Oskar Minge. Codziennie.
Najpierw powiedzieli ci, że jesteście rodziną. Potem poprosili, żebyś opisał wszystko, co robisz. Krok po kroku. Jak odpowiadasz klientom, jak przygotowujesz oferty, jak rozwiązujesz problemy, których nie ma w żadnej instrukcji. Dla usprawnienia pracy, oczywiście. Żeby odciążyć zespół. Teraz firma ma twoją wiedzę, nowe narzędzie i prezentację o zwiększaniu efektywności. A ty zaczynasz się zastanawiać, czy w tej prezentacji jest jeszcze miejsce dla ciebie. Spokojnie. Na stronie nadal można przeczytać, że ludzie są największą wartością firmy. Widocznie wartością, którą co jakiś czas trzeba zredukować.
To satyryczny obrazek, ale pytania, które za nim stoją, są bardzo realne. 22 października Barclays zapowiedział redukcję około pięciu tysięcy stanowisk, łącząc ograniczanie kosztów z wykorzystaniem technologii, w tym sztucznej inteligencji. Według relacji Reutersa około 60 procent cięć ma dotyczyć funkcji wspierających, także programistów. Nie oznacza to, że za każdym zwolnionym człowiekiem siada jeden robot. Takie uproszczenie dobrze wyglądałoby na krzykliwej grafice, gorzej w uczciwym tekście. Oznacza jednak, że opowieść o AI jako narzędziu, które wyłącznie pomaga pracownikom, wymaga coraz większej liczby przypisów. Szczególnie tego najważniejszego: pomaga pracownikom czy pozwala firmie potrzebować ich mniej?
Piszę to jako człowiek, który uwielbia tę technologię. Mniej więcej 60 procent mojego dnia pracy zajmują różnego rodzaju automatyzacje, AI i narzędzia, które jeszcze niedawno wydawały się fantastyką. Widzę, jak wiele można dzięki nim zrobić. Ile monotonnych czynności wyrzucić z kalendarza, ile pomysłów sprawdzić, ile rzeczy stworzyć. Nie będę udawał obrażonego na postęp romantyka, który chciałby wrócić do faksu. Ale właśnie dlatego nie kupuję każdej bajki sprzedawanej razem z abonamentem. To, że narzędzie jest genialne, nie oznacza, że każda decyzja podjęta z jego pomocą jest mądra. Można zachwycać się możliwościami AI i jednocześnie pytać, co stanie się z człowiekiem, który właśnie pomógł ją wdrożyć. Naprawdę da się pomieścić te dwie myśli w jednej głowie.
Od lat słyszymy, że technologia odda nam czas. Będziemy mogli skupić się na kreatywności, relacjach, zadaniach wymagających myślenia. Bardzo bym chciał. Tylko oddany czas ma różne postacie. Może oznaczać krótszy dzień pracy. Może oznaczać przestrzeń na lepszą obsługę klienta. Może też oznaczać wolny poniedziałek, wtorek i resztę miesiąca, bo właśnie straciłeś zatrudnienie. Pomiędzy tymi scenariuszami nie wybiera sam algorytm. Wybierają ludzie zarządzający firmą. Ktoś ustala, czy zysk z większej wydajności przełoży się na rozwój zespołu, jego wynagrodzenia, większą sprzedaż czy mniejszą listę płac. Sztuczna inteligencja nie zwalnia nas z odpowiedzialności za te decyzje. Chociaż jako wymówka prezentuje się wyjątkowo nowocześnie.
Rozumiem, że firma musi liczyć koszty. Sam prowadzę działalność. Rozumiem też, że nie każde stanowisko przetrwa zmianę technologii i nie każdą czynność warto wykonywać tak samo przez następne dwadzieścia lat. Problem zaczyna się wtedy, gdy od pracownika oczekuje się pełnej szczerości, zaangażowania i przekazania całej wiedzy, a w zamian oferuje mu się starannie wyreżyserowaną niejasność. „Nie martwcie się, to tylko wsparcie”. „Chodzi o uwolnienie potencjału”. „Będziecie robić ciekawsze rzeczy”. Jakie? Od kiedy? Po jakim szkoleniu? Za jakie pieniądze? Jeśli firma zna już plan redukcji, a nadal uspokaja zespół obietnicą wspólnego rozwoju, problemem nie jest technologia. Problemem jest zwykła nieuczciwość ubrana w słownictwo z konferencji.
Jest w tym jeszcze jedna pułapka. Bardzo łatwo pomylić to, co pracownik potrafi opisać, z całą wartością jego pracy. Instrukcja nie zawsze obejmuje moment, w którym wyczuwa, że klient czegoś nie zrozumiał. Nie zawsze zapisuje powód, dla którego zrobił wyjątek, zadzwonił zamiast wysyłać kolejną wiadomość albo zatrzymał zamówienie, które na papierze wyglądało poprawnie. AI może pomóc również w takich sytuacjach. Ale zanim ogłosimy, że człowiek stał się zbędny, dobrze byłoby sprawdzić, ile niewidocznych zabezpieczeń właśnie razem z nim usuwamy. Bo arkusz z oszczędnościami zwykle jest gotowy wcześniej niż odpowiedź na pytanie, kto weźmie odpowiedzialność, kiedy proces zawiedzie. Wtedy nagle doświadczenie znowu staje się modne. Najlepiej dostępne natychmiast i w rozsądnej cenie.
Najbardziej niepokoi mnie jednak początek tej zawodowej drogi. Młody człowiek słyszy: ucz się narzędzi, rozwijaj, bądź elastyczny. Słusznie. Tylko gdzie ma zdobyć doświadczenie, jeśli coraz więcej prostych zadań, na których kiedyś się uczono, przejmuje automat? Nie każda firma ograniczy przez to zatrudnianie początkujących, ale każda powinna przemyśleć, jak będzie ich kształcić. Nie da się bez końca poszukiwać doświadczonych ludzi i jednocześnie traktować uczenia niedoświadczonych jako zbędnego kosztu. Ekspert nie pojawia się w poniedziałek rano, gotowy do pracy po aktualizacji oprogramowania. Ktoś musiał wcześniej pozwolić mu zadawać pytania, popełniać błędy i robić rzeczy wolniej.
Nie chcę zatrzymywać AI. Chcę, żebyśmy przestali udawać, że jej wdrażanie jest wyłącznie techniczną decyzją. To również decyzja o tym, jak traktujemy ludzi, co nazywamy sukcesem i z kim dzielimy się korzyściami. Jeśli pracownik pomaga firmie pracować lepiej, powinien wiedzieć, co to oznacza dla jego przyszłości. Nie po fakcie. Nie podczas piętnastominutowego spotkania z działem kadr. Zanim odda kolejne tygodnie na budowanie rozwiązania, które zmieni jego pracę. Uwielbiam sztuczną inteligencję. Znacznie mniej podoba mi się sztuczna troska. A szczególnie jej firmowa wersja, w której najpierw prosisz człowieka, żeby pomógł stworzyć przyszłość, a później nie znajdujesz w niej dla niego miejsca.
minge.studio. Automatyzuj zadania z głową. Odpowiedzialności nie oddawaj algorytmowi. Chcesz sensownie wykorzystać AI w swojej firmie? Porozmawiajmy o tym, co warto usprawnić i co naprawdę chcesz dzięki temu osiągnąć.
Zostaw komentarz