Unijna „koalicja niechętnych” znów spotkała się, by… zrobić sobie zdjęcie. Deklaracje, uśmiechy i patos nie zmieniają faktów: wojny trwają, pieniądze znikają, a realnych decyzji brak. Z perspektywy zwykłego obywatela to teatr bez skutków.

Koalicja niechętnych, czyli wielu, którzy mogą niewiele

Jeszcze nigdy tak wielu nie mogło tak niewiele – a w praktyce nic. Pojęcie „koalicji niechętnych” brzmi dumnie, lecz sprowadza się do rytualnych spotkań, z których nie wynikają żadne konkretne działania. Dużo słów, zero sprawczości.

Grenlandia, Trump i unijna panika

Wypowiedzi o Grenlandii pokazują skalę oderwania unijnych elit od rzeczywistości. Donald Trump kpi, mówiąc o psich zaprzęgach jako „wzmocnieniu bezpieczeństwa”, a UE reaguje oburzeniem, które w Waszyngtonie nie robi na nikim wrażenia.

Od kredy na chodniku do geopolityki

Kiedyś walka z ISIS hasztagami i rysowaniem kredą, dziś groźne miny i puste deklaracje. Mechanizm ten sam: emocje zamiast decyzji, symbolika zamiast strategii. Efekt? Miliony wydane, problemy pozostają.

Propagandowa fotografia dla ubogich

Kolejna zbiorowa fotografia – garnitury, uśmiechy, sztuczny patos. Z punktu widzenia „normalnego zjadacza chleba” to marnowanie czasu i pieniędzy. Zdjęcie gotowe, komunikat poszedł, odpowiedzialność się rozmyła.

Wojna trwa, kasa leci

Podczas gdy politycy „zjeżdżają się, jedzą, piją i wracają do domu”, wojna nadal zabija i niszczy. Spotkania nic nie wnoszą, a koszty ponoszą obywatele. Teatr trwa, rachunki rosną.

Tylko zdjęcia i zakrętki

UE potrafi dziś głównie robić zdjęcia i regulować drobiazgi w rodzaju zakrętek do butelek. W sprawach naprawdę poważnych brakuje odwagi, decyzji i konsekwencji. A świat idzie dalej – bez oglądania się na unijną mimikrę.

Autor: Zdzisław Sługocki