Polski Program Kosmiczny (PPK).

Miło mi poinformować, że po trzech latach selekcji i naboru, zostałem wytypowany do lotu w kosmos na okres pierdyliona lat świetlnych. Pytałem ile to jest na nasze lata i miesiące, ale nikt nie znał odpowiedzi.

Polecę tam dla Was, dla Ludzkości ogólnie. Bo w sumie mi się nie chce, ale skoro zostałem zakwalifikowany. Zabiorę ze sobą dwie świnie morskie i Picollo Diavolo, komika syryjskiego.

Czasami jak szukam połączenia z Warszawy do Katowic, włącza mi się mapa świata. Taka okrągła. Jakby globus. I wtedy dociera do mnie, że pociąg z Katowic do Sydney jest niemożliwy. Że trzeba lecieć lub płynąć. Koleje jednak są słabe.

Wracając jednak do kosmosu. Nie ukrywam, że się go boję. Podobno są tam ufoki niemające Boga w sercu. Takie predatory jakby. Szkoda, że Stanisław Lem już nie żyje, bo by to wyjaśnił. Bo on miał o tym jako takie pojęcie.

Polar mam, klapki z Temu też, krótkie i długie spodnie, no i zwierzaki. Bez nich nie lecę. Mam ustawiony lot z Centrum Dowodzenia Kosmicznego przy ul. Anny Jagiellonki 13. Tam mają mnie wpakować do kapsuły, a potem… Nie wiadomo.

Może tam już zostanę na zawsze, ale najbardziej zależy mi na jednym. Zobaczyć ten nasz pierd…k z kosmosu. Zamknąć oczy i odpocząć, bo w kosmosie nie liczy się godzin pracy.