Donald Tusk napisał: „Tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z wygranej AfD”.
I pomyślałem sobie: mocne słowa jak na premiera demokratycznego państwa. Szczególnie kiedy dotyczą ludzi, którzy po prostu mają inne poglądy polityczne.
AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalt. Nie symbolicznie, nie o włos. Zdobyła ponad 40 procent głosów. To oznacza setki tysięcy niemieckich obywateli, którzy wrzucili kartę wyborczą do urny i powiedzieli: chcemy zmiany, a Tusk nazywa ich idiotami.
Można AfD nie lubić.Taka jest demokracja.
Ale wyborców nie wolno obrażać. Jak nie polskie ,,zjeby” to niemieccy ,,idioci”.
Skoro jednak Tusk postanowił wejść na tak niski poziom i rozdawać swoim przeciwnikom etykiety „idiotów” i „zdrajców”, to może zastosujmy jego własną metodę również do polityków, których decyzje doprowadziły Europę do miejsca, w którym dzisiaj się ona znajduje. Do jego niemieckich patronów.
Może więc premier zapyta, czy idiotką nie jest Angela Merkel, której decyzje w sprawie masowej migracji na zawsze zmieniły niemiecką politykę i zdemolowały kraje europejskie? Może warto również zapytać, czy Friedrich Merz, który przejął władzę w Niemczech, i to kontynuuje nie jest idiotą? I wreszcie może warto zapytać Ursulę von der Leyen, czy europejska polityka klimatyczna ETS, Zielony Ład i kolejne ideologiczne poronienie projekty Brukseli nie są idiotyzmem?
Wyborcy AfD nie obudzili się pewnego ranka i nie postanowili zostać „idiotami”.
Oni mają swoje problemy, swoje lęki, swoje rachunki, swoje doświadczenia. Jedni boją się niekontrolowanej migracji, inni rosnących kosztów życia, jeszcze inni czują, że polityczne elity są oderwane od rzeczywistości.
To nie jest język demokracji. To jest język pogardy. Tępy i prymitywny.
I dlatego słowa Tuska obracają się przeciwko niemu samemu. Bo jeżeli człowiek sprawujący urząd premiera uważa, że miliony ludzi można sprowadzić do określenia „idioci” tylko dlatego, że cieszą się z wyniku partii, której on nie akceptuje, to zaczynam się zastanawiać, kto tutaj naprawdę jest idiotą i ma problem z demokracją?
Szanowny Panie Łyjak,
Przypominam uprzejmie ze (jakze wielki) kanclerz madrego narodu niemieckiego adolf hitler zapewne nie byl idiota gdyz mial bezwzgledne poparcie 99% germanskich nadludzi (ktorzy czcili go dobrowolnie i swiadomie).
Dobry Wujek Google informuje: „Ten uczynił, czyja korzyść” to polskie tłumaczenie znanej łacińskiej sentencji Is fecit, cui prodest.
Oznacza ono, że sprawcą przestępstwa, czynu lub intrygi jest zazwyczaj ten, kto ma z tego największy zysk lub osobisty interes. Główne znaczenie zasady: Cel: Pomaga w śledztwach i analizie wydarzeń.
Logika: Wskazuje, że motywem działania kieruje korzyść materialna lub polityczna.
Trzy wymienione przez Pana osoby (Angela Merkel , Friedrich Merz , Ursula von der Leyen) to (przypadkowo!) niemcy.
Zatem: zdanie „Ten uczynił, czyja korzyść” poucza: „znajdz korzysci jakie odniesione zostaly przez w/w 3 geniuszy narodu dojczlandskiego ”. Np. czy ktokolwiek zbadal stan ich kont bankowych?
Wiadomym jest co w/w Uczone i Czcigodne Glowy wymyslaly. Jednakze nie jest zapewne wiadomym DLACZEGO? Moze zatrudnic Pana Sherlocka Holmesa i Herkulesa Poirot? Lub (specjalnie dla niemcow) : doktora J. Mengele z wiertarką SDS? Dobrze Pan pisze. Pozdrawiam serdecznie. stevek
PS. Pyta Pan: „czy kolejne ideologiczne poronienie projekty Brukseli nie są idiotyzmem?” To zalezy od tego do czyjej kieszeni wplywaja pieniadze od zainteresowanych realizacja w/w projektow. Pytanie: komu zalezy na zniszczeniu Europy? Przypomina to pociag ktorym wieziono Władimira Iljicza Uljanowa ksywa Lenin ze Szwajcarii do Petersburga. Dzieki uprzejmosci niemieckiej policji (https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandr_Parvus). Rezultatem byl jakze korzystny dla niemiec Traktat Brzeski.cbdo. Pozdrowienia. stevek .