za co otrzymać ma on dodatkowe wynagrodzenie. Z uwagi na ich priorytetowy charakter wprost informuje się o odsunięciu w czasie tych wynikających z łączącego strony kontraktu. Po tych zapewnieniach również nie pozostaje żaden ślad na piśmie, a czas poświęcony w innym miejscu, nieubłaganie zmniejsza prawdopodobieństwo dotrzymania harmonogramu.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 236 – 237: „Tak więc generalny wykonawca lub inwestor proponuje wykonanie prac dodatkowych, za które wykonawca ma otrzymać osobne wynagrodzenie. Te dodatkowe prace określane są jako pilne, więc zleceniodawca naciska na jak najszybszą ich realizację kosztem odsunięcia w czasie w czasie realizacji prac wchodzących w skład pierwotnego kontraktu. Jak się zapewne domyślacie, także tutaj nie ma w pierwotnym kontrakcie zmian pisemnych odnośnie do przesunięcia terminu. No i podwykonawca już się cieszy, że zarobił dodatkowe pieniądze, aż tu nagle niespodzianka: kary umowne za niedotrzymanie terminu pierwotnego kontraktu.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 342 (wyliczanie okoliczności wzbudzających uzasadnione podejrzenie niewiarygodności kontrahenta): „Brak złożenia ostatnich sprawozdań finansowych, uniemożliwiający zapoznanie się ze stanem finansów spółki. […]
Nieklarowna struktura akcjonariatu utrudniająca prognozowanie przyszłej polityki działania podmiotu (spółki off-shore, akcjonariat rozproszony, własność nieznanych osób fizycznych lub spółek o niskim kapitale zakładowym itp.). […]
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 260: „Nieskładanie sprawozdań finansowych. Jeśli jakaś spółka istnieje już na tyle długo, że powinna złożyć sprawozdanie finansowe, a pomimo tego żadnego sprawozdania nie złożyła, to zdecydowanie powinno wzbudzić naszą czujność. […]
Mało przejrzysta struktura właścicielska. W przypadku większych kontraktów możemy się zetknąć z podmiotami, których udziałowcami lub akcjonariuszami są spółki offshore, ewentualnie zarejestrowane w takich krajach jak Cypr, gdzie trudno zidentyfikować beneficjenta rzeczywistego. Podobnie z rezerwą należy podchodzić do wspomnianych już spółek komandytowych, gdzie jako komplementariusza mamy nieznaną spółkę z o.o. z minimalnym kapitałem zakładowym.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 341: „Niski kapitał zakładowy – brak dostatecznego do skali realizowanych inwestycji kapitału, w tym oprócz kapitału zakładowego również innego kapitału własnego (m.in. zapasowego, niepodzielonego zysku z lat ubiegłych) oznacza konieczność wyższej wartości zewnętrznego finansowania, co zwiększa ryzyko utraty płynności finansowej lub planowego powołania spółki niskim kosztem pod upadłość.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 260: „Minimalny kapitał zakładowy. Tutaj należy zwrócić uwagę nie tylko na kapitał zakładowy, ale również, o ile to możliwe, chociażby na takie rzeczy jak kapitały własne oraz to, czy spółka odnotowuje wzrost obrotów w porównaniu do poprzednich okresów, czy też może widać „zwijanie się” działalności, czyli coraz niższe obroty, niekiedy w konfiguracji ze wzrostem poziomu zadłużenia.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 341 – 342: „„Świeży” KRS lub CEIDG – szczególnie podejrzany, jeśli podmiot nie jest spółką celową jawnie powołaną przez duże przedsiębiorstwo budowlane (zazwyczaj developerskie) pod realizację konkretnej inwestycji. […] Brak rozpoznawalności kadry zarządzającej, w zależności od skali działania przedsiębiorstwa – na rynku lokalnym lub krajowym.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 261: „Spółka istnieje od niedawna lub też niedawno zmieniła udziałowców. Wyjątkiem od tej reguły mogą być spółki celowe zakładane przez dużych developerów, które mają w swych zarządach osoby znane z branży (na przykład wiceprezes renomowanej firmy developerskiej Alfa zostaje prezesem w spółce celowej Beta, której głównym udziałowcem jest Alfa). Jednak jeżeli mamy konfigurację nowa spółka + osoby nieznane w branży zasiadające w jej zarządzie, to nie wróży nic dobrego.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 343: „Niski wskaźnik bieżącej płynności finansowej (current ratio) poniżej 1,5 lub w kolejnych okresach konsekwentnie spadająca jego wartość. Wartość oscylująca w granicach lub poniżej 1,0 wskazuje na już istniejące problemy z bieżącymi rozliczeniami i bezpośrednie zagrożenie bankructwem.
Wysoki wskaźnik zadłużenia ogólnego (debt ratio) przekraczający dla ogółu branż wartość 0,67 (67% udziału zobowiązań – kapitałów obcych – w finansowaniu majątku podmiotu), oznacza zazwyczaj nadmierne ryzyko kredytowe, w tym w zakresie udzielania kredytu kupieckiego obejmującego niezaliczkowane wykonywanie usług budowlanych własnymi materiałami budowlanymi.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 261: „Złe wskaźniki finansowe. Pierwszy z nich to wskaźnik bieżącej płynności finansowej current ratio. Jeśli w kolejnych okresach bilansowych jego wartość spada lub / i obniży się do poziomu poniżej 1,5, to musimy mieć świadomość tego, że taka spółka może się szybko znaleźć w finansowych tarapatach. Current ratio poniżej wartości 1,0 oznacza już zaś realne ryzyko bankructwa. Kolejnym istotnym wskaźnikiem będzie wysoki wskaźnik zadłużenia ogólnego debt ratio. Poziom przekraczający 0,67 wskazuje na nadmierne ryzyko kredytowe, mogące skończyć się niewypłacalnością.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 342: „W ostatnim czasie upadłość innych spółek z tej samej grupy kapitałowej, z konsorcjum lub kręgu stale współpracujących ze sobą podmiotów gospodarczych.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 261: „Upadłość lub wysokie zadłużenie spółek należących do danej grupy. Chodzi o sytuację, w której jakieś konsorcjum lub grupa spółek, które ze sobą współdziałają (można to ustalić chociażby w drodze wywiadu gospodarczego). Jeśli któraś lub któreś z nich już wcześniej upadały w ciągu ostatniego roku – dwóch lat, to mamy już pewien wskaźnik ryzyka.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 342 i 341: „Brak odpowiedniego sprzętu budowlanego i wykwalifikowanej kadry, biznesplan oparty na pełnym posługiwaniu się podwykonawcami. […] Brak adresu innego niż wirtualne biuro lub użytkowanie małego, taniego lokalu w podrzędnej lokalizacji – nieodpowiadającego manifestowanej skali działalności przedsiębiorstwa. […] „Świeży” KRS lub CEIDG – szczególnie podejrzany, jeśli podmiot nie jest spółką celową jawnie powołaną przez duże przedsiębiorstwo budowlane (zazwyczaj developerskie) pod realizację konkretnej inwestycji.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 262: „Brak sprzętu budowlanego i wykwalifikowanej kadry. Do tego dodajmy biznesplan oparty o podwykonawców oraz siedzibę w wirtualnym biurze. Pewnym wyjątkiem mogą być tutaj spółki celowe, powiązane na przykład z renomowanym developerem, w których zarządzie zasiadają wiarygodne, znane w branży osoby.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 342: „Brak rozpoznawalności kadry zarządzającej, w zależności od skali działania przedsiębiorstwa – na rynku lokalnym lub krajowym. Postać kwalifikowana – powołanie do zarządu lub na udziałowców ludzi bardzo młodych w wieku studenckim lub maturalnym, czy niezwiązanych z branżą osób w wieku emerytalnym, obcokrajowców (zwłaszcza spoza Unii Europejskiej – dawne państwa ZSRR, Azja, Afryka, Ameryka Łacińska) albo osób widniejących w kilkudziesięciu podmiotach gospodarczych. […] Powołanie do zarządu osoby pełniącej wcześniej podobną funkcję w innym podmiocie, który zbankrutował, a w szczególności „wielokrotnego bankruta”.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 262: „Słupy w zarządzie. Mam tutaj na myśli sytuację, w której prezesem takiej spółki jest osoba nieznana w branży, a do tego często bardzo młoda (poniżej 25 lat) lub będąca już w wieku emerytalnym. Tak samo polecam zwrócić uwagę na osoby pochodzenia wschodniego (Ukraina, Białoruś, Gruzja, do niedawna Rosja). Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie stygmatyzuję nikogo z uwagi na wiek czy narodowość, ale faktem jest, że przestępcy często wykorzystują konkretne grupy do swych niecnych działań, nic na to nie poradzę. W innym wariancie może również zdarzyć się tak, że na przykład prezes zarządu już wcześniej „położył” jakąś inną spółkę bądź spółki z branży, co wiązało się z nieuregulowanie zobowiązań wobec wykonawców.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 341: „Brak wiedzy fachowej kadry zarządzającej (dostrzegany zwłaszcza w rozmowach), właściwej dla kategorii realizowanych robót budowlanych.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 262: „Osoby zarządzające spółką nie bardzo wiedzą, o czym mówią. Słupy rzadko dysponują fachową wiedzą z danej branży, tak było w przypadku karuzel VAT, gdzie prezes spółki handlującej stalą nie miał pojęcia, ile ton można załadować na ciężarówkę. Podobnie jest w budownictwie, gdzie rozmowa z prezesem spółki będącej na przykład generalnym wykonawcą prowadzi do wniosku, że nie ma on zbytniego pojęcia o branży i myli nawet podstawowe terminy.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 344: „Stwierdzone powiązania rodzinne lub towarzyskie albo kapitałowe z osobami lub podmiotami uwikłanymi w szeroko rozumianą działalność przestępczą.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 263: „Powiązania osób decyzyjnych z półświatkiem przestępczym.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 343 i 344: „Narzekania pracowników i podwykonawców na brak rozliczeń, rozliczenia nieterminowe, niepełne lub nakładanie nienależnych kar umownych, a także wprost – na oszustwa. […] Schodzenie z innych budów i zrywanie kontraktów, poza przypadkami jednoznacznie zawinionymi przez inwestorów.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 263: „Zła opinia w branży. Rzecz niby oczywista, ale warto o niej wspomnieć. Z całą pewnością powinniśmy więc zachować dużą dozę nieufności w sytuacji, gdy spółka będąca generalnym wykonawcą schodzi z innych placów budowy, w środowisku mówi się, że nie płaci podwykonawcom, a nawet sami jej pracownicy wspominają o niepłaceniu pensji.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 343 i 344: „Proponowanie umów sztucznie rozbijających roboty budowlane na wynajem sprzętu i kadry oraz dostawy materiałów budowlanych, choć faktyczny charakter prac kwalifikuje je do kategorii podwykonawstwa robót budowlanych. […] Ukrywanie pełnej dokumentacji budowlanej, oczekiwanie zawarcia umowy i akceptacji wysokości wynagrodzenia oraz terminów realizacji na podstawie pobieżnych opisów powierzanych robót lub niepełnej dokumentacji.”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 263: „Brak przejrzystości przy podpisywaniu kontraktu. Co kryje się pod tym pojęciem? Na przykład nakłanianie wykonawców do podpisania umów sztucznie „rozbijających” roboty budowlane chociażby na wynajem sprzętu czy dostawę materiałów budowlanych. Podobną nieufność powinny wzbudzić również kombinacje związane z utrudnianiem dostępu do pełnej dokumentacji pokazującej rzeczywisty zakres robót – zleceniodawca wręcz naciska na podpisanie umów w oparciu o przedstawioną niekompletną dokumentację.”
K. TURALIŃSKI – PRZESTĘPSTWA W BUDOWNICTWIE s. 79: „„Tort” afery autostradowej i geneza developerska. Realizacja największego w historii Polski programu budowy dróg krajowych i autostrad przypadała na poprzedzające mistrzostwa Europy w piłce nożnej „Euro 2012” lata 2008 – 2012. W tym czasie z Krajowego Funduszu Drogowego oraz z budżetu państwa wydatkowano na zadania drogowe niespełna 100,1 miliarda zł, z czego najwięcej w roku 2011 (26,2 miliarda zł) i w 2012 (22,4 miliarda zł)…”
M. BINKOWSKI – JAK KRAŚĆ w białym kołnierzyku. s. 239: „W szczególnie jaskrawy sposób przejawiło się to w trakcie Program budowy dróg krajowych i autostrad na lata 2008 -2012 (to w ramach tego programu powstawały autostrady na Euro 2012), kiedy to z Krajowego Funduszu Drogowego, środków budżetu państwa oraz środków unijnych przeznaczono ponad 18 PLN na budowę dróg. W grze była więc ogromna suma, ogromny „tort” do podziału.”
UWAGA – tak, 18 złotych. Nie wiem, skąd taka kwota (nawet biorąc pod uwagę „obcięte” zera nie pasuje), ale chciałbym by za tyle można było wybudować chociażby drogę gminną.
KOMENTARZ DO OBU KSIĄŻEK M. BINKOWSKIEGO – siłą rzeczy niepełny, gdyż jedynie przejrzałem obie pozycje, nie miałem najmniejszej ochoty poświęcać zbyt dużo swojego cennego czasu na lekturę plagiatu, a nawet z tego co na szybko wpadło mi w oko nie zdołałbym tutaj wszystkiego „wycytować”.
Plagiat ogólnie przybrał formę wulgaryzacji treści moich utworów – jeśli w jakimś akapicie użyłem „trudnego” słowa, to Maciej Binkowski użył jego synonimu, aby każdy zrozumiał ;)
Książki Macieja Binkowskiego NIE SĄ OZNAKOWANE JEGO NAZWISKIEM – nie widnieje ono ani na grzbiecie, ani nawet przy biogramie autora na ostatniej stronie okładki, który jest ogólny i opisuje działalność zawodową zbieżną z dotychczasową ścieżką zawodową Kazimierza Turalińskiego (wywiad gospodarczy, detektywistyka, dziennikarstwo śledcze, specjalista w zakresie przestępczości gospodarczej). Na pierwszych stronach wsadu brak nazwiska autora, również wstęp podpisany jest niejedynie słowem „Autor”. Na okładkach imię i nazwisko „Maciej Binkowski” jest zamieszczone nieczytelną czcionką o WIELKOŚCI 2 MILIMETRÓW (druga książka) i 3 MILIMETRÓW (pierwsza), nie jest ono wyeksponowane w zwyczajowo przyjęty sposób, ale zamieszczone pod sentencją pozorującą „opinię” na temat książki, co sugeruje tożsamość nie autora, a cytowanego recenzenta. Czcionka tytułu jest odpowiednio 20 i 13 razy większa, w związku z czym Czytelnik nie ma możliwości rozpoznania, iż produkt nie jest kontynuacją bestsellera autorstwa Kazimierza Turalińskiego, który jest jednoznacznie z nazwą „JAK KRAŚĆ” kojarzony. Dlaczego „autor” WSTYDZI SIĘ SWOJEGO NAZWISKA? Ma ktoś jakiś pomysł? ;) W 2021 roku, przed premierą książki „JAK KRAŚĆ VAT”, spółka Białe Kołnierzyki rozesłała w postaci mailingu i opublikowała na swoich profilach w mediach społecznościowych informację o nawiązaniu współpracy z „ekspertem od spraw bezpieczeństwa i wywiadu gospodarczego” Kazimierzem Turalińskim… KAŻDY BEZ TRUDU SAM MOŻE WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI Z TYCH FAKTÓW, A TE NARZUCAJĄ SIĘ SAME. Otrzymuję mnóstwo wiadomości od moich Czytelników, którzy myśleli, że książki „Białych Kołnierzyków” to zapowiadana przeze mnie kontynuacja „JAK KRAŚĆ?”
Książki zawierają wiele błędów merytorycznych, co wskazuje na bezrefleksyjne kopiowanie nie do końca zrozumianych treści, przykłady z mafią paliwową czy pomylenie oddalenia wniosku dowodowego z odrzuceniem (niewyobrażalne u praktyka, tak jak pomylenie gołąbków z kapustą i gołąbka na dachu) to tylko drobna część z nich. Razi złe zrozumienie np. bardzo ważnego terminu podwójna księgowość, z czym „autor” pomylił multiplikowanie faktur (podwójna księgowość to przede wszystkim tworzenie różnych kompletów ksiąg z odmiennymi w nich zapisami, a tu z wyjaśnień M. Binkowskiego wynika, że jest to powielanie pojedynczych faktur).
Razi też brak konsekwencji i precyzji co do unormowań prawnych, np. na s. 340 książki Binkowskiego o VAT dowiadujemy się, że sprawcy przestępstwa skarbowego z art. 56 par. 1 k.k.s. grozi kara do 720 stawek dziennych. Przemilcza on jednak, że prócz grzywny również grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Grzywna jest ważniejsza od wieloletniego więzienia? Przemilczano w mojej ocenie to, co jest istotniejsze. W tym samym akapicie zapisał z kolei, że za udział w karuzeli VAT grozi do 8 lat więzienia, ale nie wyjaśnił już, że nie z przytoczonego w tym samym akapicie art. 56 Kodeksu karnego skarbowego, a z art. 271a lub art. 270a Kodeksu karnego, czyli zupełnie innej ustawy i nie jest to w ogóle przestępstwo skarbowe, a sam czyn nie dotyczy typowo karuzel vatowskich, lecz szeroko rozumianego fałszowania faktur, także jednoosobowego. To samo dotyczy tzw. zbrodni vatowskiej ( art. 277a k.k.). W innych miejscach publikacji mamy podobne pomyłki w wymiarze kar, np. w drugiej książce na str. 380 – zamiast do 6 lat więzienia znaleźć się powinno do 8 lat. I nie, nie mówmy tu o przypadku ani zmianie sankcji karnej – przepisy w tym zakresie nie uległy w międzyczasie żadnej zmianie. Opracowanie książkowe przygotowane przez prawnika, którym M. Binkowski jest, powinno być od takich błędów wolne. Prawnik udzielający nawet darmowej porady nie może wprowadzać ludzi w błąd, a tym bardziej za pieniądze.
Jak trafnie zwróciła mi uwagę jedna z „naszych” wspólnych Czytelniczek (profesjonalna księgowa), myli on również pojęcia z zakresu rachunkowości. Np. uważa, że istnieje coś takiego jak „międzyokresowe przychody” (s. 526 drugiej książki), tymczasem są jedynie rozliczenia międzyokresowe przychodów (niby podobne, ale taki „skrót myślowy” ujawnia, że ktoś kompletnie nie rozumie tego, o czym pisze i raczej posiłkuje się – nieujawnionymi – źle zredagowanymi źródłami, a nie własnym doświadczeniem i wiedzą fachową). Trudno też zrozumieć „co autor miał na myśli” przy technice big bath (s. 524), o której enigmatycznie wspomina, jakoby polegała na „wykazaniu [w sprawozdaniu finansowym] zysków niższych niż w rzeczywistości”, po czym napisał o… 100 milionach zł straty zamiast 30 milionów straty. To nie ma nic wspólnego z „niższym zyskiem”, gdyż w tym przykładzie w ogóle go nie ma. A jak się taką big bath przeprowadza? Czytelnik się tego nie dowie, a to przecież najważniejsze. Otóż, jest to metoda tzw. zawyżonego odpisu (sztucznego zwiększenia rezerw, które w kolejnych latach są np. rozwiązywane generując plus lub pochłaniają ponoszone koszty). Wiedza ta bywa pomocna w wywiadzie gospodarczym, gdyż bardzo łatwo big bath rozpoznać porównując bilanse weryfikowanej spółki z dwóch kolejnych lat. I dalej, trudno uznać podane za przykład income smoothing „przyspieszenie sprzedaży jakiegoś cennego aktywa” za element „kreatywnej księgowości” (taki tytuł podrozdziału) – to po prostu sprzedaż w optymalnym dla przedsiębiorcy czasie, a nie sztuczne manipulowanie momentem ujmowania przychodów w księgach. Na takie sprawy można przymykać oko w przypadku tzw. książek reporterskich, ale nie literatury fachowej, która na marginesie jest 4 razy droższa i wymagamy od niej konkretnej wiedzy.
Poza tym co już wiemy, czyli zapożyczonymi ode mnie treściami i dość dziwnym sposobem rozumienia spraw podatkowych, M. Binkowski zapełnia stronice przede wszystkim wywiadami – co trzeba podkreślić, dla mnie raczej „kontrowersyjnymi”. Otóż, może w Inowrocławiu popełnia się przestępstwa inaczej niż w całej Polsce, ale dla mnie tamtejsze opowieści brzmiały niewiarygodnie, jakby to opowiadał nie praktyk – gangster, ale przechwalający się przy piwie kolega, co to szwagier kuzyna jego sąsiada… Oczywiście to tylko moja opinia. Poza tym, są one miejscami kompletnie nie na temat. Dowiadujemy się z nich np. o tym, jak… VAT-sterzy podrywają dziewczyny i uprawiają z nimi seks po kokainie. Zagadnieniom życia seksualnego i relacjom z kobietami poświęcono cały oddzielny rozdział. Co to ma wspólnego z metodologią przestępstw skarbowych? Nie wiem, dla mnie ma raczej z „kobietami mafii” Masy i w publikacji prawno-ekonomicznej nie powinno mieć to miejsca. Wstyd mi, że z takimi bzdurami wiązany jest teraz tytuł mojego „dziecka”, czyli mojej książki „JAK KRAŚĆ”. W innym rozdziale dowiadujemy się, że najwyraźniej według autora „białym kołnierzykiem” jest też kasjerka w sklepie z odzieżą, która okrada pracodawcę wynosząc na sobie kilka par nowych majtek i kierowca ciężarówki kradnący skrzynię towaru… Naprawdę mi wstyd, uważam że tą „żenadą” sprofanowano coś dla mnie bardzo ważnego. Powtarzam – książki reporterskie z wywiadami są po 39 zł, a nie po 125 zł. W tej cenie jest literatura fachowa, która rozróżnia drobną kradzież kryminalną od wyrafinowanej przestępczości gospodarczej.
O czym warto jeszcze wspomnieć? Kolejnym przejawem niezwykłej zuchwałości tego człowieka jest pomawianie w drugiej książce adw. Romana Giertycha, któremu wprost zarzuca wyprowadzanie pieniędzy na słupów i „gratuluje” mu, że nadal przebywa on na wolności. To karygodne pomówienie, które przez użycie jednoznacznie kojarzonego ze mną tytułu konfliktuje mnie z otoczeniem pomawianego. Tym samym insynuacje pod jego adresem uderzają w moje dobra osobiste, gdyż nie jest tajemnicą, że Pan Maciej Binkowski pozostaje zaprzyjaźniony z rodziną Brejzów (młody Brejza to jedyny poseł PO, który przed laty protestował przeciwko premierowi Donaldowi Tuskowi i przypadkiem ten sam, który pomawiał mnie o wspieranie świata przestępczego właśnie splagiatowaną przez Binkowskiego książką pt. JAK KRAŚĆ?), a zarazem w swoich publikacjach mocno uderza w polityków opozycji. Absolutnie nie życzę sobie, aby moja twórczość była wykorzystywana do takiego celu.
I TERAZ CZAS NA BOMBĘ… W DRUGIEJ KSIĄŻCE MACIEJA BINKOWSKIEGO SĄ TEŻ DWA BARDZO CIEKAWE ROZDZIAŁY! Zdziwiłem się jednak niezmiernie, gdy czytając je odkryłem, że… to ja prowadziłem opisane tam sprawy przestępstw gospodarczych, w jednej tylko różniła się nazwa obcego kraju, choć przebieg wydarzeń i jego charakterystyczne szczegóły były w zasadzie identyczne. Niestety nie mogę (poza zamkniętą salą sądową) podać więcej faktów, gdyż z klientami zawsze wiąże mnie rygorystyczna klauzula poufności i żadne pieniądze ani „fejm” na grupach internetowych tego nie zmienią. Dziwne to i tajemnicze, że aż mam ochotę pół żartem, pół serio, zapytać: Panie Binkowski, czy Pan jest aż takim moim fanem? ;) Tropi mnie Pan? Podąża moimi śladami, niczym Melchior Wańkowicz za Smętkiem? Czy książki te nie powinny się nazywać „Przygody Kazimierza Turalińskiego”? Tak by bardziej pasowało. Oczywiście, może to być zupełny przypadek ;) tak jak przypadkowo książka nosi tytuł mojego bestsellera i w innych rozdziałach kopiuje fragmenty paru moich książek i szkolenia.
I na koniec słowo do Macieja Binkowskiego: kierowany życzliwością proponowałem Panu wyjście ze sprawy z honorem i po cichu, co Pana przerosło. Zamiast przeprosić i zmienić tytuły, na Pana profilu pojawiło się wyzywanie mojej osoby od „chuja” (wybaczcie wulgarność dosłownego cytatu) i inne inwektywy, a Pan groził mi pozwami i wyśmiewał moją osobę, podważał Pan też moją wiarygodność zawodową zarzucając mi nieznajomość prawa i rzekome ośmieszanie się czy bezprawne i bezpodstawne pomawianie Pana. Czy się opłaciło? Dziś gra Pan o karę pozbawienia wolności do lat 3 z art. 115 ust. 1 oraz do lat 5 z art. 116 ust. 1, 2 i 3 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (jeśli Sąd potwierdzi plagiat, a jak widać na załączonych przykładach nie będzie miał z tym najmniejszego trudu, to dodatkowo żegna się Pan z licencją detektywistyczną) i z art. 79 tejże ustawy o kwotę od kilkuset tys. zł do nawet 1.260.000 zł. Skąd taka maksymalna wartość? Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z dn. 5 listopada 2019 r. taką maksymalną kwotę możemy od Pana i solidarnie od Białych Kołnierzyków dochodzić (około 4000 sprzedanych książek x 160 zł cena mojej książki pomniejszona o wartość druku x 2 z tytułu naruszenia praw autorskich). Wartość roszczenia jest mocno dyskusyjna, gdyż tu plagiator naruszył prawa do aż 5 moich utworów, z których np. szkolenie kosztuje kilkaset zł, więc wyliczenie naruszonych wartości będzie dla Sądu wyzwaniem i w sumie zasądzone kwoty mogą być nawet znacznie wyższe od tego maksimum.
Co gorsza, w takich sprawach bezwzględnie orzeka się również usunięcie skutków naruszenia cudzych praw, więc fani Białych Kołnierzyków dowiedzą się i to od Pana, że jest Pan plagiatorem cudzej własności intelektualnej, a nie twórcą i ekspertem. Nie nauczył się Pan „Jak kraść”, bo tak amatorsko na „rympał” by Pan wtedy nie działał. Przykre, że wyzyskał Pan niewiedzę swoich Czytelników sprzedając im cudzą wiedzę i doświadczenie jako swoje, oni zasłużyli na prawdę. Kropką nad „i” jest zniszczenie pozostałych egzemplarzy dotąd niesprzedanych książek. I to jest dla plagiatora happy end.
Cóż, bardziej opłacało się Panu Maciejowi Binkowskiemu przystać na rezygnację z tytułu. Po cichu sprzedałyby się plagiaty pod inną nazwą. Nie wiem jak bardzo trzeba być rozzuchwalonym i czuć się nietykalnym, by mając tyle za uszami nie przeprosić, ale jeszcze mnie próbować zastraszyć zapowiedzią pozwów. Pechowo ja nie zwykłem udawać, że deszcz pada, gdy ktoś w tak bezczelny sposób pluje mi w twarz. Takim ludziom nie odpuszczam. Dziś koszty (wizerunkowe, moralne, prawne i finansowe) są dużo większe, a ja z propozycją ugody już nie wychodzę przed szereg. Nie spodziewam się żadnej dobrej woli, więc jak rozumiem zamiast wysłuchać przeprosin i ugodowo zakończyć spór, idziemy ze sprawą i do prokuratury i do Sądu. Cały czas czekam też i liczę na ten obiecany przez Pana Binkowskiego pozew, za tego plagiatora ;) niestety się nie doczekałem… A szkoda, bo plagiat to czyn zabroniony ścigany z urzędu, a więc sam by tym na siebie doniósł…
Ciekawe, co na ten post powiedzą te „kancelarie prawne”, które miały zaręczać Maciejowi Binkowskiemu, że zarzucając mu plagiat w Sądzie tylko się ośmieszę…
Proponuję zmienić nazwę „Białe Kołnierzyki” na „lepkie łapki”. Przypomina mi to trochę sprawę „najmłodszego polskiego milionera” – kto chce nieuczciwie zdobyć „sławę” i pieniądze, ten później nie może się od niej „opędzić”.
Obraz Mohamed Hassan z Pixabay
Autor: Kazimierz Turaliński – polski dziennikarz śledczy, politolog, ekonomista, specjalista ds. windykacji i bezpieczeństwa gospodarczego. Autor książek o przestępczości zorganizowanej i służbach specjalnych. W 2016 roku pełnił funkcję eksperta Biura Analiz Sejmowych skierowanego do obsługi Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Odpowiadał m.in. za analizę kryminalną tej sprawy.
Specjalizuję się w materii bezpieczeństwa i wywiadu gospodarczego oraz w sprawach karnych – kryminalnych, gospodarczych i skarbowych. Swoją drogę z wykonywanym zawodem rozpocząłem studiując prawo, nauki polityczne oraz ekonomię w specjalizacji podatkowej. Przeszedłem szkolenia prowadzone przez specjalistów służb cywilnych i wojskowych: polskich, amerykańskich, izraelskich i rosyjskich. Posiadam należne „z urzędu” uprawnienia do licencji II stopnia ochrony osób i mienia. W międzyczasie pracuję nad rozprawą doktorską z zakresu prawa konstytucyjnego i karnego.
Z komercyjnym sektorem bezpieczeństwa gospodarczego jestem związany od 2000 roku. Od tego czasu zrealizowałem ponad 900 zleceń, w tym rozwiązywałem problemy osób z listy najbogatszych Polaków, spółek giełdowych oraz działaczy politycznych, a także nagłaśniałem sprawy bulwersujących zbrodni i afer gospodarczych. Nie zliczę, ile razy konfrontowałem się z zawodowymi oszustami, brutalnymi kryminalistami, czy działającymi na ich rzecz prawnikami oraz skorumpowanymi funkcjonariuszami. Organizowałem obsługę prawno-detektywistyczną oraz ochronę fizyczną w państwach takich jak Rosja, Ukraina, Włochy, Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pełniąc funkcje dyrektorskie zbudowałem w minionej dekadzie dwa duże piony realizacyjne w sieciach polskich kancelarii prawno-finansowych, a jako ekspert ds. karno-gospodarczych pełniłem funkcję partnera kancelarii JanSzed. Świadczyłem również usługi doradcze w sprawach przestępczości gospodarczej na rzecz komisji sejmowej w ramach działalności Biura Analiz Sejmowych. Następnie, wraz z moim zespołem zrzeszającym profesjonalistów z zakresu prawa karnego i cywilnego oraz detektywistyki, w większości składającym się z byłych oficerów służb państwowych, świadczyłem usługi na rzecz indywidualnych klientów, podmiotów gospodarczych, agencji detektywistycznych i kancelarii prawnych.
Jestem autorem ponad stu reportaży publikowanych w prasie polskiej, brytyjskiej i niemieckiej, autorskich programów szkoleniowych, szeregu publikacji książkowych z zakresu przestępczości zorganizowanej oraz aspektów prawno-ekonomicznych międzynarodowej przestępczości gospodarczej i bezpieczeństwa, a także podręczników branżowych. Część z nich zyskała uznanie uczelni wyższych i trafiła na listy literatury podstawowej studiów z zakresu detektywistyki, wywiadu gospodarczego oraz typologii przestępcówm.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, czy na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Miałem też zaszczyt poprowadzić prelekcje podczas polskich sympozjów globalnej organizacji Strategic and Competitive Intelligence Professionals – SCIP zrzeszającej międzynarodowych ekspertów ds. wywiadu konkurencyjnego. Od 2014 roku prowadzę wykłady na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie na kierunku studiów Strategiczny wywiad biznesowy. Wprowadzam studentów w tematykę „przestępstw gospodarczych” oraz „granic prawnych wywiadu biznesowego„, czyli prawa karnego i cywilnego. Od 2016 roku wykładam na tej samej uczelni zagadnienia „kontrwywiadu biznesowego” na kierunku Bezpieczeństwo biznesu, obejmujące metodykę ukrywania tajemnic przedsiębiorstwa i przeciwdziałania szpiegostwu przemysłowemu. We wcześniejszych latach miałem przyjemność również poprowadzić wykłady otwarte m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, Akademii Obrony Narodowej oraz w Szkole Głównej Handlowej. Zapraszam także na zamknięte szkolenia z zakresu bezpieczeństwa biznesu, organizowane przez ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o..
Aktualnie ograniczam świadczenie opisanych wyżej usług i koncentruję się na aktywności publicystycznej i dydaktycznej.
Zostaw komentarz