Już od ponad roku „pandemia” jest z nami. A my z nią. Nie da rady nie być. Choćby się bardzo chciało. Praca zdalna. W sklepie maseczka (albo obywatelskie nieposłuszeństwo i spore ryzyko nieprzyjemnych uwag i dyskusji). Na ulicach ludzie bez twarzy. Telewizja już dawno poszła w odstawkę, ale o bieżących „danych statystycznych” i nowych „obostrzeniach” z pewnością poinformuje nas rodzina czy sąsiad. Generalnie wirus „wyłazi z lodówki”. Choćby się uciekło na koniec świata, w góry, do lasu, trzeba czasem zejść w dolinę, a tam nieustająca „zaraza”. Epidemia kłamstwa, strachu, zniewolenia…
Przypomnijmy sobie jak to się wszystko zaczęło. Jak media się nakręcały i nas wkręcały. Najpierw były odległe Chiny. Trochę egzotyka. Się jeszcze za bardzo nie przejmowaliśmy. Potem nagle bliskie Włochy. I koszmarna panika. Europa wpadła w szaleństwo. Zdrowy rozsądek, prawo, nauka – przestały się liczyć. Przestały istnieć. Zaczął się czas Apokalipsy.
Telewizja wciąż i wciąż zalewała nas jak wzburzony ocean – koszmarnymi obrazami z Italii:
Trumny w Bergamo – potem się okazało, że to stare zdjęcia, z katastrofy morskiej koło Lampedusy.
Ciężarówki z trumnami – jechały jak w katastroficznym filmie – powoli z namaszczeniem, w długiej kolumnie. Jechały palić zwłoki. Nie można ich było normalnie w ziemi pochować. Bo straszny śmiertelny wirus. Dżuma XXI wieku.
Wreszcie kolejne liczby – zmarłych z powodu covid – głównie staruszków – dziś już wiemy, że odbieranych od rodzin, izolowanych, a przede wszystkim fatalnie „leczonych”. Ilu z nich zmarło tylko z powodu złej terapii? Katastrofalnych wprost metod leczenia? Nie wiemy. Ale może zdecydowana większość.
Jerzy Karwelis na swoim blogu cytuje włoskich lekarzy, którzy się zbuntowali, którzy chcą powiedzieć prawdę:
„Leczenie chorych było możliwe, ale możliwość ta została zignorowana”.
„Uporczywe zaniedbanie rządu włoskiego sprawiło, że pojawienie się w kraju wirusa przekształciło się w masakrę 35 000 starców”.
„Dziś wiemy, że protokół terapeutyczny odnoszący się do walki z koronawirusem był błędny: to właśnie ten fakt – a nie wirus – spowodował tysiące zgonów”.
„Nie używaliśmy ani środków przeciwzapalnych, ani hydroksychlorochiny, ani heparyny, o których wiemy, że są nieodzowne, natomiast „paliliśmy” tkankę płucną chorych stosując głęboką wentylację”.
„[Płuca] były całkowicie spalone, ponieważ czysty tlen pompowany pod pewnym ciśnieniem powodował autentyczne oparzenia. Następnie pojawiała się zakrzepica zatorowa, ponieważ tlen nie krążył, jako że płuca były niedrożne”.
„To było jak leczenie cukrzycy cukrem”.
„Nie tylko że skazaliśmy ich na śmierć, ale także na straszliwą śmierć – tj. w całkowitej samotności”.
Takie były początki „pandemii”. Dziś, gdy już rok z górą minął, wciąż jest ona wokół nas. I nic nie wskazuje na to, by miała prędko odejść do historii. Wręcz przeciwnie – kolejne fale są już przez rządzących planowane i zapowiedziane. A akcja „szczepień” idzie pełną parą. Szczepień, które mają nas wyzwolić z okowów tejże straszliwej choroby.
Ehm… Szczepienia. Dobrodziejstwo ludzkości. Zawsze sprawdzane w długoletnich badaniach i na pewno bezpieczne. Dają odporność na lata. Zatrzymały te i tamte groźne choroby. No ogólnie wspaniałości to same te szczepionki. Podobno. Niektórzy mają w tych sprawach pewne wątpliwości, ale chwilowo, roboczo zostawmy je na boku…
No i niestety powiedzieć trzeba, że aktualne „szczepienia” na covid nie spełniają żadnego z tych kryteriów! I to nawet biorąc pod uwagę oficjalne informacje (nie jakieś tam „teorie spiskowe”). Są eksperymentem medycznym, przeprowadzanym na żywych organizmach ludzkich. Odporność, w najlepszym razie, mają dać na 6 miesięcy! No i sama choroba – nawet nie będę się w tej sprawie produkował, bo chyba już każdy widzi, jaka to straszna śmiertelna przypadłość, cały ten nasz „kochany” Covid-19…
A w związku z tym, że tak a nie inaczej sytuacja wygląda, pomimo intensywnej medialnej propagandowej akcji, szczepienia idą słabo. Ludzie rezygnują. Biorą po jednej dawce. Statystyki „wszczepialności” nijak nie chcą być takie jak powinny. No i powoli zaczyna się robić nieprzyjemnie. Coraz bardziej wokół pachnie przymusem. Na pierwszy ogień najwyraźniej poszła armia. Żołnierze dostają coraz czytelniejsze sygnały, że szczepionkę po prostu muszą przyjąć. Od kilku dni krążą po internecie kolejne materiały potwierdzające ten fakt. Apel biskupa polowego. Nagranie żołnierza (podobne do tego, w którym wypowiada się ratownik medyczny). No i teraz ten plakat. Wrzucony do sieci przez Justynę Sochę. Ppłk Piotr Jaraczewski: „Proszę nie dyskutować i nie podpierać się dobrowolnością i nieobowiązkowością”!
Niedobrze to wygląda. Armia ma nas teoretycznie bronić. A tutaj? Wygląda na to, że najpierw musi wybronić się sama. A to może okazać się trudniejsze niż nawet starcie z zewnętrznym wrogiem. No zobaczymy jak im pójdzie. A wkrótce – jakie grupy zawodowe następne w kolejce do „ochotniczego” obowiązkowego szczepienia.
Zostaw komentarz