Poczytam sobie książki, przemyślę je i sam coś też napiszę ustosunkowując się do dotychczasowych ustaleń badawczych i dodam coś od siebie. Miałem takie niejasne wrażenie, że umysł mam lotny, więc dam radę. Nieskromnie powiem, że jednak coś napisałem, co było przedmiotem dyskusji, polemik, nawiązań. Przede wszystkim jednak zależało mi na – wiem, że zabrzmi to górnolotnie – odkrywaniu prawdy na temat otaczającej nas rzeczywistości i poniekąd o nas samych jako uczestnikach życia społecznego.
Ale obecnie porzuciłem już te plany, bo uznałem je za nazbyt górnolotne w klimacie obecnie panującym. Dusznym i ociężałym. Obecnie, to znaczy od 1989 roku. Wszystkie bez wyjątku partie i siły polityczne mają swój udział w tępieniu życia intelektualnego w Polsce. Jeśli już miałbym odczuwać jakiś sentyment, to do pani min. Łybackiej z SLD.
W Polsce od czsów II wojny światowej nie ceni się pewnych postaw, do których ja aspirowałem. Ludzie bystrzy, rozumiejący dokonujące się zmiany zawsze byli niebezpieczni dla reżimu. Najpierw dla komunistycznego, potem demokratycznego (w szerokim tego słowa znaczeniu, tj, rządowego i opozycyjnego w ramach systemu) z wyraźnym kompleksem na punkcie inteligencji.
Polityków rekrutowano głównie z grona studentów „nie mających głowy do nauki”. Wstępnie obrobionych na pierwszym semestrze studiów, potem wyćwiczonych do walki politycznej.
Już nie chcę być intelektualistą. Zejdę raczej do podziemia ze swoimi myślami o odnowie, inspiracjami, pomysłami i nie będę się zdradzać, a jedynie wyciągnę dłoń po świadczenie socjalne. Należne mi jak psu buda. Do tej pory nie występowałem.
Wezmę i przeżyję. A w tym czasie pomyślę sobie…
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz