Oto klasyczny przykład dualizmu prawnego, gdzie sędziowie – chcąc zachować ciągłość pracy – zmuszeni są do interakcji z organami, których legitymację jednocześnie kwestionują.
NeoKRS blokuje dalszą pracę sędziom, którzy przez lata głośno punktowali „dobrą zmianę” w sądownictwie.
To, że organ ukształtowany przez poprzednią władzę broni jej politycznego dziedzictwa, nie dziwi – przynajmniej mnie.
Prawdziwe zdziwienie budzi jednak postawa samych sędziów, którzy opowiadali się przeciwko reformom tzw. „dobrej zmiany”.
Sędziowie Jerzy Nawrocki i Barbara du Château z Lublina – którzy, jak rozumiem, obecnej KRS za organ konstytucyjny nie uznają – składają do tejże Rady wnioski o przedłużenie orzekania.
Czy to nie czysta legitymizacja organu, który uważa się za nieistniejący?
Ale to dopiero początek. Gdy KRS wydaje decyzję odmowną, sędziowie… odwołują się.
Gdzie?
Do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, która według TSUE nie jest sądem ustanowionym ustawą.
Mamy więc surrealistyczny zapętlony obraz: sędziowie składają wnioski do „nieistniejącego” organu, a potem zaskarżają jego decyzje do „nieistniejącego” sądu. Prawna schizofrenia w pełnym rozkwicie.
A gdyby KRS wniosek poparła, albo Izba uwzględniła odwołanie – czy sprawa byłaby zamknięta?
Ministerstwo Sprawiedliwości zdaje się nie dostrzegać tego dysonansu, kwitując krótko: skoro nie ma „prawidłowo ukształtowanej KRS”, postępowanie sędziów z Lublina po prostu nie zostało zakończone.
Tymczasem Sąd Rejonowy Lublin-Zachód udzielił im zabezpieczenia roszczenia o ustalenie stosunku służbowego.
Skoro sędziowie mają w ręku zabezpieczenie sądowe, po co brnąć w procedury przed organami, których statusu nie uznają?
Czy naprawdę jedyną drogą do sprawiedliwości jest udział w procedurze, którą sami nazywają nieważną?
Rozumiem Ministra Żurka, że wobec opozycji Prezydenta Nawrockiego nie jest on w stanie rozwiązać problemu na gruncie ustawowym.
Jednak powyższa sytuacja to obnażenie braku jakiegokolwiek pomysłu rozwiązania problemu i tolerowania prawnej „szarej strefy”.
Powstaje szereg pytań:
1. O granice legitymizacji: Czy Ministerstwo uważa za dopuszczalne, by sędziowie – w celu ochrony swoich praw – musieli uczestniczyć w procedurach przed organami (NeoKRS, IKNiSP), których statusu Polska nie uznaje na gruncie wyroków ETPCz i TSUE?
2. O skuteczność zabezpieczeń: Jeśli Sąd Pracy udzielił sędziom zabezpieczenia roszczenia, to dlaczego Ministerstwo nie uznaje tego za wystarczającą podstawę do ich dalszego funkcjonowania w systemie, zamiast zmuszać ich do „uznawania” NeoKRS poprzez składanie tam odwołań?
3. O „zawieszenie” w próżni: Skoro Ministerstwo twierdzi, że postępowania przed NeoKRS „nie zostały zakończone” z powodu wadliwości organu, to jaki jest status sędziego, który osiągnął wiek emerytalny?
Czy jest on sędzią „w stanie spoczynku”, czy „w stanie zawieszenia”, a może „sędzią Schrödingera” – jednocześnie czynnym i nieczynnym?
4. O spójność narracji: Jak Państwo zamierza przywrócić powagę wymiarowi sprawiedliwości, skoro akceptuje sytuację, w której sędziowie są zmuszani do brania udziału w „prawnym teatrze” przed organami o wątpliwym statusie, tylko po to, by wyczerpać formalną drogę do uzyskania odmowy?
5. O brak systemowej ścieżki: Dlaczego dotychczas nie wypracowano jasnej, alternatywnej procedury dla sędziów chcących orzekać dłużej, która omijałaby wadliwie powołaną Radę, skoro resort uznaje ją za „nieistniejącą”?
Ministerstwo, choć werbalnie odcina się od NeoKRS, w praktyce pozwala na to, by sędziowie wciąż byli zakładnikami tych struktur, nie dając im żadnej innej, „legalnej” ścieżki administracyjnej.
A na horyzoncie pojawia się jeszcze jedno zagadnienie: jeśli bohaterowie tego tekstu zaczną wydawać wyroki, a obecnie rządząca koalicja straci władzę (bo taki jest los każdej władzy w demokracji), to czy te wyroki będą respektowane przez następców?
Ta sytuacja jaskrawo kontrastuje z kulturą polityczną innych państw.
Spójrzcie na Włochy i premier Giorgię Meloni. Mimo radykalnych planów reform (jak projekt premierato), włoska prawica trzyma się procedur konstytucyjnych i drogi referendalnej.
Meloni – w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego – zrozumiała, że trwałość reformy zależy od jej legalności, a nie od sprytu w obsadzaniu stołków.
W Polsce mamy „procesową partyzantkę”. Nawet sędziowie o nieposzlakowanej opinii wpadają w pułapkę organów, które sami kwestionują, bo państwo nie stworzyło im cywilizowanej, czystej ścieżki wyjścia.
Pytanie do naszych elit politycznych: Dlaczego polscy sędziowie muszą być „petentami” w organach-fantomach, skoro w Europie spory o kształt państwa rozstrzyga się wprost – przed narodem lub w ramach czystych procedur konstytucyjnych?
#Sądownictwo #Praworządność #NeoKRS #Polska #Włochy #DebataPubliczna
Zostaw komentarz