Część z Czytelników – wbrew moim oczywistym intencjom – odebrała mój poprzedni wpis „Po co komu NATO”, jako wyraz promocji koncepcji unicestwienia tego sojuszu. Niektórzy, niezbyt dokładnie zagłębiając się w treść zakwalifikowali mnie (nie pierwszy zresztą raz) jako ruską onucę. Uznałem zatem, że konieczne jest pewne uzupełnienie tych rozważań, zanim przejdę do analizy znacznie poważniejszego wyzwania – naszych polskich perspektyw w „Unii Europejskiej”.

Zasadniczym celem mojego poprzedniego wywodu było wskazanie na potężne zagrożenie, jakie jawi się na naszym horyzoncie. NOWE ZAGROŻENIE.

Nie jest to zagrożenie rosyjskie, bo to ma przecież charakter stały przynajmniej od 600 lat. Tylko ludzie pozbawieni rozumu i kompletni historyczni ignoranci mogą próbować wmawiać, że jest to zagrożenie „nowe” – to próbowali ostatnio robić Tusk, Sikorski i ich ferajna, tłumacząc że owo zagrożenie pojawiło się nagle, żeby wytłumaczyć swoje „resety z Putinem”.

Nie jest też nowym zagrożeniem dokonująca się zmiana nastrojów i wektorów w Niemczech. Tylko ślepcy mogą tego nie widzieć, a niemieccy najmici w Polsce będą to przedstawiać jako naszą szansę. Prawda jest jednak taka, że zagrożenia z tamtej strony mają również charakter stały i to jeszcze w dłuższej perspektywie czasowej niż te wschodnie.
W obu zatem przypadkach nihil novi sub Sole.

NOWYM ZAGROŻENIEM jest to co opisałem – ewidentna niemoc decyzyjna Sojuszu, która w nadchodzących latach zostanie pogłębiona całkowitym załamaniem zaufania do nielojalnych partnerów ze strony czynnika, który dla siły Sojuszu ma wartość rozstrzygającą. Na udawanie, że problemu tego nie ma, albo że zostanie on rozwiązany jakimś czarodziejskim rozwiązaniem (nie pomoże tu różdżka Leszczyny), mogą sobie pozwolić Portugalczycy, Hiszpanie, Francuzi, Włosi, Belgowie czy Holendrzy.
MY, POLACY, NIE.

Warto tu zwrócić uwagę na jeden, istotny aspekt sprawy. Pasjonujemy się – i słusznie – od szeregu lat, rosnącym zagrożeniem rosyjskim, irytuje nas brak działań albo opóźnione działania prewencyjne NATO. Irytuje nas często postawa „wspólnoty” wobec Ukrainy, bo intuicyjnie wyczuwamy, że z nami może być tak samo.

Pozostajemy jednak ślepi wobec tego, co dziś szykują – pod auspicjami NATO – Niemcy. Oto bowiem dążenie do ich gwałtownej remilitaryzacji przejawia się głównie w idei, sformowania specjalnej brygady/dywizji, która będzie stacjonować na Litwie. Podobno ma to być wsparcie krajów bałtyckich, ale tylko ktoś kompletnie naiwny może w to uwierzyć. Niemieccy planiści już bowiem podjęli przygotowania, do zajęcia pierwszych pozycji w rozgrywkach o przejęcie królewieckiego wyrostka robaczkowego. Jest jasne, że kwestia ta będzie musiała zostać ułożona na nowo, a kto do jakich tytułów historycznych się będzie odwoływał – jest jasne. Jeśli również ktoś ma wątpliwość co do tego, że Niemcy będą w stanie się „porozumieć” z Rosjanami w sprawie nowych rozwiązań odnośnie Królewca, to również słabo zna historię. A brygada/dywizja z Litwy będzie gotowa aby porozumienie to potwierdzić.

Piszę o tym wątku dlatego, że pokazuje on nam także negatywne strony obecnych mechanizmów Sojuszu. Nikt dzisiaj nie powie „nie” tej niemieckiej inicjatywie. Ale aby odwrócić jej skutki w w ramach mechanizmów NATO w przyszłości , nie będzie żadnej możliwości. Tym bardziej że możemy się spodziewać, iż ferajna Tuska sprawie wspomożenia obecności niemieckiej na Litwie nada w najbliższych miesiącach najwyższy priorytet. Odwracanie skutków ich poczynań będzie ekstremalnie trudne, o ile w ogóle możliwe.

Tak jak wskazałem – NATO się nie rozpadnie, USA nie wystąpią z NATO i ja nie namawiam do tego, by Polska z NATO występowała. Natomiast zwracam uwagę na to, iż Polska mając świadomość opisanych słabości NATO, co jest właśnie owym NOWYM ZAGROŻENIEM, już szukała adekwatnych odpowiedzi.

To w tym kontekście pisałem o sojuszu z USA. Paraliż NATO czy asertywność USA wobec NATO, nie są zagrożeniem dla nas. Póki mamy efektywny sojusz dwustronny z USA. Ten sojusz istnieje, jest silny, a może być jeszcze bardziej pogłębiony – w naszym interesie. Bo tylko on może realnie odpowiedzieć na zagrożenie rosyjskie i niemieckie. NATO nie pomoże nam – na miarę naszych potrzeb – ani w jednym, ani w drugim. Ten sojusz może być uzupełniony dodatkowymi porozumieniami. Za chwilę Anglicy pogonią swojego obecnego premiera i konieczny będzie powrót do wzmocnionych relacji z Wielką Brytanią. To nasz najbardziej naturalny, europejski sojusznik, do tego całkowicie komplementarny wobec Amerykanów. Naszym naturalnym sojusznikiem powinna być trójka nordycka – Norwegia, Szwecja i Finlandia. Są to kraje mające podobny poziom zagrożenia ze strony Rosji, a jednocześnie dysponujące sporym i liczącym się potencjałem wojskowym, wreszcie kluczowe dla naszej logistyki.
Naszym naturalnym sojusznikiem pozostaje również Turcja, dysponującą największą i obecnie najnowocześniejszą armią w Europie, a w NATO drugą siłą zbrojną po USA. Turcja – jak mało kto – dobrze rozumie rosyjskie zagrożenie i toczy obecnie wielką grę z Rosją o wpływy na Kaukazie i w Azji Centralnej. Wreszcie mająca niemal tożsame problemy jak my Rumunia.
To naturalny krąg sojuszniczy Polski w chwili obecnej. Naszym zadaniem i wyzwaniem na najbliższe lata, jest wzmocnienie sojuszu z USA, pogłębionego współpraca obronną z wymienionymi krajami. Pisałem już o tym 4 – 5 lat temu i nic się tu nie zmieniło. Albo inaczej. Zmieniło się wszystko. Kilka lat temu żyliśmy w dość naiwnym przekonaniu, że pojawiające się w systemach decyzyjnych NATO rysy, są tylko niewiele znaczącymi problemami. Dzisiaj już wiemy, że paraliżują one sojusz.

I jeszcze uwaga końcowa. Chciałbym bardzo, aby ktokolwiek będzie realizował polską politykę na odcinku amerykańskim, nauczył się jak to robić od Izraela. Wiem, znowu emocjonaci będą pisać, że mam pejsy, ale nic na to nie poradzę.
Polska dla polityki amerykańskiej, ma dziś znaczenie zbliżone do znaczenia Izraela na Bliskim Wschodzie. Jesteśmy strategicznie najważniejszym czynnikiem dla stabilności amerykańskiej pozycji w Europie. Izrael pozostając od dziesięcioleci w ścisłym, lojalnym sojuszu z USA, nauczył się wykorzystywać swoją pozycję do tego, aby nie była ona drogą jednokierunkową. Potrafi wygrywać dla siebie bardzo dużo.

Apeluję, abyśmy zamiast oburzać się na Izrael, że potrafi to robić, nauczyli się od nich jak robić podobnie w interesie Polski. Będzie z tego naprawdę więcej pożytku, niż ze śledzenia żydowskich wpływów w USA.

Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl