Od samego początku wybuchu kryzysu migracyjnego na naszej granicy pisałem że wyłączną winę za jego rozpętanie ponosi Aleksander Łukaszenka.

Od początku wybuchu kryzysu migracyjnego na naszej granicy pisałem że należy bronić granicy państwowej.

W podobnym duchu pisali tekst również moi koledzy chociażby Kamil M. Turecki czy też Marcin Wyrwał

Zapewne różniliśmy się w ocenie praktyki „push-back”. Ja sam byłem za jej stosowaniem mimo, iż byłem wewnętrznie moralnie rozdarty. Z jednej strony rozumiałem, że możemy przyczynić się do tragedii ludzkich. Z drugiej jednak miałem świadomość tego, że pozorny humanitaryzm przyczyni się do jeszcze większej ilości tragedii.

Pisałem więc czy granicy trzeba bronić nawet wówczas, gdy nie jest to ani łatwe, ani proste. Pisałem, że należy stosować praktykę „push-back”. W Onecie pojawiały się oczywiście też teksty w których autorzy mieli odmienny od mojego punkt widzenia. Tak jak to się dzieje w normalnym medium gdzie ścierają się różne poglądy.

Moje teksty w których, mimo własnych wątpliwości, byłem za twardą obroną granicy były publikowane w Onecie nie gdzieś na samym dole strony tak by nikt ich nie zauważył, ale na samej górze Strony Głównej, w tym również na tzw. „jedynce”. Niektóre przeczytały setki tysięcy ludzi.

I oto w chwili w której publikuję kolejny tekst w którym argumentuję, że dzisiaj należy być po stronie polskiej Straży Granicznej i Sił Zbrojnych RP jeden z czołowych dziennikarzy „niepokornych” na Twitterze po raz kolejny stwierdza, że to my w Onecie odpowiadamy za kryzys. To i tak skądinąd postęp bo jeszcze niedawno człowiek ten pisał, że przy okazji kryzysu migracyjnego wspieramy „narrację Łukaszenki”.

Z owym dziennikarzem znam się sprzed lat. Nawet wydawało mi kiedyś, że byliśmy kolegami. Gdy pracowałem w Polsacie zdarzyło mi się gościć go w moim programie. Dzwonię więc i pytam czy widział moje i Kamila i Marcina teksty ale też to co pisali inni.

W odpowiedzi słyszę jedynie wrzask i wykrzyczane słowa, że „co wy k..wy w Onecie publikujecie”. Nim mój były kolega trzasnął słuchawką zdołałem mu odpowiedzieć. Tak jak się odpowiada w armii, bo poza dziennikarstwem i dyplomację pracowałem również w Ministerstwie Obrony i wiem jak się odpowiada tak, by „dotarło”.

Stwierdzam, że poza bardzo już nielicznymi wyjątkami nie mam o czym rozmawiać z moimi byłymi kolegami z prawicy. I nie mam ochoty, bo Was – z bardzo nielicznym wyjątkami – nie szanuję. Jesteście chorzy z nienawiści. Dalej byłoby po wojskowemu…. Bo tylko tak do Was „dociera”.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)