W czwartek 29 czerwca 2023 roku biorę udział w obronach magisterskich. I nolens volens przypominam sobie swoją obronę magisterską na pierwszym piętrze na Dewajtis w Warszawie. W roku 1999. Takim przed tym, co miał być koniec świata znaczy. Pamiętam jak brzmiały pytania, i wiem, że znałem na nie odpowiedź. Na wszystkie!
Ale wówczas uznałem, że to zbyt proste… Że obrona to nie klocki lego, które mają się ze sobą połączyć. Że temu powinna towarzyszyć jednak pewna dramaturgia. Jakaś taka nieokreślona sytuacja odróżniająca procedurę awansową od zakupów w Biedronce, której jeszcze wówczas nie było. Bardzo źle wtedy odpowiadałem. Rozczarowując swoją promotorkę fundamentalnie. I tylko z tego tytułu było mi przykro. Bo cała reszta sprawiała mi przyjemność. Bycie idiotą jest czasami naprawdę fajne pod warunkiem, że ma się tego świadomość.
Gdybym miał drugi raz przystąpić do tego egzaminu, zachowałbym się podobnie. Nie zależy mi bowiem na wysokiej ocenie. Na którą być może zasługuję. Ale zależy mi na tym, by być wolnym od oceniania przez innych. Czego i tak nie uniknę, ale mogę próbować na miarę moich sił i możliwości.
No ale i tak muszę oceniać innych, bo tego wymaga akademicka korposytuacja. Trzeba wpisywać oceny do USOSa, prawdziwego Lewiatana uniwersyteckiego półświatka. Wpisuję je leniwie, bez przekonania.
Ocenianie innych jest słabe, powinniśmy oceniać siebie, i to krytycznie. Tylko wówczas świat być może przechyli się nieco w okolicach Bajkału i wtedy tylko Chińczycy i Hindusi pozostaną po drugiej stronie. Razem z pierwotnymi ludami Amazonii.
Zostaw komentarz