Byłem wcześniej bardzo zaangażowany we wsparcie przemian zachodzących na Ukrainie. Kierowałem się pamięcią o swojej Matce, która była prawdziwą ” kresową Siłaczką”, ucząc dzieci w większości rusińskie w Brodach i Pieniakach. Po latach, ze wzruszeniem spotykałem się z — żyjącymi w niewyobrażalnej nędzy, jej uczennicami i uczniami, którzy mówili z płaczem, iż czas ich nauki w szkole, w której — uczyła nasza Mama, był najszczęśliwszym okresem w ich życiu.
Potem przyszli Sowieci, następnie Niemcy… i ZSRR.
Uważałem, jako syn ich nauczycielki jestem im coś winien. Że los powierzył mi kontynuację Jej misji.
Intensywnie zaangażowałem się we wspieranie procesu pojednania. W różnej formie np. pomocy studentom studiujących język polski z uniwersytetu w Stanisławowie. Pomocy humanitarnej dla osób niepełnosprawnych, utworzenia przy szpitaliku w Mariampolu wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego, czy dostarczenie do Złoczowa aparatury diagnostycznej w postaci mobilnego cyfrowego aparatu RTG, aparatów USG i łóżek szpitalnych.
Jednak koronnym sposobem wsparcia przemian wtedy dokonujących się na Ukrainie miało być — zagospodarowanie, pozostawionej po upadku ZSRR w przygnębiającym odłogu — ziemi. Tysięcy hektarów, nieuprawianych od lat, przy jednocześnie dotkliwym braku żywności. Przyświecała mi przy tym myśl, że poprzez to gospodarowanie, symbolicznie, pokojowo z pożytkiem dla wszystkich powróci tam Polska. W postaci technologii, sprawności organizacyjnej, miejsc pracy no i korzyści z płaconych danin podatkowych na Samostijną Ukrainę.
Miałem dobry przykład, bo w Głubczycach na Opolszczyźnie 107 rolników z hrabstwa Norfolk z Wielkiej Brytanii utworzyło spółkę TOPFARMS i wydzierżawiło na 25 lat słynny kombinat rolny.
Zaproponowałem zatem jako znany w okolicy działacz RI ”Solidarność”, żeby również na Ukrainie — utworzyć spółkę polskich rolników i wydzierżawić od uwłaszczonych tamtejszych mieszkańców wsi ziemię, z którą nie bardzo wiedzieli co robić. Korzystając ze wcześniejszych kontaktów z tamtejszą władzą rejonową w Haliczu i przy jej entuzjastycznym wsparciu — wypatrzyłem piętnastotysięczny kompleks po byłym kołchozie ziemi położonej nad Dniestrem i rozpocząłem popularyzację wśród zamożniejszych rolników idei pokojowej ekspansji na Wschód. Udział w spółce miał być nie tylko kapitałowy, ale również w postaci niezbędnych do zagospodarowania maszyn rolniczych. Zainteresowanie nawet tą inicjatywą było spore.
Na Ukrainie ziemię można było dzierżawić na okres 25 lub 50 lat, przy czym dzierżawa na 50 lat była praktycznie niemożliwa. Nie tylko ja wpadłem na taki pomysł, bo mniej więcej w tym samym czasie prezydent Janukowycz podpisał z Chińczykami umowę dzierżawy 3 mln. hektarów, które miały zapewnić państwu środka, nękanego klęskami żywiołowymi, stałe i stabilne dostawy żywności. W zamian Chińczycy mieli wybudować strategiczne dla Ukrainy autostradowe połączenie Krymu z resztą kraju oraz most nad Cieśniną Kerczeńską.
Jednak po zmianie władzy — umowę anulowano, ziemię zaczęli wydzierżawiać tamtejsi oligarchowie. Chińczykom pozostało tylko domaganie się odszkodowania… Ten przykład spowodował, że jak nie pyszny z pomysłu gospodarowania na ziemi przodków – zrezygnowałem.
Obecnie na Ukrainie najlepsze grunty rolne znajdują się w rękach latyfundystów, którzy przejęli największe kołchozy i uczynili z nich małe imperia. Tak jak np. nieformalny lider tej grupy Juri Kostiuk. MHP — holding Kościuka jest największy producentem drobiu na Ukrainie (55 proc. rynku) i drugim w Europie. Holding ma 370 tysięcy ha żyznych ziem i produkuje własną energię z kurzych odchodów.
Zostaw komentarz