Bardzo trudno mi zrozumieć działanie naszego państwa w sędziowskich procesach strasburskich.
Sprawa wygląda tak: sędzia podpada Ziobrze i ma wszczynane sprawy dyscyplinarne, jest przesuwany, zawieszany itp.
W końcu sędzia ląduje ze swoją sprawą w Strasburgu i procesuje się z państwem (przy okazji pozdrawiam sędzię Manowską, która również się ze swoją sprawą w Strasburgu znalazła, ale – znając życie – to państwo będzie tu wyjątkowo wyrozumiałe i pewnie pójdzie z sędzią na ugodę).
Państwo wchodzi w proces, strony wymieniają pisma. Znaczy państwo walczy przed sądem w Strasburgu, ergo uznaje go za sąd władny do wydawania rozstrzygnięć w tych sprawach (skoro jest uczestnikiem procesu i nie odmawia wzięcia w nim udziału).
Sprawę z sędzią państwo przegrywa (nie słyszałem o sytuacji odwrotnej), a następnie… państwo odmawia wykonania wyroku – MSZ nie płaci zasądzonych sędziom kwot i sędziowie muszą iść ze swoimi orzeczeniami po klauzulę i do komornika, bo państwo takich wyroków nie uznaje.
Sąd, który taką klauzulę nada znowu naraża się partii. Komornik prowadzący egzekucję też.
W końcu nie wiadomo, czy my ten sąd w Strasburgu uznajemy, czy nie.
Państwo prawa według PiS.
Fot. Pixabay.com
Ty się lepiej wytłumacz, dlaczego nagle stałeś się antyPiS-owcem, jak ten cię kopnął w dupę, nieudaczniku. Jak byłeś w Moskwie, to PiS był OK?????