Kaczyński, mimo różnych masek przywdziewanych na różne okazje, jest w gruncie rzeczy, nacjonalistą stawiającym interes narodu ponad dobrem jednostki czy mniejszych grup społecznych. Pieprzenie o tym, że UE, Niemcy i Francja zabierają nam suwerenność i tożsamość, jest tylko potwierdzeniem jego przekonań.

Zacznę od osobistej dygresji.

Nacjonalizm dla mnie, to wrzód na dupie, którego jak najszybciej należy się pozbyć.

Jak powiedział #JPII w 1995 roku, w ONZ, „nacjonalizm w swych skrajnych formach jest zaprzeczeniem patriotyzmu”.

To schronienie dla wszelkiej maści szubrawców, którzy pod pretekstem obrony interesów narodowych, chcą przejąć władzę i zaprowadzić własne, totalitarne porządki.

A zaczyna się zawsze tak samo.

Pod różnymi szerokościami geograficznymi i w różnym czasie.

Pojawia się jakiś populistyczny krzykacz, który zaczyna powtarzać, że jakiś zewnętrzny lub wewnętrzny wróg, zabiera jakiemuś narodowi suwerenność i tożsamość.

Jeśli takowego, z przyczyn historycznych, nie ma, to go stwarza.
I zawsze znajduje grupę podobnych mu frustratów, którzy tylko szukają ujścia dla swej agresji.

Gdy określi się już wroga „narodowej sprawy” , jak robi to Kaczyński z UE czy Niemcami, trzeba na tym- za pomocą kłamstw i przeinaczeń- zbudować strategię polityczną i odpowiednią narrację.

A potem, powtarzać, powtarzać i powtarzać.

Tysiące razy, aż kłamstwa powtórzone po wielokroć, dla „wyznawców” staną się „prawdą”.
Goebbelsowi się to udało, dlaczego Kaczor ma być gorszy.

Celem, „brunatna Polska” pod rządami lumpów i złodziei, wymachujących krucyfiksem i narodową flagą.
W, której „jednomyśl narodowa” jest cechą pożądaną, w wszelkie od niej odstępstwa są piętnowane karane.

Megalomański konstrukt polityczny, zrodzony z ze snu o potędze i „Polsce od morza do morza”.

Tyleż niebezpieczny, co nierealny bo nie da się zmienić położenia geograficznego Polski.

#Kaczyński #nacjonalizm #Faszyzm