Po przegranym referendum w Krakowie znowu mogliśmy zobaczyć to samo zjawisko. Ten sam teatr emocji, te same miny, te same dramatyczne gesty i ten sam rodzaj politycznej histerii. Czyli politycznych przegrywów.

Przegryw polityczny to nie jest człowiek, który przegrał wybory. W demokracji każdy czasem przegrywa.

Przegryw to stan umysłu.
To człowiek, który uważał się za lepszego od społeczeństwa, a nagle społeczeństwo przestało go słuchać. I właśnie tego nie może przeżyć.

Przegryw polityczny żyje w wiecznym poczuciu utraconego prawa do pouczania innych, mówił Polakom, jak mają myśleć, co jeść, czego się wstydzić i na kogo głosować.

A potem przyszła rzeczywistość i referendum.
I nagle okazało się, że zwykły człowiek ma gdzieś salonowe kazania celebrytów, ekspertów od wszystkiego i politycznych moralistów. A co na to przegryw?

Przegryw nie umie przegrywać z godnością. Normalny człowiek analizuje błędy. Przegryw wpada w histerię.

Dlatego po każdej porażce polityczne przegrywy urządzają ten sam spektakl: jeden „czuje się obsrany”, drugi opowiada o wyjeździe z kraju, trzeci obraża wyborców, czwarty dostaje publicznego ataku pogardy wobec własnego społeczeństwa, piąty przez tydzień opowiada w telewizji, że demokracja umarła, bo ludzie źle zagłosowali. Inny do dziś przelicza głosy.

Przegryw nie rozumie jednej rzeczy: demokracja działa także wtedy, kiedy nie spełnia jego oczekiwań.

Najbardziej charakterystyczne u przegrywa jest jednak poczucie wyższości. On naprawdę wierzy, że jest kimś lepszym. Moralnie lepszym. Inteligentniejszym.

Nowocześniejszym. Bardziej europejskim. Problem w tym, że społeczeństwo coraz częściej patrzy na te elity jak na grupę obrażonych celebrytów żyjących we własnej bańce.

I wtedy przegryw zaczyna wariować.

Pojawia się agresja. Pojawia się histeria. Pojawia się pogarda. Pojawia się paniczne szukanie winnych.
Winny jest internet. Winna jest prowincja. Winni są starsi ludzie. Winna jest młodzież.. winne za niskie progi referendalne, winna jest Rosja. Winna jest pogoda. Wszyscy winni, tylko nigdy oni sami.

Bo przegryw polityczny ma ogromny problem z oceną rzeczywistości.

On może przegrać wybory, ale nigdy nie dopuści do siebie myśli, że ludzie mogli świadomie odrzucić właśnie jego świat, jego język i jego pychę i głupotę

I może właśnie dlatego polityczne przegrywy są dziś tak nerwowe.
Bo czują, że kończy się epoka, w której wystarczał telewizyjny autorytet, kilka celebryckich apeli i pogarda przykryta uśmiechem. Coraz więcej ludzi przestało słuchać ich opinii, ich etykiet i ich moralnych szantaży.
A kiedy elita traci wpływ na emocje społeczne, zaczyna krzyczeć coraz głośniej.
Nie dlatego, że ma rację.
Tylko dlatego, że czuje, iż grunt usuwa jej się spod nóg.