Przywrócenie słowu hodowca jego pierwotnego znaczenia musi być priorytetem na najbliższe lata. Hodowca musi kojarzyć się z dobrocią dla zwierząt i z profesjonalizmem. To on zna rasę, jej wzorzec, zapotrzebowania, specyfikę, zagrożenia chorobowe. Hodowca nie czyni jednak z psa boga czy człowieka. Pies to cudowne zwierzę, ale zwierzę. Za to tzw. obrońcy zwierząt postawili wszystko na głowie, ale co ciekawe, psy w ubrankach, u psychologów, fryzjerów, wilczury na 11 piętrze w blokach, z ludzkimi imionami i traktowaniem nie są szczęśliwe. Są wypaczane – mówi Piotr Kłosiński, który przez lata zajmował się hodowlą psów rasowych, a obecnie jest prezesem Polskiego Porozumienia Kynologicznego.
Organizacje prozwierzęce w Polsce posiadają przychody na poziomie dziesiątków milionów złotych. Część z nich od dawna budzi kontrowersje.
Dzisiaj hodowcy psów, czy hodowcy kotów muszą się jednoczyć, ale także nietypowi wciąż hodowcy, coraz bardziej popularni, jak np. hodowcy alpak, lam, kóz itd., że nie wspomnę o rolnikach, hodowcach bydła czy trzody chlewnej. My wszyscy zostaliśmy obiektem ataku, z jednej strony profesjonalnych biznesmenów prozwierzecych, którzy kradną nasze hodowle, zarabiają krocie na zrzutkach internetowych, wyciągają pieniądze z samorządów na tzw. bezdomne zwierzęta itd. Z drugiej strony, cynicy z kartelu prozwierzecego posiłkują się naiwnymi i młodocianymi wolontariuszami, którzy pełni ideologii prozwierzecej na widok dorożki z koniem wiszącej nad przepaścią uratują konia, a nie woźnicę, bo ten kazał zwierzęciu ciągnąć bryczkę… To świat XXI-wiecznej poronionej nadwrażliwości, wypaczonej, infantylnej, gdzie zwierzęta widziane są jak z obrazków z pisemek Świadków Jehowa, a tam lew leży obok ludzi, wilk daje się głaskać, a słoń trąbą podaje nam jabłka z drzewa…
– mówi Piotr Kłosiński, lider polskich kynologów.
Jednym z elementów działalności Polskiego Porozumienia Kynologicznego jest program walki z bezdomnością zwierząt, który jest alergenem dla biznesów nieuczciwych organizacji prozwierzęcych.
Program walki z bezdomnością zwierząt sformułowaliśmy dawno temu. W czasach rządów PO-PSL idea ta rozbijała się o informację zwrotna, którą wciąż dostawaliśmy, czyli mówiąc krótko „brak środków”. Wtedy doszliśmy do wniosku, że skoro nie szczególnie można liczyć na państwo polskie, to należy poszukać tych środków. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy aż tak dobitnie, że program skutecznie likwidujący bezdomność wśród zwierząt, zwłaszcza psów, to zabicie złotodajnej kury różnych animalsów, którzy żyją z pozornej walki z bezdomnością zwierząt, wyłapują je, robią zrzutki na karmy, schroniska, a niektórzy wystawiają na te same tzw. bezdomne psy faktury samorządom w całej Polsce
– tłumaczył Kłosiński w rozmowie z Prostozmostu.pl

Piotr Kłosiński, PPK
Prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego dodaje, że w Polsce poza nieuczciwymi organizacjami prozwierzęcymi problem stanowi część zaprzyjaźnionych z nimi czy prowadzonych przez nich pseudoschronisk.
To co najczęściej zaskakuje, to pozorna troska o zwierzęta, która de facto uniemożliwia pomoc temu zwierzęciu. Takie schroniska zarabiają na swoich podopiecznych. To nie tylko wspomniane zrzutki, ale także pieniądze publiczne. Wtedy najczęściej kiedy pojawi się człowiek czy cała rodzina z prośbą o adopcję psa, okazuje się, że potrzebne są dokumenty o posiadanym wystarczającej wielkości podwórku, domu, budach, a nawet zaświadczenie o niekaralności. Odmowy dotyczą też rodzin wielodzietnych czy rolnych, gdzie np. właściciel schroniska uzna, że pies mógłby być narażony na wypadek, bo traktory, snopowiązałki itd… Chodzi o to, by zniechęcać, a procedura surowsza niż niemalże przy adopcji dziecka robi swoje. Psy skarbonki pozostają w schroniskach. Czasami tylko je opuszczają, by zarobić na nich parę złotych
– mówił Kłosiński w rozmowie z wSwiecie24.pl
Jego zdaniem takie psy wielokrotnie potrafią być prezentowane w samorządach całej Polski jako wyłapane i wyzwolone z bezdomności, za co gminy płacą ok. 280 mln zł w skali roku na utrzymanie takich czworonogów. Według Kłosińskiego, jeden pies wielokrotnie bywa farbowany na bezdomnego, za każdym razem w innej gminie. Problem ukróciłby system certyfikacji i identyfikacji proponowany przez PPK.
Anna Pieczara
fot. Pixabay.com
Zostaw komentarz