Człowiek tyra od 8:00 do 18:30 i szuka wzrokiem na każdych zajęciach skitranych w tylnym rzędzie studentów z kwiatami, bombonierą i koniakiem, nawet takim najtańszym. Kwestia symbolu, w czasach inflacji mogła być, powiedzmy, Wyborowa 0,7.
I nic. Święta strażaków, śmieciarzy, policjantów, młynarzy – te są obchodzone. Święto nauczyciela obchodzone jest tylko w podstawówkach i szkołach średnich. Nauczycielstwo akademickie z roku na rok zaczyna poważnie zastanawiać się, czy nie tyle warto, przeliczając na korzyści materialne, ale czy warto z szacunku dla tych, których nauczamy, trwać w bagnie. O tym bagnie przy innej okazji, ale znający temat wiedzą o co kaman.
I nie chodzi mi o te nieotrzymane czekoladki, tanie koniaki i kwiaty.
Zmierzam ku innej myśli: zastanawiam się, czy dwie krzywe aby się już nie przecięły, to znaczy nauczyciele akademiccy nie tyle przestali byc autorytetami, ale w w swej „masie” stali sie zupełnie zbędni dla studentów, którzy niekoniecznie są od nich mądrzejsi, ale na pewno lepiej rozumiejący meandry świata postkowidowego.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz