felieton sportowy


EUROPEAN SUPER LEAGUE COMPANY, S.L.
Parszywie bogata dwunastka to: Arsenal, Chelsea, Liverpool, Manchester City, Manchester United, Tottenham Hotspur, Inter Mediolan, Juventus, A.C. Milan, Atlético Madryt, Barcelona, Real Madryt.

Neymar Jr. na opustoszałym Parc des Princes zapewne gdy kibice już wrócą będą mogli wielokrotnie przeżywać prawdziwe emocje i oglądać czasem nieoczywiste kluby grające przeciwko PSG.
foto:Antoine Dellenbach from Paris, France, CC-BY-2.0
Piłkarski świat na europejski podwórku obiegła informacja o tworzeniu się „Superligi”.
Idea powstania elitarnych rozgrywek skupiających największych graczy europejskiego futbolu powstała już przez wieloma laty. Kluby założycielskie i ich prezesi, prezydenci od lat wypowiadali się pozytywnie o tym pomyśle. Często argumentem były wątki o podniesieniu atrakcyjności meczów oraz niezgody klubów na zbyt niskie fundusze wypłacane przez UEFA. Zarzucano, że biurokratyczna machina pochłania środki, które należą się największym klubom, które są wypracowane przez największe w europejskim futbolu klubowym marki. Gdy patrzymy z perspektywy Polski wydaje się, że nawet sam pomysł stworzenia grupy „super” klubów zabija ducha piłki nożnej i rywalizacji. Ponieważ kluby założycielskie otrzymują pieniądze bez względu na wynik przez co względy sportowe przestają być ważne. Króluje tylko interes marketingowy
Przysłowiowy pieniądz i biznes rządzi umysłami menadżerów piłkarskich i inwestorów widzących miejsce na rynku finansowym.

Mecz pomiędzy Arsenalem i Chelsea będzie rozgrywany wielokrotnie przez wiele sezonów ale czy nadal będzie szlagierem ?
foto:Wonker,CC-BY-2.0
Pamiętam idee starej ligi mistrzów skupiającej samych krajowych mistrzów. Zespoły, które zdobywały mistrzostwa lig w swoich krajach. Dla potentatów oznaczało to „nudne” mecze przez co według nich zainteresowanie spotkaniami zarówno kibiców jak i sponsorów nie gwarantowała wpływów na oczekiwanym poziomie.
Mam wrażenie, że już w latach 90 tych pieniądze zaczęły rządzić futbolem. Zaczęły zmieniać jego DNA i nawiązując do idei Barona Pierra de Coubertina. Rozgrywki Ligi Mistrzów przebiegały pod dyktat marketingowy i finansowy a coraz mniej spełniały idee sportu. Nie liczył się udział i dobra walka lecz atrakcyjność marketingowa i przełożenie finansowe. Wartość sportowa widowiska, duch walki zastąpiła wartość materialna. Zwycięstwo w biznes planie zmieniającego się krajobrazu rozgrywek klubowych w Europie opierał się na zwycięstwach ale nie sportowych lecz finansowych. Zaczął się liczyć udział konkretnie oczekiwanych klubów, które przynosiły konkretnie oczekiwany zysk. Mecze Legii czy Widzewa w latach 90 w Lidze Mistrzów w dzisiejszym świecie piłki nie miały by racji bytu. Na pewno marketingowo zdaniem analityków biznesowych nie przyniosłyby przełożenia finansowego jak mecze zespołu z tzw. topu popularności na świecie.

Dumnie prezentowana flaga Barcelony przez kibiców na stadionie. Co na udział w SL powiedzą „socios”?
foto:Börkur Sigurbjörnsson from Barcelona,CC-BY-2.0
Trwają dywagacje, że kluby założycielskie „Superligi” opuszczą nie tylko rozgrywki UEFA (Ligę Mistrzów i Puchar Ligi Europy). Słychać głosy, iż UEFA oraz zarządy lig krajowych wykluczą kluby „SL” z rozgrywek. Wtedy sytuacja stanie się niebezpieczna marketingowo. Często prawa telewizyjne do lig narodowych i rozgrywek europejskich są kupowane ze względu na nośniki czyli popularnych piłkarzy.
Zaprzeczeniem idei piłki nożnej gdzie najlepszy zespół spotyka się z najsłabszym – idea pucharów krajowych itd. stanowi esencję piłki nożnej . Walki odbywającej się na boisku i nieprzewidywalności gdy Dawid może wygrać z Goliatem. Obecne działania zmierzają do pogrzebania tej tradycji.

Chelsea i Atletico Madryt okaże się ile dla nich znaczą rozgrywki w swoich narodowych ligach.
foto: @cfcunofficial (Chelsea Debs) London from London,UK,CC-BY-2.0
Okaże się czy naciski rządów państw na kluby i próbę zmiany decyzji nie wywoła jeszcze większego oporu i chęci zorganizowania rozgrywek już w przyszłym sezonie. Dotąd termin rozpoczęcia rozgrywek nie jest ustalony.
Zastanawiam się czy groźba UEFA i może FIFA o wykluczeniu piłkarzy grających w klubach „Superligi” są poważne. Nie wyobrażam sobie wykluczyć ponad 300. zawodników. Byłoby to niesprawiedliwe i odarłoby turnieje nie tyle z uroku ale z właśnie z marketingu i przy okazji poziomu sportowego. Śmiesznym wydaje się być pouczanie Superligi przez UEFA, która sama robiła wszystko pod dyktat rentowności i jak największych zysków
Niewątpliwie chodzi o pieniądze i wpływy do kasy klubów – nowy projekt Ligi Mistrzów nie przypadł do gustu klubom założycielskim SL ze względów materialnych. Wielkość wpływów po wygraniu LM to około 130-150 mln euro natomiast sam udział wielkiej 12. to około 300-400 mln euro.

Już nigdy „El Clasico” nie będzie miało takiego znaczenia jak dotychczas. foto:Alejandro Ramos, CC-BY-SA-2.0
Gdzieś poprzez pęd do pieniędzy i pandemię zagubiono dobro kibiców. Nie pomyślano o atrakcyjności i pierwiastku niespodzianki, tajemnicy o kibicowaniu prawdziwym sportowym wyczynom. Nie kibicuje się małym klubom, ambitnym budowanym powoli lecz promuje się zarówno w myśleniu i działaniu gigantom, ceni się monopolistów… Nasuwa się pytanie ile razy będziemy chcieli zobaczyć pojedynek Juventusu z Realem Liverpoolu z Barceloną. Kiedy nastąpi przesyt i tęsknota za niespodziankami i rywalizacją zgodną z zasadą równowagi i dostępności ? Gdy będzie to kilkanaście razy w sezonie to o jakim czarze futbolu mówimy ? Nie będzie miejsca dla błysków Slavii Praga, Villarealu, FC Basel, Celty Vigo, Eintrachtu Frankfurt, Anderlechtu Bruksela, Clubu Brugge, AZ Alkmaar, SC Bragi czy tak jak w 1991 Legii Warszawa.
Odcięcie się od systemu klubowych rozgrywek pucharów europejskich i zmniejszenie dostępności do gwiazd, ikon, najlepszych zawodników przez środowisko w dłuższej perspektywie unicestwi ducha futbolu. Zamykając oczy wizualizuję rzeczywistość, w której mecze zaczną przypominać mecze koszykówki, hokeja z przerwami na reklamę… Straszy się tym od lat ale przy takiej ignorancji emocji, uczuć oraz czysto materialnego podejścia do sportu nie jako stylu życia ale sposobu na zarabianie pieniędzy jest możliwe każde rozwiązanie.

Andrea Agnelli (Juventus) w sobotę zapewniał o wsparciu reformy Ligi Mistrzów a w poniedziałek stał się współzałożycielem konkurencyjnej organizacji i odszedł z UEFA.
foto:Paolo Giandotti / Ufficio per la Stampa e la Comunicazione della Presidenza della Repubblica
Zatarcie istoty oraz wartości lig narodowych i ich priorytetu stwarza niebezpieczną okoliczność do stworzenie rozgrywek międzynarodowych. Nie wyobrażam sobie jak zdobycie mistrzostwa swojego kraju może stać się marginalne. Mistrzowskie zawody będą rozgrywane tylko w internacjonalnej grupie podobnie myślących klubów – zarządów. Istna księżycowa idee fixe…

Kanonierzy, kolejna drużyna z tradycjami, czy zaprzedadzą je w zamian za lukratywne wpływy?
foto:Myself (Singha94)
Obecnie liczy się pozyskiwanie praw telewizyjnych na rynku nowoczesnych mediów. Marketingowo jest to doskonały biznes powodujący rywalizację np. pomiędzy platformami zajmującymi się streamingiem. Zastanawiam się również nad uczciwością… i to nie tylko klubów „wielkiej 12.” ale UEFA. Europejskiej organizacji chodzi głównie o monopol w organizacji i zarabianiu na rozgrywkach pucharowych w Europie. Z kolei przychody z praw medialnych oraz umów sponsorskich i kooperacji ze sponsorami na różnych poziomach zależy od udziału nośników, które dadzą ekwiwalent reklamowy. Tak: piłkarzy i sławnych trenerów, których chce oglądać publika nazywam bezdusznie i przedmiotowo – nośnikami. Nośnikami, które są gwarancją zwrotu inwestycji. W marketingu liczy się produkt,konkurencja i popyt. Akurat UEFA brylowała przez lata w tak zwanym podnoszeniu poziomu sportowego rozgrywek. Niestety nie oznaczało to wzmagania rywalizacji pomiędzy wszystkimi lecz tylko wybranymi klubami z czołówki europejskich rozgrywek.
UEFA szczyci się swoją rolą w szkoleniu trenerów, zawodników, wspomagania przedsięwzięć mających na celu rozwój jednak zapomina, że jednocześnie zamyka rozgrywki na wydarzenia, które są solą futbolu. Oprócz wspaniałych klasyków Realu, Barcelony, Juventusu, Milanu, Arsenalu, Liverpoolu, Manchesteru Utd. istnieje jeszcze cały Inny świat futbolu. Rodzina piłkarska jest szeroka i są w niej słabsi i silniejsi, więksi i mniejsi – niestety pęd do pieniędzy i chęć zażegnania problemów finansowych wywołanych przez ograniczenia pandemiczne całkowicie pozbawiła największe kluby skrupułów.
Właśnie takie „romantyczne historie” mniejszych klubów i ich sukcesów pomagają w budowaniu ich wielkości. W budowaniu i podnoszeniu poziomu lig, w których grają. W budowaniu motywacji i udowodnienia, że warto walczyć i starać się dorównać do najlepszych.

Słynne „FC Hollywood” czyli Bayern Monachium okazał się mniej próżny i zaślepiony żądzą zysku niż reszta europejskiej „śmietanki” ale jak długo wytrzyma w swojej decyzji?
foto:XENEIZE195, CC-BY-SA-4.0
Eksternalizacja i elitaryzacja „Superligi” spowoduje degradacje ogólnego poziomu rozgrywek w Europie. Każdy inny Puchar będzie trofeum II kategorii. Brak dopływu pieniędzy ale i zainteresowania mediów spowoduje spadek atrakcyjności rozgrywek. Wpływy a co za tym idzie fundusze UEFA również spadną i na pewno dofinansowania do szkoleń i innych przedsięwzięć budujących piłkę nożną w Europie. Generalnie w przypadku potyczki między UEFA a Superligą czeka nas zapaść w futbolu średniego szczebla.

Dumnie brzmiące hasło na herbie Liverpoolu – czy cokolwiek jeszcze znaczy dla jego właścicieli?
foto:Rodhullandemu, CC-BY-SA-4.0
Pomimo grzechów UEFA piłkarska „Superliga” to zmowa parszywie bogatej dwunastki. Hermetycznej bańki instrumentalnych hedonistów. Instrumentalne i wyrachowane traktowanie sportu, emocji, uczuć. Gwałt na tradycji i brak pokory może skończyć się dla klubów założycieli twardym lądowaniem. Szukaniem wyjścia z sytuacji, która stanie się kosztem i stratą. Organizatorzy nie będą umieli rozwiązać problemów z przesytem meczami pomiędzy z góry wiadomą grupą klubów a zainteresowaniem odbiorców ich produktu. Koszty utrzymania hermetycznej „superligowej” bańki finansowej mogą w dłuższym okresie czasu przerosnąć możliwości finansowania przy braku zainteresowania wspomnianych widzów. Konsumencie zagłosują oglądając i będąc odbiorcami produktu oraz decydując ile warta jest ich uwaga. Ich mikro działania ekonomiczne tak ważne dla inwestorów, sponsorów, reklamodawców mogą stać się kluczowe dla powodzenia tego szalonego i owładniętego chęcią zysku projektu. Hermetyczność Superligi i konsekwencje wyciągnięte choćby tylko przez UEFA (nie wiadomo jak zachowa się FIFA) mogą w perspektywie spowodować „zjadanie własnego ogona” przez konglomerat zarządzający tworem traktującym futbol jedynie instrumentalnie.

Czy słynny Stadion Giuseppe Meazza zagości jeszcze drużyny spoza hermetycznej bańki finansowej? Teoretycznie w pucharze włoch Inter mógłby spotkać się z drużyną z Serie B… ale po restrykcjach bedzie to niemożliwe.
foto:Luigi Inter, CC-BY-SA-2.0
Ten istny „Piłkarski Poker”, w który grają kluby wielkiej „12.” oraz inwestorzy sprawiła zamieszanie w całej piłkarskiej rodzinie wszedł w fazę licytacji i sprawdzania. Swoisty rozłam i odseparowanie tych wzorowych postaci w familii już w fazie pomysłu jest bolesne i trudne do zaakceptowania przez resztę członków. UEFA po części jest również winna obecnej sytuacji gdyż sama udowodnił wielokrotnie swój konsumpcyjny stosunek do futbolu. Z kolei docelowo 20. klubów Superligi kieruje się tylko własnym interesem. Nie wpisuje na żadnym poziomie innych działań niż rozgrywki mające na celu powiększenia zysku dla uczestników. Parkiet jest symbolem giełdowych transakcji przynoszących obrót, zyski i straty. Murawa początkowo była częścią „piłkarskiego teatru”. Często kluby monetyzowały murawę przy jej wymianie – kibice nabywali części stadionowego boiska jako cegiełki – pamiątki. Obecnie symboliczna piłkarska murawa stała się policzalnym zyskiem dla klubów. Zysku, które możne kluby ze Starego Kontynentu ujrzały w popularności i handlowaniu swoim wizerunkiem. „Content” klubu sprzedawany na cały świat prokuruje wspomniany zysk a zagęszczenie popularnych i „sprzedawalnych” marek z nośnikami zasięgu tworzy maszynę do zarabiania coraz większych pieniędzy. Mam nadzieję, że pomimo braku porozumienia nie ziszczą się najgorsze scenariusze i Supreliga nie stanie się początkiem końca ducha futbolu. Może UEFA i FIFA trzeźwo spojrzy i zrewiduje swoje procedury i postępowanie oraz dojdzie do porozumienia w piłkarskiej rodzinie.

Złośliwi mówią: „Oby trybuny po zniesieniu obostrzeń nie pozostały puste” m.in. dotyczy to takich legend jak robotniczy klub Manchester United i jego „Teatr Marzeń” Old Traford
foto:André Zahn, CC-BY-SA-2.0-DE
Myślę, że wszystko co działa przeciw UEFA i co może pomóc w zreformowaniu jej jest dobre. Chora, skorumpowana i zbiurokratyzowana musi się zmienić, a jeśli Superliga w tym pomoże to super.
I pomagam.pl/trzezwyhazardzista