Ciągnąc dalej wspomnienie Pracowni Ekspresji Sztuki Psychopatologicznej w szpitalu psychiatrycznym , którą założyłem i kierowałem nią prze 13 lat należy opisać samo miejsce , w którym była ulokowana. Jako coś w szpitalu absolutnie dodatkowego, do którego z inspekcji zaglądał jedynie strażak raz na 5/6 lat żeby policzyć gaśnice mieściła się dosłownie w podziemiu. W piwnicach pawilonu szpitalnego, zbudowanego na początku XX w. Na początku działalności zajmowałem 4 pomieszczenia, które pomalowałem na kolorowo. Najcenniejsze w tym usytuowaniu było bezpośrednie wejście . Schodziło się po 7 schodach do drzwi wejściowych. W ciągu dalszej działalności , przebijałem się przez ściany, odgradzające mnie długim korytarzem od podobnych piwnic w skrzydle pawilonu . W efekcie zająłem całe podziemie , ozdobione niekończącymi się ciągami rur ogrzewania parowego. W korytarzu zamontowałem stoły, takie w rzeczywistości klapy, które jeśli się ich nie wykorzystywało, można było opuścić. Ten anturaż kazamatów dodawał pracowni klimat pewnej tajemniczości. W oddzielonych tym długim korytarzem piwnicznych izbach ulokowałem prawdziwych rezydentów pracowni, dysponującymi kluczami i swobodnym dostępem, nawet jak mnie nie było. Pierwszym z nich był oficer z czasów II Wojny Światowej RAF słynnego skrzydła 306 , chorąży Wojska Polskiego Ksawery Zarębski , który również współcześnie jest uznawany za jednego z najwybitniejszych artystów art. Brut. Wykonywał konstrukcje , które były jednocześnie kalendarzami , popularyzującymi 13 miesięcy w roku . Przypominały ołtarzyki podróżne. Ale genius loci pana Ksawerego emanował z jego plansz, które tematycznie były poświęcone zamordowaniu w Katyniu,Kozielsku i Miednoje przez sowietów polskich oficerów wziętych przez Armię Czerwoną do niewoli. Pan Ksawery w swoich pracach demaskował komunistyczną narrację, że tej zbrodni dopuścili się Niemcy, co w tych czasach było , bardzo, ale to bardzo niemile przez władze słyszane i widziane. Status kwalifikowanego wariata chronił pana Zarębskiego przed karną za wygadywanie takich rzeczy odpowiedzialnością. Plannsze były mozolnie przez niego wykonywane, do dzisiejszych czasów zachowało się ich 11.Kalendarze jednak co do jednego przepadły. W drugim skrzydle tych lochów umieściłem drugiego rezydenta pracowni , jak sam opowiadał, kata z okresu kiedy służył w KBW a później pracował jako palacz w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, takiego proletariackiego, polskiego Gestapo, perwersytę polimorficznego , jednocześnie geniusza tkająego wielkowymiarowe dywany Mariana Henela. Do pracowni przyciągałem przeróżnych , wybijających się z pośród przeważnie chronicznych , jak to określano przypadków, którzy przebywali w szpitalu od dziesięcioleci i mieli w nim też umrzeć, na co szpital był przygotowany , bo w obrębie szpitala znajdował się duży cmentarz. W pracowni owe przypadki , rysując, malując, czy to lepiąc w glinie , jakby na ten czas przerywali swoje katatonie , wygłuszali omamy … i odkrywali swoje proste zazwyczaj marzenia. Jeszcze do dzisiaj pamiętam nie tylko ich twarze, ale i rozmowy z nimi. Dla nich byłem panem kierownikiem, który wszystko może, przede wszystkim mógł wyciągać ich na parę godzin codziennie w inny, niż w stuosobowym oddziale szpitala – świat. W którym przywracano im godność, nie zwracano się do nich per ty , ciepło zachęcano do zajęć , zapamiętanych przez nich z dzieciństwa, malowania, rysowania lepienia.

Zostaw komentarz