Moja mama to najwspanialsza osoba na świecie. Szkoda tylko, że nie potrafię Jej tego powiedzieć. Gdybym próbował, uznałaby, że sobie jaja robię. Jak to ja mam zresztą w zwyczaju. Nie potrafię czegoś tak na poważnie wyznać.

Mama mnie wychowała na jako takiego człowieka. Można było lepiej ale po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się. Poza tym ja byłem zasadniczo niewychowywalny i cud, że udało się mnie jako tako naprostować.

Mama obroniła mnie przed szkołą specjalną. Znaczy dla takich dzieci upośledzonych. Po niej najwyżej zawodówka. Nauczyciele w SP-5 w Cieszynie uznali, że jestem półdebilem i trzeba mnie przenieść do „specjalki”. Boże, jak ja się wtedy tego wystraszyłem. Mama mnie wtedy stamtąd zabrała i wylądowałem w szkole podstawowej w Dzięgielowie, na wsi 10 km od Cieszyna. Tam nauczyłem się porządnie mówić gwarą i chodzić po drzewach. I chuliganić się, za co na koniec szkoły, na świadectwie 8-klasisty widniała ocena nieodpowiednia.

Mama jednak nie robiła mi z tego powodu wyrzutów. Wysłała mnie na studia do Warszawy, na ATK. To był bardzo dobry wybór. Utrzymywała mnie przez pierwsze trzy lata. Tato wówczas orbitował na odległej galaktyce i tylko od czasu do czasu odbierałem sygnały świadczące o jego istnieniu. Sytuacja była skomplikowana jak cała historia naszej rodziny.

Dziękuję Ci Mamo!

P.S. Mama nie ma internetu, może ktoś jednak Jej to odczyta.